MATKI ROZWAŻANIA NA TEMAT EKSPERYMENTOWANIA ;-)

   To, że Amerykanie są dziwni wiemy nie od dziś. I wydawałoby się, że nie może już zadziwić nic, co publikują, badają i ogłaszają całemu światu. Mnie jednak zadziwiła pewna amerykańska dziennikarka Susan Maushart, która przeprowadziła eksperyment na swojej rodzinie i opisała to w książce.
   Eksperyment polegał na odłączeniu siebie i swoich nastoletnich dzieci od prądu,  internetu, telefonów, radia i telewizji. Wymienia również sprzęt, którego pozbyła się świadomie, a bez którego – powiem szczerze – ja nie wyobrażam sobie życia w tej chwili, choć moja mama dawała radę (no może nie na tarze ale we Frani, a później w jakimś dziwnym półautomacie DDRowskim). 
   Otóż pani dziennikarka, w związku z tym, że wyłączyła w domu prąd, to schowała PRALKĘ!! 
Ludzie – u mnie brak pralki = kurwica. Bo jak wyprać wory brudnych ubrań dzieci, białe koszule męża i własną bieliznę, ubrudzoną krwią menstruacyjną. W naszym domu częściej „chodzi” pralka niż telewizor, bez którego doskonale dajemy radę, póki nie zostanie uruchomiony. Zauważyłam, że jeśli dzieci nie włączą telewizora na bajki, to ten ma urlop do następnego dnia – zwłaszcza jeśli nie ma Wampirzego Taty. Jeśli jest – wiadomo Na Wspólnej i M jak Miłość „iść” musi – w końcu to najlepsiejsze usypiacze Taty. 
   Wracając do pralki – dzieci Susan to nastolatki od 14 do 18 roku życia. Takie dzieci mogą prać już same. Tara, ciepła woda i jechane – oczywiście w ciągu dnia, bo wieczorem bez prądu cimno, paluchy na tarce można zjechać (zwłaszcza pazurki nastolatki pomalowane na czerwono). Wyobraźcie sobie 4,5 letnie dzieci piorące na tarze… Wyobraziliście sobie? Bo ja nie bardzo. Reasumując – PRALKI NIE ODDAM. NEVER!
Telewizor – bez niego, jak wspomniałam, można żyć. Zwłaszcza gdy w domu spędza się popołudnia, a wieczorami pada się na pysk albo marzy się o świętym spokoju – oczywiście gdy w Wampirzej sypialni zapadnie cisza. 
Jednak Susan najbardziej chodziło o ograniczenie sobie i swoim nastoletnim dzieciom dostępu do internetu, telefonów i gier komputerowych. Amerykańska matka zauważyła bowiem, że rodzina bardzo się od siebie odsunęła. Każdy miał swojego laptopa, w którym miał wsadzony nos. Po przyjściu z pracy/szkoły każdy zamykał się w swoim kącie i miał rodzinę w głębokim poważaniu. Zdaje się, że cała czwórka była od tego uzależniona.
Brawo dla mamy (sarkazm). Oczywiście można się domyśleć, że eksperyment został przeprowadzony w celu napisania książki, a nie w celu „ratowania rodziny”. To ratowanie, to raczej tak przy okazji. 
Nasuwa się jednak pytanie czy trzeba, aż tak radykalnych rozwiązań żeby rodzinę uratować?!  
Żyjemy w czasach gdzie internet  i komputer jest czymś ważnym. Nie dla przedszkolaka oczywiście, bo to, czy dziecko w tym wieku wie czym jest komputer i internet, to tylko i wyłącznie nasza „zasługa”. Przyznam, że Wampirzątka już świetnie obsługują tablet i mają do niego dostęp – oczywiście ograniczony. W nagrodę za dobre zachowanie, dwa razy w tygodniu, każde z nich ma pół godziny na gry. Staramy się nie przedłużać tego czasu, zwłaszcza synowi, ponieważ staje się agresywny i niegrzeczny.
Pamiętacie, jak niedawno cieszyłam się, że będę w domu miała stałe łącze? Że będę mogła wreszcie pisać regularnie bloga i wchodzić wieczorem na fb? No i mam stałe łącze… Nic z tego nie wynikło. Jak nie odpalałam laptusia, tak nie odpalam – chyba, że przyjdzie wena jak dziś. Nie mam ciągot do netu, tak jak to miało miejsce kiedyś – kilka lat temu (wtedy to był nałóg). Może dlatego, że mam internet w pracy i wiadomości mogę odczytać rano przy kawie, a poplotkować z przyjaciółką ze Szczytna – w przerwie na śniadanie. Do internetu mam też dostęp przez telefon. I chyba właśnie częściej z tej opcji korzystam – np. w pociągu. W domu wolę spędzać czas z rodziną – nawet, jeśli to jest czas na kanapie. Przy Wampirzątkach jednak nie ma nudy. Są karty, gry planszowe czy czytanie bajek. Taka z nas dziwna rodzina. Tata w domu też odpoczywa. Nie spędza czasu na pisaniu e-maili – czasami tylko odbiera ważne telefony i rozmawia krótko. Choć wiadomo, że czasem powinien. Nigdy – przenigdy nie pracuje w weekendy. To czas dla nas.
Co będzie gdy Wampirzątka staną się krwiożerczymi nastolatkami?
Mam wiele koleżanek, które mają w domu nastolatki. Prawdę powiedziawszy, gdy słyszę, co się z tymi stworzeniami dzieje w pewnym wieku, dostaję dreszczy. Nie ogarniam jeszcze tego tematu. Przeraża mnie przekłuwanie nosa, tatuaże, farbowanie włosów, tapetowanie twarzy i robienie z siebie „dorosłych”. Nie dopuszczam do mózgu informacji, że moje dziecko powie do mnie „spierdalaj”. 
Co więc będzie, gdy nastanie czas nastolatków w domu? Czy będzie tak, jak u pani Susan? 
Jakoś nie wyobrażam sobie, że każde z dzieci ma swój komputer, po przyjściu ze szkoły zamyka się w swojej dziupli i ma resztę rodziny w dupie. I mówcie sobie drogie mamy, co chcecie – mówcie, że „bez komputera z netem w szkole ani rusz, bo lekcje trzeba odrobić niejednokrotnie właśnie za pomocą internetu”, że dzieci muszą bo inaczej się uduszą. Zlinczujcie mnie i powiedzcie – „pożyjemy zobaczymy”, „łatwo Ci mówić – zobaczysz, co to znaczy mieć nastolatki i szybko zmienisz zdanie”. Mówcie mi. Ja zdania nie zmienię. 
Moje wyobrażenie o rodzinie i dostępie do sieci w naszym domu?
Proszę bardzo – jeden komputer w naszej sypialni z dostępem do internetu, który będzie służył do odrabiania lekcji. Znam rodziny, które tak funkcjonują i dzieci lekcje odrabiają. Nawet piątki dostają. Można? Można. Jeden wspólny posiłek dziennie w dni powszednie. Wspólne weekendy, które weszły nam już w krew. Zajęcia dodatkowe po szkole, które spowodują że dzieci nie będą uciekać w świat wirtualny. Rozwijanie ich pasji, poszerzanie ich horyzontów poprzez wycieczki i wspólne zabawy.  
Marzenia? Może tak. Ale taki mamy cel i takie plany. Mamy pewną przewagę – nasze dzieci są wsiowe. Do miasta daleko. Jest nadzieja, że wybiorą wycieczkę rowerową szlakami Kujawsko -Dobrzyńskiego Parku Krajoznawczego, niż wycieczkę szlakiem barów piwnych ;-).
A wracając do pani Susan – jej eksperyment uważam jednak nie do końca udany. Co zrobiły dzieci, gdy skończył się eksperyment? Dopadły do komputerów i internetu…
Z przyjemnością jednak sięgnę po jej książkę pt. „E-migranci” – może dowiem się czegoś ciekawego.
A o eksperymencie, który wzbudził we mnie wenę, możecie przeczytać Tu

Jedna odpowiedź do “MATKI ROZWAŻANIA NA TEMAT EKSPERYMENTOWANIA ;-)”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *