List do mamy…

 

Maminko!

Gdy w czerwcu dowiedziałam się, że masz guza w piersi pomyślałam, że to nic groźnego. Zawsze mammograf wykazywał u Ciebie torbiele czy zrosty. Kiedyś lekarz Ci powiedział, że taką masz budowę tkanek i nie trzeba się martwić. Myślałam, że tym razem to też fałszywy alarm. Pojechałyśmy razem na wakacje – już wtedy było wiadomo, że to nie torbiele. Bardzo cieszyłam się, że możemy być razem, że mogę Cię przytulać, napić się żołądkówki i zwyczajnie z Tobą być. Po powrocie czekała Cię cała seria badań. Między innymi  stwierdzające, że to, co siedzi w Twojej piersi to raczysko złośliwe i szybko trzeba się tego pozbyć. Guz rósł a te wszystkie procedury i badania trwały tak długo. W tv mówią, że pacjenci onkologiczni traktowani są wyjątkowo i od chwili wykrycia nowotworu szybko trafiają na stół operacyjny. A u Ciebie to trwało i trwało. Jak dla mnie – za długo. Przecież tu liczy się czas. Dobrze wiemy obie, jak szybko ten gnojek się rozprzestrzenia. Przez 5 lat patrzyłyśmy na mamę Hanię, która walczyła z tym bydlakiem dzielnie. U niej choroba przyszła nagle i w ciągu 2 miesięcy zrobiła totalny rozpieprz w organizmie atakując z różnych stron. Tak, tu liczy się czas.

Czekałam gdy wyznaczą Ci termin operacji a gdy nadszedł ten dzień, bałam się jak cholera. Wiedziałaś, że się boję i podrzuciłaś mi pomysł wizyty u psychologa w Klinice, który zajmuje się rodzinami pacjentów onkologicznych.

Wiesz, co w Tobie uwielbiam? Twój humor w sytuacjach stresowych. Wiem, że się bałaś a mimo to, w dzień przed operacją tryskałaś humorem, zarażałaś śmiechem inne pacjentki i to Ty odstresowywałaś nas a nie my Ciebie. No a po operacji? Twoje marzenia o kawie i rożkach ze spirytusem od Sowy, po które Tatuś leciał do cukierni żebyś mogła następnego dnia zjeść. I Twoja mina, gdy okazało się, że na terenie Centrum Onkologicznego nie ma tych ze spirytusem. Twoje żarciki gdy budziłaś się między kroplówkami i na pytanie, co byś zjadła po powrocie do domu, odpowiedź że sushi zięciulka… Taką Cię uwielbiam.

Teraz jesteś już w domku. Czekamy na wyniki histopatologiczne. Czekamy na to, co czeka nas teraz. Nas – bo będziemy przechodzić przez dalsze leczenie z Tobą. Wiedz, że nie będziesz sama. Będziemy znosić Twoje humorki, będziemy dbać o Twoją dietę i wspólnie damy kopniaka temu skurwielowi…

Kochamy Cię Maminko.

A teraz kilka słów do Was dziewczyny i chłopaki.

Przed nami październik – różowy miesiąc, miesiąc walki z rakiem piersi. Co roku o tej porze umawiam się na wizytę u mojego gina i robię cytologię, usg narządów rodnych, usg piersi. To podstawa. W tym roku zamiast kupić nową bluzeczkę, wydam kasę na mammograf. Znalazłam się w grupie ryzyka. Ja i moja córka. Zorientujcie się czy w Waszej rodzinie babcia, siostra rodziców, mama chorowały na raka piersi czy raka jajników. Jeśli tak, to zwróćcie uwagę na siebie, na Wasze zdrowie, na Wasze córki. Badajcie się częściej niż raz w roku. Raczysko przychodzi szybko i czasami nie pokazuje, że jest. Dopiero gdy rozgości się w naszym ciele, pokazuje szczypce ale wtedy może być już za późno.

Wiem, że wizyta u ginekologa nie jest przyjemna. Też wolę wizytę u dentysty ale laski – macie mężów, dzieci i innych bliskich dla których musicie żyć, być silne i zdrowe.  Chłopaki – Wy młodzi i Wy trochę starsi – pilnujcie swoich dziewczyn, to Wy pytajcie kiedy były ostatni raz u lekarza i robiły badania. One – gdy Wy jesteście chorzy, leżycie z gorączką i morderczym katarem w wyrze – podają Wam lekarstwa i siłą zaciągają do przychodni. To one podsuwają Wam ulotki o badaniu prostaty. Mężczyźni, zapytajcie swoje kobiety kiedy ostatnio się badały, czy znalazły na to czas w ostatnim roku. Jeśli nie pamiętają kiedy się badały – zaznaczcie w kalendarzu, że mają iść w październiku do lekarza, zrobić badania krwi, usg piersi i usg narządów. Drążcie temat, bądźcie upierdliwi. Dbajcie o swoje kobiety, kobiety dbajcie o siebie.

PREZENT DLA MĘŻCZYZNY CZYLI PRZEDŚWIĄTECZNE DYLEMATY MATKI…

zdjęcie pochodzi z http://www.rolex.com/
   Kurde, człowiek – znaczy kobieta: żona, narzeczona, siostra itp. chce kupić prezent dla faceta. Oczywiście żony/partnerki z wieloletnim stażem, zgodzą się pewnie ze mną, że to dość trudny wybór bo ich faceci mają pewnie już wszystko, a na pytanie „kochanie, co byś chciał dostać pod choinkę” słyszą: „ciebie” albo „seksowną bieliznę, którą założysz po kolacji wigilijnej”, albo co gorsze: „kup podkoszulki bo te, co sobie kupiłem miesiąc temu znów zafarbowałaś na różowo”. 
   Zatem ja mam taki właśnie problem. Tata nie chce mi pomóc – albo rzuca mi w twarz tekstem o bieliźnie, a ja znów nie wiem, co mu kupić. Gdybym miała dużo pieniędzy, to zafundowałabym mu zegarek Rolexa za 50.000 złotych/euro. Ale finanse mam raczej ograniczone. Postanowiłam wspomóc się internetem i wpisałam hasło „prezent dla mężczyzny”. Wyświetliło mi się kilka propozycji. Jednak wątpię żeby Tata chciał spadać ze spadochronem lub bez, skakać na bandżi czy generalnie uprawiać sporty ekstremalne. Przeszłam więc na stronę jednego ze sklepów i wybrałam dział „elegancki prezent dla mężczyzny”. Pierwsze, co się ukazało to: eleganckie pralinki dla mężczyzny, męskie praliny z alkoholem i bez, ekskluzywne czekoladki z elegancką dedykacją, podróżne gry i szachy – również ekskluzywne. 
Ponieważ Tata czekolady nie jada i nie ma w zwyczaju grać w szachy w trakcie prowadzenia auta (choć może pokusiłby się na autostradzie włączając tempomat), wybrałam opcję „praktyczne prezenty dla mężczyzny”. No i tu jest w czym wybierać – elektryczny czajnik Bugatti, termos marki Stanley (ponoć kultowej marki), odtwarzacz mp3 dla mojego sportowca. Mogę mu jeszcze zaproponować Xboxa. Oczywiście jest kilka innych propozycji. Weszłam na link z napisem NIESPODZIANKA. A tam:

Wykąp go w oleju silnikowym! Spokojnie, to tylko imitacja! Żel jest bezpieczny i choć ma wygląd i konsystencję oleju silnikowego, pięknie pachnie wiśniami. Wprawi w zachwyt wielbiciela motoryzacji!


Podrzuć mu do łazienki zestaw do golenia! Oczywiście czekoladowy! Wyśmienita czekolada zapakowana w stylowe, męskie pudełeczko oraz zaskoczenie, którego doświadczy, na długo wprawią go we wspaniały humor!
   Kochanie, w tym roku będziesz się w Wigilię kąpać w oleju silnikowym i ogolisz się czekoladowym zestawem do golenia.

Tak, trzeba przyznać, że internet jest wspaniałym źródłem pomocnym w kupowaniu prezentów dla facetów. Jednak mężczyzna ma łatwiej w dokonaniu wyboru prezentu dla ukochanej.
  

KRÓTKA HISTORIA JEDNEJ NOCY…

Dziś była najdłuższa noc w moim życiu.
Myślałam, że kiedy opadną emocje, pozałatwiam sprawy, które ostatnio bardzo mnie męczyły – gdy zamknę pewien rozdział by otworzyć nowy – wreszcie będę spokojnie spała. 
Pierwsza noc od jakiegoś czasu, gdy nie wzięłam nic na spokojny sen. I co? I jajco. Nie mogłam spać. Co godzinę patrzyłam na zegarek i czekałam na dzwonek budzika. Dziś miał zadzwonić później. Nie przeszkadzało mi, że Syn kilkukrotnie wołał mnie żebym go przykryła. Nie przeszkadzało mi chrapanie kota spod łóżka. Leżałam z zamkniętymi oczami i czekałam na mocniejszy sen. Nie nadszedł. 
Spokojnie wstałam o 5.50, napiłam się kawy, zrobiłam śniadanie rodzinie. Weszłam do łazienki a na twarzy miałam efekt nieprzespanej nocy. 
Nawet Max Factor nie był w stanie zrobić ze mnie człowieka. Ja, Zombie siedzę teraz za biurkiem niewyspana i zagilona. Bo nadeszło jesienne obniżenie odporności.
Taka historia jednej nocy… 

CZY TO JUŻ DEPRESJA?

zdjęcie pochodzi z patrycjapisze.pl
   Każdy dzień wygląda tak samo. Rano dzwoni budzik, wstajesz, szykujesz dzieci do szkoły, siebie do pracy. 
Wsiadasz do samochodu – czy innego środka komunikacji, i jedziesz do pracy. W pracy skupiasz się na obowiązkach. Starasz się by szef był zadowolony, uśmiechasz się do klientów. 
Szef, jak każdy człowiek, ma dobre i złe dni. Gdy ma dobre – jest ok. Śmiejecie się razem, choć żarty są seksistowskie i głupawe. Tak trzeba. Gdy on ma złe dni bo dzieci coś narozrabiały, żona podniosła rano ciśnienie – znosisz jego złe humory i poprawianie każdego przecinka, znosisz mobbing. Tak trzeba. Pokora. Jutro może będzie lepiej. 
Wysłuchujesz historii najbliższych koleżanek z pracy, starasz się im współczuć gdy wali im się świat, wspierasz gdy tego potrzebują, milczysz by być słuchaczem. Sama nic nie mówisz. Zresztą nikt nie pyta. Jesteś szczęśliwą żoną i matką. Choroby dzieci? Każdy przez to przechodził – przejdziesz i ty. Nie narzekaj – jesteś szczęściarą. Cudowny mąż noszący na rękach, rzucający prezenty pod stopy, udane dzieci – z którymi przecież „jeszcze” nie ma problemu. Choroba? Babcia da radę. Współpracownicy „czy damy radę bez Ciebie?”.
Dzieci chore, pretensja w głosie szefa, poczucie obowiązku i wyrzuty sumienia. Lęk o zdrowie dzieci zamienia się w „jak oni dadzą radę”, „szef będzie wkurwiony”. 
Dają radę, szef wkurwiony. 
W domu zmęczenie, odreagowanie na rodzinie złych humorów szefa i problemów koleżanek i kolegów. Pretensje, że dzieci chcą jeść, mąż przytulić. Seks? – jaki seks – „daj siekierę a wytnę pół lasu”. 
Drink, lampka wina, persen… Kolejny dzień – byle do weekendu.
   Poniedziałek, dzwoni budzik – a Ty czujesz niemoc. Zwyczajne wstanie z łóżka sprawia Ci ból. Nogi są drętwe, żołądek zaciśnięty. Wstajesz, myjesz zęby i masz odruch wymiotny. Objęcia z kibelkiem rano stają się normą. Myjesz twarz zimną wodą. Robisz makijaż. Ukrywasz pod maską opuchnięte oczy. W nocy znów tonęłaś, uciekałaś albo winda z Tobą w środku spadała… Kilka oddechów, filiżanka mocnej kawy, sulpiryd od koleżanki dający luz i jazda od nowa.
Szef, który czepia się każdego słowa, kolejne historie koleżanek, klient, który działa jak wampir energetyczny – kilka wdechów, wkurw wywalony na fb i jazda dalej. W domu azyl. Ale nerwy na wierzchu. Wiadomości w tv: ktoś podpalił rodzinę, zamachy terrorystyczne itp. Płacz w poduszkę, myśl „nikt mnie nie rozumie”. Reklamy z dziećmi – płacz, komedia – płacz…
   Kolejny dzień. Kolejne dni. Kolejny poniedziałek. 
Nie masz siły wstać z łóżka. Patrzysz w lustro – koszmar. Szykujesz śniadanie dzieciom i myślisz: nie mam siły, nie mam siły iść dziś do pracy. 
Serce bije szybko, mdłości – i myśl: nie dam dziś rady. 
Myślisz: jeden dzień odpoczynku, tylko jeden. Odpoczywasz. Dzieci w szkole, mąż w pracy. Cisza. 
We wtorek idziesz do pracy. Jakby spokojniejsza. Uśmiech przyklejony do twarzy… Jednak każdy dzień podobny do drugiego… Mija kilka miesięcy… Neopersen, persen forte przestają działać. Sulpiryd się skończył. Do nerwów dochodzi arytmia, mokre poty… Poranne objęcia z kibelkiem to już norma.
   Poniedziałek. Budzik. Patrzysz w sufit. Chcesz wstać… nie możesz… Zasypiasz. Otwierasz oczy gdy już słońce wstało. Jesteś spóźniona do pracy. Spokojnie idziesz do kuchni, szykujesz śniadanie rodzinie i jedziesz do lekarza. Opowiadasz mu o swoim stanie… Lekarz patrzy na Ciebie i wypisuje tydzień zwolnienia, receptę na leki przeciwdepresyjne, zaleca wizytę u psychiatry i zmianę trybu życia. Stwierdza nerwicę depresyjną. A Ty? Co z tym zrobisz?… 
zdjęcie pochodzi z www.tumblr.com

#STOPMARUDZENIU – TYDZIEŃ TRZECI

   Ostatni tydzień wyzwania Matki Polki Fanaberie. Bawiłam się świetnie przywołując pozytywne słowa i myśli. Dziś czas na pozytywne uczucie.

1/ Dzień ślubu – ja patrzę w jego oczy, on w moje i chwila szczęścia trwa. Uczucie miłości i myśl – zawsze będziemy szczęśliwi. W mojej głowie milion obietnic i nadzieja. 16 lat – nie zawsze usłanych różami. Ale nadal jest uczucie szczęścia.

2/ Po 10 latach walki o dziecko, po kłuciach, bombach hormonów, badaniach i bólu – dwie kreski na teście, wysokie hcg i dwa serduszka na usg. A później po 8 miesiącach lęku – dwa krzyczące Wampiry po tej stronie brzucha.

3/ Pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwsze rysunki, wierszyki i piosenki na przedszkolnych uroczystościach.

4/ Piszę ten tekst na sali gimnastycznej. Patrzę jak mój Syn kopie piłkę w koszulce z napisem LEWANDOWSKI i nr 9. Rozczulające. Tak samo jak gamy wygrywane przez niego na lekcjach muzyki.

5/ Córka – uparciuszek z plastycznym talentem. Mam całą kolekcję jej rysunków i prac wykonanych różną techniką, stworzonych tylko dla mnie.

6/ Kiedy zaglądam na bloga i widzę, że jednak ktoś mnie czyta jestem w siódmym niebie. A gdy ktoś komentuje wpisy na blogu lub fb, to unoszę się jeszcze wyżej.

7/ Uczucie gdy spotykam znajomych, których nie widziałam wieki i słyszę z ich ust niekłamane: „świetnie wyglądasz” (nawet jeśli w myślach dodają: jak na swój wiek 😉 ).

8/ Leniwe weekendy gdy nic nie muszę. Kawa do łóżka, śniadanie na stole, obiad już „się robi” – mąż skarb.

9/ Przywołuję w pamięci romantyczny wyjazd z Tatą na kilka dni do Rzymu. Cudowne chwile w miejscu, do którego chcę wracać – zawsze z Tatą.

10/ Uczucie gdy śpię 10 godzin… Kiedy to było? Dawno. Ale uczucie wyspania się – bezcenne.

Można mnożyć ale zawsze to uczucie to miłość, radość i zadowolenie.