SOBOTA…

Sobota godzina 5.30 i zamiast budzika mam napad Wampirów w łóżku. Gady sumienia nie mają. I jeszcze ta pogoda za oknem. I straszny ból ucha. A obiecałam Wampirom fajny sobotni dzień. Patrząc na to, co za oknem nie chce się nawet nosa wystawić a co dopiero ubierać się i jechać do miasta. Pada deszcz, wieje wiatr, jestem obolała i niewyspana. Lżejsza jednak o 2 kg i to podnosi na duchu. Wczoraj czytałam o bieganiu. Znajomy na fb uświadomił mnie, że bieganie nie polega na… bieganiu – ciągłym rzecz jasna. No i tak sobie myślę, że chyba czas zacząć biegać – no na początku truchtać i maszerować – jak inni. Oderwać się od marazmu, przestać zalegać na kanapie i zacząć się dotleniać. Kocham pływać ale wyprawa do miasta na basen to jednak 2,5 godziny poza domem. A tu – zakładam buciorki, bieliznę termo i dresy – no i już. Mam tak piękne tereny wkoło, niedaleko Wisła…. Jeśli tylko uspokoi się wiatr, to zaczynam dziś wieczorem, gdy Wampir wróci z męskiego wieczoru.
I na pisanie też bym chciała znaleźć czas… Czas zacząć myśleć też o sobie i swoich potrzebach? Dojrzewam do myśli, że czas najwyższy.
Dobrego weekendu.

3 odpowiedzi do “SOBOTA…”

  1. Święte słowa Agatko 🙂 Ja też już jakiś czas temu doszłam do wniosku, ze najwyższy czas zacząć myśleć o sobie. Jednak teoria nie koniecznie idzie w parze z praktyką 🙁
    I tak z tygodnia na tydzień odkładam swoją siłownię na bok. Tyłka nie chce się ruszyć.
    Moje sobotnie postanowienie … od poniedziałku biorę się za siebie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *