SŁOIK CZY BROKUŁY – OTO JEST PYTANIE…

   Pamiętam, że gdy wprowadzałam do menu Wampirków nowe potrawy nie gotowałam na początku sama. Nooo nie byłam matką idealną… No może nie do końca tak było – banany prużyłam w garnku, jabłka tarłam a marchewkę gotowałam i miksowałam. 
Jednak gdy przyszedł czas na dania obiadowe, bałam się na początku własnych kompozycji smakowych. Ponieważ wcześniej Wampirki jadły kaszki i mleko Nestle, sięgnęłam po dania w słoiczkach Gerber Rzeszów – firmy będącej w grupie Nestle.
Nie tylko dlatego sięgnęłam po słoiczki Gerber Rzeszów. Zrobiłam to też dlatego, że pamiętałam jak Tata opowiadał o warunkach, jakie panują na produkcji. Wspominał o sterylności i jakości warzyw oraz mięsa wykorzystywanych do wytwarzania dań. Powiedział, że jeśli mamy karmić „słoiczkami”, to Gerber jest produktem dobrym jakościowo. To był czas, kiedy Tata odwiedzał wiele fabryk z branży spożywczej produkujących dania w słoikach – nie tylko dla dzieci. Fabryka Gerber Rzeszów zrobiła na nim bardzo pozytywne wrażenie.
Nie długo jednak karmiłam daniami ze słoiczków bo koszt żywienia dwójki dzieci był ogromny. 
Sama zaczęłam gotować Wampirkom, co wyszło im na dobre bo poznały prawdziwy smak warzyw i mięsa. Po słoiczki sięgałam tylko wtedy gdy jechaliśmy w dłuższą trasę – na przykład nad morze i wygodniej było otworzyć pasteryzowany słoiczek niż bać się, że przygotowane przeze mnie danie zepsuje się w podróży. Po pewnym czasie Wampirki jednak odrzuciły jedzenie słoiczkowe i spokojnie wcinały z nami obiady siedząc na naszych kolanach w restauracjach. Zawsze miałam ugotowaną zupę w termosie, makaron z sosem pomidorowym, ziemniaczki z gotowanym mięsem drobiowym i marchewką. Bardzo szybko nauczyłam się jak gotować dania i nie doprawiać ich „po dorosłemu”. Dodawałam zioła, przyprawy – ograniczałam sól i cukier. Pozwalałam Wampirom bawić się jedzeniem. Niespełna dwuletnia Córka obgryzała udo z kuraka w drugiej dłoni trzymając ziemniaka albo kalafiora. Pulpety przygotowywane przez babcię były pochłaniane z prędkością światła. Rosół – no to było wyzwanie. Łapkami wyjadany makaron i spijana z plastikowych misek zupa. Paluchami wybierana z rosołu marchewka i mięso. Uwielbiałam patrzeć jak Wampiry „smakują” jedzenie. Czasami coś rzucane było na podłogę i mina beeee. Czasami nie nadążałam dokładać na talerz… Śniadania – wędliny domowej roboty na półmisku i Wampiry nakładające ją na chleb. Pierwsze smaki ogórków, pomidorów, szczypiorku… Skrzywienie – bo paskudne, oczy szeroko otwarte – bo pyszne… Mamy – polecam sprawdzanie smaków pociech…  
   Jednak na początku były słoiczki. I myślę, że wiele mam z nich korzysta „na starcie” – mimo, że eko mamy robią z tego problem. Bo przecież pasteryzacja, bo produkty mrożone, bo sztuczne witaminy. Wszystko jest dla ludzi – nawet dania w słoiczkach dla dzieci. Jednak wybierajcie produkty z oznaczeniem BIO… a później dajcie brokuła do jednej łapki, udko kuraka do drugiej. Zobaczycie ile radochy sprawi to Waszym pociechom.
* tekst sponsorowany

3 odpowiedzi do “SŁOIK CZY BROKUŁY – OTO JEST PYTANIE…”

  1. Ja tez na początku nie gotowałam córce sama 🙂 Tak było wygodniej 🙂 A słoiczki bardzo jej smakowały 🙂 Teraz zajada się brokułami i uwielbia owoce! Juz zdecydowanie nie ze słoiczka 😉

  2. Gotowanie dziecku samemu ma sens, gdy ma się dostęp do produktów z zaufanego źródła- np z warzyw z własnej działki i z owoców z własnego sadu. U nas była to transakcja wiązana- bo dzięki dzieciom my przestaliśmy stosować sól i biały cukier- natomiast ziołami doprawiałam zawsze w sposób wyrazisty. Słoikami starałam się nie karmić- w firmie gerber bulwersowało mnie to, że w potrawach dla kilkumiesięcznych dzieci stosują mięso oddzielane mechanicznie. Uważam to za skandal. Być może coś się od tego czasu zmieniło. Jeśli chodzi o kaszki nestle, omijałam szerokim łukiem:) są inne firmy na rynku, które robią kaszki z pełnego zboża i bez cukru:)

  3. Również nie gotowałam na początku, a raczej mieszałam:) Gerber u nas również gościł chociaż preferowałam jednak inną markę.
    Przyznam, że mrożenie nie wchodziło u mnie w grę bo mała potrafiła mrożone rozpoznać;) Wiadomo ile na początku je maluch więc wolałam kupić malutki słoiczek, który często i tak był na dwa dni.
    Teraz córka już pałaszuje domowe jedzenie chociaż mam schowane jakieś danie dla starszaków (1-3) w razie czego. Chociaż przyznam, że ciężko jej już wchodzi jeśli awaryjnie jej daję:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *