PSYCHIATRA POTRZEBNY OD ZARAZ…

   Geny to geny. Nie ma na nie rady. A jeśli po obojgu rodzicach, to mieszanka wybuchowa może być. Nie wspomnę o domieszce genów po dziadkach bo będzie masakra.
Mówi się, że po rodzicach dziedziczy się najgorsze cechy charakteru. Ja dodam jeszcze, że im dziecię starsze, tym gorszy charakterek z dziecia wyłazi.
   Nigdy nie byłam pedantką. Wyznawałam zasadę – przewróciło się, niech leży. No, może prócz skarpetek mężowych przy nogach ławy, gdy mieszkaliśmy jeszcze w 20 m. kw., i prócz brudnych szklanek zostawianych na tejże ławie. Ale – w takiej powierzchni mieszkalnej – można było potknąć się o wykałaczkę, więc skarpetki i szklanki były czymś, co przeszkadzało mi strasznie, tym bardziej, że i łazienka (gdzie stała pralka), i kuchnia (gdzie był zlewozmywak) – były na wyciągnięcie ręki. Tak więc, pedantką nie byłam i nie zamierzałam być. Ale stało się tak, że zaszłam w ciążę.
Ciąża jak wiadomo, jest chorobą, która rzuca na nasz mózg i nasze ciało nieodwracalne zmiany. U mnie pojawiły się rozstępy, nadwaga… choć nie, nadwagę miałam przed ciążą, więc tej winy na cud natury nie zrzucę. No, ale problemy z kręgosłupem, sercem, krążeniem itp., na wyleczenie których lekarze mają tylko jedno lekarstwo – NICNIEROBIĆLEŻEĆWYPOCZYWAĆ… Po ciąży jednak mam problem z tym, co zalecają lekarze. Czyli nastąpiły u mnie trwałe zmiany w mózgu. Otóż, od porodu Wampirów, jestem uzależniona od czystości. Może nie tyle od czystości, co od sprzątania. I nie byłoby to takie wkurzające, gdyby nie fakt, że bałagan wzmaga we mnie agresję i furię.
Oglądamy ostatnio filmy i zdjęcia z okresu, gdy Wampiry miały od 0 do 3 lat. Nie mogę uwierzyć, że w tym czasie nie zwariowałam. Kanapa ustawiona przy ścianie, na podłodze dywan, wielki kojec i niezliczona ilość zabawek. W kącie dwa rowerki na trzech kołach i bliźniaczy wózek. Wszystko pod ręką. Zazdrościłam mojej sąsiadce, która miała jedno małe dziecko i gdy się wchodziło do jej salonu, nie było śladu posiadania dziecia – za wyjątkiem krzesełka do karmienia w kuchni. A ja tak potrzebowałam wówczas własnej przestrzeni, własnego kąta bez zabawek, pieluch, smoczków i butelek. Bez chrupek, wszędzie walających się obślinionych skórek od chleba. Pragnęłam czystej kanapy, w którą nie dałoby się wetrzeć czekolady, rozlać soku. Chciałam czystej, nieklejącej się podłogi. Chciałam przychodzić do domu bez myśli w głowie, że znów wieczorem trzeba będzie sprzątać bajzel, którego tak na prawdę sprzątnąć się nie dało. 

Aż dzieci skończyły trzy lata. Kochający mąż, który chyba chciał ratować resztę mojego zdrowia psychicznego, stworzył w domu strefy. A ja dbam o to, by te strefy miały granice. Wreszcie nowa kanapa, służy do siedzenia, łatwo zmyć z niej resztki wszystkiego, co się na niej znalazło. Wampiry mają rewir, w którym mogą się bawić. Jeszcze tylko trudno mi odzyskać miejsce w łóżku. Ale i na to pewnie przyjdzie czas. 
Jeśli jednak ktoś myśli, że na tym skończyła się moja choroba psychiczna, to się myli. Ona dopiero wtedy zaczęła się rozwijać. Ponieważ chciałam zachować porządek w domu, zaczęła się musztra i zaganianie wszystkich do ciężkiej pracy.  Buty do szafki, ubrania wierzchnie do szafy w przedpokoju, brudne ubrania do brudownika, zabawki na miejsce i próby nauczenia ścielenia łóżek. Zaczęła obowiązywać zasada – żadnych zabawek w salonie po 19.00. Wszystko byłoby ok, gdybym przy tym wymaganiu nie krzyczała. Ale ja, wchodząc do domu krzyczę. Jestem krzykacz i upierd – tu ukłon w stronę genów taty. Uważam, że i tak wszystko robię najlepiej sama i mimo, że Wampiry się starają, to jestem niezadowolona i muszę poprawić – ukłon w stronę genów babci Zosi i mamusi. Mogę padać na pysk ale muszę odkurzyć codziennie, umyć podłogi co drugi dzień, ogarnąć z półek. Sanitariaty muszą lśnić. Dopuszczam tylko bałagan na półkach z ubraniami, bałagan w torebce i bałagan w magicznej szufladzie, w której jest wszystko, co się nawinie – bo tego nie widać gołym okiem. 
Sama mam siebie czasami dość. Dzieci zapamiętają mnie jako matkę krzyczącą, mąż nawet zimą zacznie przesiadywać w garażu pod pretekstem jakiś ważnych napraw. Kot przestanie się do mnie łasić. 
Potrzebny dobry psychiatra, Od zaraz.    

5 odpowiedzi do “PSYCHIATRA POTRZEBNY OD ZARAZ…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *