WIOSNA PRZYJSZŁA…

-Śmieeerdzi – powiedziała Wampirza córka, wysiadając z samochodu przed domem, wdychając wiejskie powietrze i teatralnie marszcząc nos.
Stanęłam i zrobiłam, to co córka.
– Śmierdzi – potwierdziłam. Wiosna córko przyszła, rolnicy nawożą pola.
– Ale czemu tak śmierdzi?!
– Bo to gnojówka córko.
I się zaczęło.
– A co to gnojówka mamuuu?
I tu matka rozpoczęła wykład dla dzieci – co to ta gnojówka. Z urodzenia mieszczuch jestem, wsiowa ja od 7 lat. Skąd mam wiedzieć, co to gnojówka. Po zapachu domyślam się, że odchody zwierząt domowych i coś o uszy się obiło, że mieszane to jest z sianem. Łapiecie się na tym, że dzieci zadają wam pytania, na które nie znacie odpowiedzi i improwizujecie żeby nie zrobić z siebie barana? No, to właśnie to było to pytanie, które mnie rozwaliło. Ale wybrnęłam. Młode szybko odstąpiły od pytań szczegółowych. Widocznie tak śmierdzący temat nie był interesujący. Ja doszłam do wniosku, że dziękuję iż ktoś czuwał bym jednak nauczycielem nie została.
Pomyślałam wtedy – witaj wiosno śmierdząca gnojem i padliną. 
Tak, padliną bo zapach w naszym ogrodzie wskazywał, że coś nam się rozkłada. Wypatroszonego przez głodnego psa sąsiadów zająca zimowaliśmy rok temu. Co Wampirzy ojciec go zakopał, to Pusia go odkopała i próbowała coś mu odgryźć ale wiecie jak to jest gryźć mięso z zamrażarki? Zostawiała tak zająca, Wampir zakopywał i tak do wiosny. Wiosną Pusia zająca dokończyła i został się jeno ogonek i smrodek.
W tym roku obeszłam krzaki ale nic nie znalazłam więc to pewnie myszki i nornice przez kota zdybane słodko się rozkładają. Fuj.
Tak – przyszła wiosna a wraz z nią moje „ulubione” muchy. Bzyczące, wpadające każdym otworem czarne paskudy siadające na wszystkim, co się da. No dobra strona tego, że są jest taka, iż wszystko jest chowane do szafek i lodówki – porządek w kuchni jest zwyczajnie.
Budzą się pająki. Wyłażą spod listew przypodłogowych i chodzą błędnie tkając te swoje pajęczyny w miejscach, w których nie powinny. 
Kolejną jaskółką wiosny jest kot. Niech go szlag. Chłop jajek nie ma od urodzenia prawie a marcuje. Pobudka o 5.00 – przed budzikiem. Kocur drze się jakby go ze skóry obdzierali – bo kot chce iść! Teraz! Już! Natychmiast! Musi! Matka ma go w … w nosie go ma no! Więc kot skacze na Matki głowę, stoi i wrzeszczy: „Wstań babo, otwórz taras bo muszę zostawić swój ślad, rozumiesz?! No już – bujaj z wyra!” I Matka buja.
A dobre strony wiosenki?
Że o 5.30 już świta, że przyroda się budzi, że można fitness za darmo w ogródku uprawiać, siać, sadzić. Że można już pranie wiatrem i słońcem suszyć. Że rano, zamiast biec szybko do samochodu można powoli cieszyć się porankiem, że dłonie nie marzną, brama się otwiera, ptaki się drą i wiją gniazda w naszych drzewach. Że człowiek zwalnia…
Pierwsza kawa na tarasie, pierwsze wędzenie, pierwsze podlewanie przez córkę warzywnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *