PO PROSTU IN VITRO

In vitro – temat ostatnio gorący. Gorący jak aborcja i pedofilia. Niektórzy in vitro stawiają na jednej półce z zabójstwem, aborcją…

Poznali się gdy mieli po 18 lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Oboje zakończyli związki by móc być ze sobą. Choć byli jeszcze tacy młodzi, to wiedzieli że chcą być razem.
Po maturze oboje rozpoczęli pracę by szybciej się usamodzielnić i założyć rodzinę.
Kupili kawalerkę na kredyt i pobrali się. Brakowało im tylko dziecka. Wyobrażali sobie jak zmienią ustawienia pokoju gdy pojawi się niemowlę. Wiedzieli, że będą musieli kupić większe mieszkanie ale na początek kawalerka miała wystarczyć. Ona marzyła żeby do sufitu zamontować haki i powiesić na nich łóżeczko z wikliny. Gdy dziecko będzie płakać będzie można delikatnie pobujać kosz i dziecko się uspokoi.
Takie mieli marzenia.
Starali się rok. Liczyli dni, mierzyli temperaturę, obserwowali śluz – wszystko jak trzeba. Niestety. Ona robiła milion testów, które były negatywne mimo braku miesiączek.
Po roku poszli do lekarza. Zbadali się oboje. Ona z zespołem policystycznych jajników praktycznie nie miała jajeczkowania – tylko torbiele. Trzeba było najpierw zrobić porządek z chorobą i przystąpić do leczenia hormonalnego. 
Zaczęła się walka o każdą komórkę. Kilogramy leków by usg pokazało dwie, trzy komórki o takiej wielkości by zdolne były do zapłodnienia. Bóle podbrzusza powodowane ilością hormonów, bolesne zastrzyki, po których mieli jakieś 30 godzin na zbliżenie. Mało to romantyczne było.
Trzy lata – tyle to trwało, z małymi przerwami na odpoczynek. Lekarz mówił, że już dość bo on nic nie pomoże, żeby jechać do kliniki – a ona uparcie wierzyła, że się uda. 
Tak bardzo wykończyła ich ta walka, że byli sobą zmęczeni, oddalali się od siebie, stawiali mur. On uciekał z domu, ona godzinami siedziała w internecie. Pogubili się…
Podjęli jednak decyzję, że chcą walczyć o małżeństwo. Uczyli się siebie od nowa – jakby dopiero się poznali. Zaczęli budowę domu. Ne wspominali już o leczeniu, o dziecku. Lata mijały. Mieli już po trzydziestce. Oboje udawali, że zapomnieli o największym pragnieniu jakim było dziecko.
Zamieszkali w nowym domu jesienią. Długie zimne wieczory przy winie i kominku sprawiły, że poczuli pustkę. Jedna rozmowa  i decyzja – jadą do kliniki. Umówili się do profesora, który po wykonaniu wszystkich badań zakomunikował, że nie mają szansy na naturalne poczęcie. Jedynym rozwiązaniem jest in vitro. W ich przypadku ICSI – czyli wprowadzenie plemnika bezpośrednio do pobranej komórki a nie „puszczenie” plemnika wolno na szkiełku by sam dotarł do komórki (jak to dzieje się w warunkach naturalnych).
Jakie mieli szanse, że się uda? – 35%.
Koszty ogromne ale decyzja mogła być tylko jedna. Oboje tego chcieli.
Rozpoczął się program. Krótki. „Wyciszenie” hormonami do stopnia menopauzy i stopniowe pobudzanie komórek zastrzykami w brzuch. Przez tydzień pod okiem profesora. Po tygodniu nastąpiło pobranie komórek i zapłodnienie. Trzy doby czekania na informację czy doszło do zapłodnienia, czy przeżyła którakolwiek komórka. 
To czekanie wydawało się długie – strasznie długie. Po trzech dniach musieli podjąć decyzję czy podać komórki w fazie rozwoju, w której się znajdują czy czekać kolejne dwa dni. Zaryzykowali czekanie.
Teraz usłyszeliby, że igrali z poczętym już życiem. Że gdyby komórki nie przeżyły, to byliby zabójcami dzieci. 
Na szczęście komórki przeżyły i transfer dwóch komórek nastąpił piątego dnia od zapłodnienia. Pozostałe komórki nie przeżyły.
Czy czują się jakby zabili dzieci? No cóż, mimo wiary podeszli do tematu nie mieszając w to religii. Wiedzieli, że może narodzić się nowe życie. Po latach walki i tęsknoty mogły spełnić się marzenia. Było im przykro, że nie zostało więcej komórek do zamrożenia. Ale gdy się o tym dowiedzieli, wiedzieli już, że ona nosi pod sercem dziecko. Pozostawała kwestia donoszenia ciąży.
Im się udało – za pierwszym razem. Wiedzieli, że jeśli pierwszy raz się nie uda, będą próbować kolejny. Otworzyli sobie jeszcze jedną furtkę – adopcję. W szufladzie leżały papiery gotowe do złożenia w ośrodku adopcyjnym. Gdyby nie udało się pierwszy raz, chcieli rozpocząć procedury adopcyjne.
Wiele godzin spędzili na portalu Nasz Bocian. Czytali historie ludzi, którzy podchodzą do in vitro któryś raz z kolei. Znajdowali wsparcie u osób takich jak oni – walczących o swoje małe szczęście. Później ona stała się wsparciem dla innych. Była gotowa pomóc przejść kobietom przez ból przygotowania, lęk przed testem ciążowym, płakała razem z tymi, którym się nie udało, próbowała dobrym słowem podtrzymać na duchu. Każdy pozytywny test, każda ciąża i poród był źródłem radości.
Na Boćku widać łzy szczęścia, łzy straty i bólu, łzy bezsilności.
Gdy oglądała film „In vitro. Czekając na dziecko.” płakała razem z bohaterami trzymając za nich kciuki.
Historia jakich na Boćku wiele…

Niepłodność mocno zbliża parę. To dla nich największe wyzwanie. Muszą się wspierać. Muszą czasami zaciskać zęby i uśmiechać się mimo bólu, chwil zwątpienia. Są w tym oboje – bo niepłodność, to nie jest problem jednego z nich. Niepłodność, to problem obojga. 
Jest wiele par, które przeszły przez kilka programów a jednak nie udało się, poroniły – mimo to są ze sobą, kochają się i wspierają.

Dlatego, gdy czyta Matka wypowiedzi ludzi, że małżeństwa walczące o dziecko za wszelką cenę, poddające się procedurze in vitro rozpadają się, szlag  Matkę trafia.
Matka nie komentuje haseł Episkopatu bo dawno by zdrowie psychiczne straciła. Nie warto iść na wojnę z Kościołem. Ale warto uświadamiać ludzi o kłamstwach tworzonych wokół in vitro. O tym, że kobiety po procedurze in vitro chorują, że dzieci rodzą się obarczone chorobami genetycznymi. O zespole ocaleńca, bruzdach na czole, dzieciach bez rączek. 

Po wielu latach, doczekaliśmy się ustawy regulującej in vitro. Dobrej ustawy. Dziś prace w Senacie udowodniły, że Senat do zbiorowisko głąbów. 
Porównywanie in vitro do inseminacji krowy, teza że mężczyźni są uprzedmiotowieni przez in vitro bo wymusza się na nich onanizm i oglądanie porno, oddawanie dzieci do adopcji gdy rodzice dowiadują się, że dzieci mają inną płeć niż by tego chcieli, mylenie niepłodności z bezpłodnością, twierdzenia że kobiety stają się niepłodne/bezpłodne bo zażywają tabletki antykoncepcyjne, robią karierę itp., pytania czy dzieci osób bezpłodnych też będą bezpłodne – rzuca Matkę na kolana.
Jesteśmy krajem katolickim a ustawa regulująca in vitro jest niezgodna z doktryną kościoła. 
Szkoda, że nikt w Sejmie i Senacie nie słucha głosu ludu, który ich wybrał.

Matka nie chce wszczynać dyskusji ideologicznych. Nie będzie odpierać ataków tych z Was, którzy są przeciwni zapłodnieniu in vitro. Matka wie, że większość z tych którzy najwięcej krzyczą, to ludzie nie mający problemu z niepłodnością.
Matka nie będzie nikogo na siłę przekonywać kto ma rację w dyskusji czy in vitro leczy niepłodność czy nie. Matka zna cztery przypadki wyleczenia. Pierwsze dzieci poczęte metodą in vitro – każde kolejne poczęte już naturalnie. Czyli jednak chyba leczy….
Matka zawsze była za in vitro. Zdania nie zmieni. 

Walczących zachęcam do zaglądania na portal Nasz Bocian. To baza wiedzy, silna grupa wspierająca. 

Jeśli są na sali osoby, które chcą pogadać – zapraszam. Piszcie maile, dzielcie się swoimi przeżyciami tutaj. Nic nie daje siły w walce o dziecko jak nadzieja, którą dają ci, którym się udało.

  

10 odpowiedzi do “PO PROSTU IN VITRO”

  1. z tymi małżeństwami różnie bywa….niektóre to zbliża, a niektóre rozdziela! my staralismy się o córkę, potem o drugie (nie doczekaliśmy się!), to jest cieżkie, drogie, męczące…..

  2. Bardzo dobry wpis i ważny. Zgadzam się z tobą całkowicie i popieram. Walczyłam o pierwsze dziecko wiem co to znaczy i wspolczuje ludziom którzy taką walkę muszą podejmować.

  3. Jestem jak najbardziej za metodą in vitrą. Mam to szczęście, że mój ani męża organizm nas nie bojkotował i bez problemu mam dwoje dzieci. Dlatego, życzę każdemu , kto pragnie dziecka, by państwo dawało mu taką możliwość. Jednak to jest Polska, tu wszystko może się zdarzyć. Obawiam się, że PIS zmieni ustawę ,a nawet jej zakaże. Aż ciarki mnie przeszły. A PO to banda hipokrytów, tyle lat czekać. Gdyby Bronek wygrał wybory, to tej ustawy, by nigdy nie próbowali uchwalić.

  4. Agata aż za serce ściska. Trzymałam kciuki za moją przyjaciółkę i w końcu im się udało. Znaczy się ja im od razu powiedziałam, że Warszawa przyniesie im szczęście no i się spełniło. Dziś jest już mamą <3 Wielkie to szczęście <3

  5. Świetny tekst! Napisany z serca,ale widać,ze sie udokumentowałas!!! Brawa!!!
    Ale do głąbów to nie dotrze niestety!
    Dochtorka Malgosia

  6. Jakie to prawdziwe. Nikt nie ma prawa decydować o naszej moralności, naszym ciele, naszych marzeniach. Walczymy o pierwsze dziecko już 4 lata, bywają chwile zwątpienia ale nie przestajemy. Kiedyś się uda, mocno w to wierzymy i coraz bardziej zastanawiamy się nad in vitro. Pozdrawiam Justyna

    1. Im młodsi jesteście tym łatwiej zdiagnozować przyczynę niepłodności i starać się ją leczyć w Klinikach, które zajmują się tym właśnie problemem. Czasami okazuje się, że nie potrzeba in vitro, że można inaczej. Tylko trzeba trafić w dobre ręce. Niestety lekarze w przychodniach, w gabinetach prywatnych nie mają specjalizacji z leczenia niepłodności i często błądzą. Jeśli są tacy, którzy przyznają, że zrobili wszystko i czas iść do specjalisty, to super. Ale wielu z nich nie potrafi odesłać pacjentki bo dla niego to strata pieniędzy dla gabinetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *