CZY TO JUŻ DEPRESJA?

zdjęcie pochodzi z patrycjapisze.pl
   Każdy dzień wygląda tak samo. Rano dzwoni budzik, wstajesz, szykujesz dzieci do szkoły, siebie do pracy. 
Wsiadasz do samochodu – czy innego środka komunikacji, i jedziesz do pracy. W pracy skupiasz się na obowiązkach. Starasz się by szef był zadowolony, uśmiechasz się do klientów. 
Szef, jak każdy człowiek, ma dobre i złe dni. Gdy ma dobre – jest ok. Śmiejecie się razem, choć żarty są seksistowskie i głupawe. Tak trzeba. Gdy on ma złe dni bo dzieci coś narozrabiały, żona podniosła rano ciśnienie – znosisz jego złe humory i poprawianie każdego przecinka, znosisz mobbing. Tak trzeba. Pokora. Jutro może będzie lepiej. 
Wysłuchujesz historii najbliższych koleżanek z pracy, starasz się im współczuć gdy wali im się świat, wspierasz gdy tego potrzebują, milczysz by być słuchaczem. Sama nic nie mówisz. Zresztą nikt nie pyta. Jesteś szczęśliwą żoną i matką. Choroby dzieci? Każdy przez to przechodził – przejdziesz i ty. Nie narzekaj – jesteś szczęściarą. Cudowny mąż noszący na rękach, rzucający prezenty pod stopy, udane dzieci – z którymi przecież „jeszcze” nie ma problemu. Choroba? Babcia da radę. Współpracownicy „czy damy radę bez Ciebie?”.
Dzieci chore, pretensja w głosie szefa, poczucie obowiązku i wyrzuty sumienia. Lęk o zdrowie dzieci zamienia się w „jak oni dadzą radę”, „szef będzie wkurwiony”. 
Dają radę, szef wkurwiony. 
W domu zmęczenie, odreagowanie na rodzinie złych humorów szefa i problemów koleżanek i kolegów. Pretensje, że dzieci chcą jeść, mąż przytulić. Seks? – jaki seks – „daj siekierę a wytnę pół lasu”. 
Drink, lampka wina, persen… Kolejny dzień – byle do weekendu.
   Poniedziałek, dzwoni budzik – a Ty czujesz niemoc. Zwyczajne wstanie z łóżka sprawia Ci ból. Nogi są drętwe, żołądek zaciśnięty. Wstajesz, myjesz zęby i masz odruch wymiotny. Objęcia z kibelkiem rano stają się normą. Myjesz twarz zimną wodą. Robisz makijaż. Ukrywasz pod maską opuchnięte oczy. W nocy znów tonęłaś, uciekałaś albo winda z Tobą w środku spadała… Kilka oddechów, filiżanka mocnej kawy, sulpiryd od koleżanki dający luz i jazda od nowa.
Szef, który czepia się każdego słowa, kolejne historie koleżanek, klient, który działa jak wampir energetyczny – kilka wdechów, wkurw wywalony na fb i jazda dalej. W domu azyl. Ale nerwy na wierzchu. Wiadomości w tv: ktoś podpalił rodzinę, zamachy terrorystyczne itp. Płacz w poduszkę, myśl „nikt mnie nie rozumie”. Reklamy z dziećmi – płacz, komedia – płacz…
   Kolejny dzień. Kolejne dni. Kolejny poniedziałek. 
Nie masz siły wstać z łóżka. Patrzysz w lustro – koszmar. Szykujesz śniadanie dzieciom i myślisz: nie mam siły, nie mam siły iść dziś do pracy. 
Serce bije szybko, mdłości – i myśl: nie dam dziś rady. 
Myślisz: jeden dzień odpoczynku, tylko jeden. Odpoczywasz. Dzieci w szkole, mąż w pracy. Cisza. 
We wtorek idziesz do pracy. Jakby spokojniejsza. Uśmiech przyklejony do twarzy… Jednak każdy dzień podobny do drugiego… Mija kilka miesięcy… Neopersen, persen forte przestają działać. Sulpiryd się skończył. Do nerwów dochodzi arytmia, mokre poty… Poranne objęcia z kibelkiem to już norma.
   Poniedziałek. Budzik. Patrzysz w sufit. Chcesz wstać… nie możesz… Zasypiasz. Otwierasz oczy gdy już słońce wstało. Jesteś spóźniona do pracy. Spokojnie idziesz do kuchni, szykujesz śniadanie rodzinie i jedziesz do lekarza. Opowiadasz mu o swoim stanie… Lekarz patrzy na Ciebie i wypisuje tydzień zwolnienia, receptę na leki przeciwdepresyjne, zaleca wizytę u psychiatry i zmianę trybu życia. Stwierdza nerwicę depresyjną. A Ty? Co z tym zrobisz?… 
zdjęcie pochodzi z www.tumblr.com

#STOPMARUDZENIU – TYDZIEŃ TRZECI

   Ostatni tydzień wyzwania Matki Polki Fanaberie. Bawiłam się świetnie przywołując pozytywne słowa i myśli. Dziś czas na pozytywne uczucie.

1/ Dzień ślubu – ja patrzę w jego oczy, on w moje i chwila szczęścia trwa. Uczucie miłości i myśl – zawsze będziemy szczęśliwi. W mojej głowie milion obietnic i nadzieja. 16 lat – nie zawsze usłanych różami. Ale nadal jest uczucie szczęścia.

2/ Po 10 latach walki o dziecko, po kłuciach, bombach hormonów, badaniach i bólu – dwie kreski na teście, wysokie hcg i dwa serduszka na usg. A później po 8 miesiącach lęku – dwa krzyczące Wampiry po tej stronie brzucha.

3/ Pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwsze rysunki, wierszyki i piosenki na przedszkolnych uroczystościach.

4/ Piszę ten tekst na sali gimnastycznej. Patrzę jak mój Syn kopie piłkę w koszulce z napisem LEWANDOWSKI i nr 9. Rozczulające. Tak samo jak gamy wygrywane przez niego na lekcjach muzyki.

5/ Córka – uparciuszek z plastycznym talentem. Mam całą kolekcję jej rysunków i prac wykonanych różną techniką, stworzonych tylko dla mnie.

6/ Kiedy zaglądam na bloga i widzę, że jednak ktoś mnie czyta jestem w siódmym niebie. A gdy ktoś komentuje wpisy na blogu lub fb, to unoszę się jeszcze wyżej.

7/ Uczucie gdy spotykam znajomych, których nie widziałam wieki i słyszę z ich ust niekłamane: „świetnie wyglądasz” (nawet jeśli w myślach dodają: jak na swój wiek 😉 ).

8/ Leniwe weekendy gdy nic nie muszę. Kawa do łóżka, śniadanie na stole, obiad już „się robi” – mąż skarb.

9/ Przywołuję w pamięci romantyczny wyjazd z Tatą na kilka dni do Rzymu. Cudowne chwile w miejscu, do którego chcę wracać – zawsze z Tatą.

10/ Uczucie gdy śpię 10 godzin… Kiedy to było? Dawno. Ale uczucie wyspania się – bezcenne.

Można mnożyć ale zawsze to uczucie to miłość, radość i zadowolenie.

   

KARKÓWKA W SOSIE CHRZANOWYM Z MLEKA

Tata gotuje czerninę i robi kaczkę na obiad, a ja wrzucę przepis na pyszną karkówkę w mleku. Przepis wypróbowałam na gościach a znalazłam go na blogu Małgosi. Podobno jest to przepis inspirowany przepisem Magdy Gessler. U Małgosi przepis pojawił się w 2013 roku a ja go z przyjemnością Wam udostępnię.
Do zrobienia karkówki potrzebna będzie:
1/ karkówka – 1 kg,
2/ cebula
3/ przyprawy: sól, pieprz, czerwona papryka, kolenra (rozbiłam część ziaren w moździerzu),
4/ mleko.
Do zrobienia sosu musimy przygotować:
1/ mleko – 0,5 l,
2/ bulion (z kurczaka albo warzywny) – 250 ml,
3/ klarowane masło – 2-3 łyżki,
4/ mąka – 4 łyżki,
5/ cebula – 1 główka,
6/ chrzan – według smaku. Jeśli lubicie ostre sosy i wyraźny smak chrzanu, to wiadomo że im więcej, tym lepiej.
7/ przyprawy: sól i pieprz biały.
Przygotowanie mięsa:
Karczek kroimy w plastry. Każdy plaster solimy, nacieramy papryką i posypujemy kolendrą. Układamy w misce i posypujemy pokrojoną w półpiórka cebulą. Postępujemy tak z każdą warstwą mięsa. Następnie zalewamy mlekiem, przykrywamy i wkładamy do lodówki. Małgosia radzi żeby trzymać karczek 24 godziny w lodówce ale ja wstawiłam na noc i efekt był pewnie podobny. Mięso było aromatyczne i kruche.
Następnie mięso rzucamy na rozgrzaną patelnię grillową lub na grilla jeśli posiadacie. Smażymy i przekładamy do garnka z przygotowanym wcześniej sosem.
Robimy sos.
W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulkę i prażymy do chwili gdy się zeszkli (wg przepisu). Ja smażyłam do chwili gdy z cebuli zrobiła się „paćka”. Następnie dodajemy mąkę – ciągle mieszając żeby nie zrobiły się grudki i dolewamy bulion wymieszany z mlekiem ciągle używając trzepaczki. Gdy sos będzie miał właściwą konsystencję, dodajemy przyprawy i chrzan. Dodajemy mięso i dusimy około 30 minut uważając by nie przypalić mięsa i sosu. 
Mięso wychodzi kruche i delikatne.     

HISTORIA SMUTNA I NIESTETY PRAWDZIWA.

Wchodzę przed chwilą na fb. U koleżanki widzę udostępnienie
Kochani potrzebuje Waszej Pomocy… nigdy nie prosiłam o pomoc zawsze wszystko sama…tym razem nie dam rady sama…nadeszła chwila pogrzebu i nigdy się nie spodziewałam,że to taki duży koszt ok £10 tyś…. £5 tyś. miejsce na cmentarzu i ok £5 tyś proces pogrzebu…mam mało czasu bo w poniedziałek trzeba załatwić wszystkie formalności…nie mogę spać ,siedzę u Klaudi w pokoju i rozmyślam co tu zrobić jak zorganizować takie duże pieniądze w tak krótkim czasie….jeśli ktoś chciałby pomóc to BARDZO PROSZĘ jest nas dużo może się uda…. z całego serca dziękuję 😚
dane konta: sort code 77-07-05 nr. konta 23440968 Bank TSB paypal: grazyna-domagala@o2.pl
Serce bije mocniej – przeczucie, że chodzi o śmierć dziecka. Klikam na profil Grazi i czytam wpis po wpisie. Czytam historię choroby jej córki i mam ciarki. Chemie, pobyty w szpitalach i twarz Klaudii. Nie znam kobiety ale jej życie przelatuje przed moimi oczami. Jej wpisy czasami radosne – wycieczka z Klaudią i jej babcią do Worner Bros, jedzonko w KFC a czasami smutne – zwątpienie, prośba o siłę by móc dalej walczyć. Bo to walka o życie dziecka… Obraz pozornie silnej babki – pięknej blondynki, słowa wsparcia jej rodziny w Polce i znajomych rozsianych po całym świecie. Ona walcząca o życie własnego dziecka jednocześnie zaangażowana w akcje charytatywne. Zbiórka zabawek dla dzieci z Oddziału Onkologii w Gdańsku, akcja dawców szpiku kostnego. Jej córka Klaudia, dzięki dawstwu mogła mieć przeszczep – niestety nieudany. 
Łzy w oczach. Wchodzę na profil Klaudii. Widzę ładną buzię dziewczynki, nastolatki która miała przed sobą całe życie. Pojawia się myśl, że to niesprawiedliwe, że dzieci dopada ta okrutna choroba. Że jeszcze nikt nie odkrył lekarstwa na to bydle, które nie pozostawia nadziei.  
Dlaczego ta historia we mnie trafia? Przecież takich jest ogrom w internecie? Nie wiem. Ale może ktoś może pomóc kobiecie, która po raz pierwszy prosi o tę pomoc. 

PLAN, KTÓRY MATKA MUSI ZREALIZOWAĆ

   Jest piątek, od rana działam jakbym sobie w tyłek duracele włożyła. 
Znacie to uczucie, gdy od rana chcecie przenosić góry, zbawiać świat a najlepiej uratować szkołę przed atakiem terrorystów?
   Jestem osobą, której gdy zapali się dupce, to musi szybko zrealizować swoje plany. Inaczej plany przepadają a ja chodzę w złym nastroju. Od jakiegoś czasu marzy mi się nowa wampirza strona internetowa, nowe logo. Mam w głowie kilka pomysłów, które chcę realizować ale ma to nastąpić na nowej domenie.
Marzę by nowy rok zacząć realizacją planów. 
Tak, ja – Matka, potrzebuję zmian. I nie wystarczy mi nowa kiecka czy nowe buty. Ja chcę nowego na blogu.
Nie chcę stracić tego, co już powstało ale jednak chcę zrobić krok do przodu. 
W związku z tym chcę podjąć działania już dziś, teraz a najlepiej jeszcze wczoraj.
Muszę Tatę przeszkolić w zakresie robienia zdjęć. Odkurzyć aparat fotograficzny i nauczyć się jego obsługi. Sama muszę stworzyć warsztat w domu, wokół siebie. Muszę zorganizować siebie, czas i Wampirzą rodzinę.
Chciałabym jeszcze pojechać na warsztaty blogowe i tego typu spotkania… 
Takie plany. 
Trzymajcie kciuki.