MATKA ZNÓW SIĘ ODCHUDZA

   
Matka zaniedbuje bloga. Ale lenistwo się straszne w Matce obudziło. Zaczęły się prace w ogrodzie, przygotowania posiłków do pracy. Tak, tak. Matka stała się kobietą pudełkową.
Wczoraj podchodzi do Matki na dworcu kobieta: „przepraszam, Pani też na diecie?”
Matka oczy wywaliła – no bo kobitę pierwszy raz na oczy widzi: „no tak, a skąd Pani wie? znamy się?”
„Nie, nie ale ma Pani pudełka w torbie więc od razu się domyśliłam.”
Nie lubi Matka podejmować z obcymi tematów intymnych – a dieta Matki zdaniem do nich należy – więc oddaliła się Matka w drugi koniec dworca.
No to teraz i Wy już wiecie, że Matka jest na diecie. Znaczy – oddaję Wam kawałek mojej intymności.
Nie jest to pierwsza dieta w życiu Matki. Matka twierdzi, że ostatnia ale Matki najlepsiejsza psiapsiółka fejsbukowa twierdzi, że nie wierzy w te obiecanki bo w zasadzie to ona mnie bez dietowania sobie nie wyobraża. 
Jednak dieta dla Matki nie może być katorgą. Matka lubi jeść. Matka lubi jeść dużo. 
W marcu tego roku minął rok gdy Matka stosowała dietę z portalu internetowego. O początkach możecie przeczytać tutaj. Udało się zrzucić ale nie tyle, ile Matka chciała. Może dlatego, że nie miała bata nad głową. Tu Matka musi iść i dietetyk osobiście spisuje wagę. Tam – na portalu – mogła Matka podać wagę wymyśloną i nikt na Matce nic nie wymuszał. Wiecie – takie oszukiwanie samej siebie. Jednak do zimy wagę Matka utrzymała na poziomie 59 kg a zimą… Zimą Matka staje się niedźwiedziem, który lubi zjeść tłusto. No i wskoczyło 2 kg. Jeśli myślicie, że  po czterdziestce łatwo gubi się 2 kg, to jesteście w błędzie. Po czterdziestce łatwo zgubić 2 kg – ale cukru, w sklepie. 
Nastały ciepłe dni, Matka wytargała lekkie ciuchy i przymierzyła. Przymierzyła, wyprała (po cholerę to zrobiła, tego sama nie wie) i schowała znów pod łóżko. Pojechała do sklepu, kupiła dwie nowe kiecki, zostawiła dwie stare, w które jeszcze się mieściła i podjęła decyzję, że bierze się za siebie i idzie do dietetyka.
Zrobiła Matka badanie krwi i moczu (wszystko było ok), zrobiła menu swoje codzienne i poszła.
Młody, przystojny i miły mężczyzna uświadomił Matkę jak wygląda odchudzanie u niego, zrobił pomiary, zapewnił, że nie jest AŻ TAK ŹLE i przygotował menu na miesiąc. 
Z jego zapewnień wynika, że za 3,5 miesiąca Matka powinna mieć 6,5 kg mniej (wiecie – żeby móc małe co nieco wrzucić zimą 😉 ).
Dieta Matce pasuje. Posiłki są często i dość obfite.

Wampirzy Tata jest jednak bardzo nową sytuacją zaniepokojony. Chodzi za Matką do kuchni, podgląda. Martwi się czy aby Matka nie je za dużo. Ale najbardziej niepokoi go fakt, że Matka za bardzo schudnie. W zasadzie, to nie chodzi mu o Matki brzuch i uda. Tacie chodzi o Matczyne cycki (tak cycki – Matka lubi tak o nich mówić – więc proszę się nie oburzać). Otóż – stanie się straszna tragedia rodzinna, jeśli Matce te cycki zmaleją. 
Matki jakoś ten fakt nie dobija. Nie grozi im – tym cyckom, zejście do poziomu A jeśli teraz są D. Będą C. Też ładne.
Matka się zatem uparła, zawzięła i od tygodnia wcina same zdrowe potrawy. Szykuje pudełeczka wieczorkiem na rano i pomaga sobie lampeczką czerwonego, wytrawnego, włoskiego winka.
Trzymajcie kciuki. Musi się udać.

2 odpowiedzi do “MATKA ZNÓW SIĘ ODCHUDZA”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *