MATKA TERRORYSTKA CZYLI PRÓBY WYCHOWYWANIA PIĘCIOLATKA

                                  zdjęcie pochodzi ze strony http://blizejprzedszkola.pl/

Gdy Matka była dorastającą pannicą marzyła by mieć bliźnięta.       Chyba nie do końca Matka zdawała sobie sprawę, że marzenia się spełniają. 

Bycie matką Syna to wyzwanie. A bycie matką Syna, który ma siostrę bliźniaczkę, to wyzwanie ogromne. Powód? Od urodzenia Syn miał lepiej niż córka. Jadł więcej, spał dłużej, rósł jak na drożdżach, nie miał wysypek alergicznych – generalnie chłop jak trzeba. 

Gdy Wampirzątka dorastały, to Córka była tą rozwijającą się szybciej (podobno u dziewczyn to norma). Gdy Ona raczkowała – Synu próbował pełzać. Gdy Ona chodziła – On raczkował. Wreszcie gdy Ona zaczęła gadać – głośno i wyraźnie – On udawał, że nic nie kuma. Gadał po swojemu, slangiem znanym tylko Jemu i Córce. Córka stała się tłumaczem Syna. I wtedy Matka zauważyła pierwsze symptomy „cwaniactwa”. 
Synu gadał coś do Córki – a Ona szybciutko przynosiła mu zabawki. Synu pokazał coś palcem – Babcia w mig spełniała jego polecenie. 
No tak – wspomnieć należy, że Babcia nieźle orientowała się w synowym slangu. Matka nieco mniej. To znaczy Matka taktycznie próbowała zmusić Syna do gadania po naszemu udając, że nie kuma.
Synu dorastał, Matka mądrzała, Córka też – ale inne kobiety nie bardzo. Synu jest blondaskiem z niebieskimi maślanymi oczami. I Synu próbuje swój uśmiech i wygląd wykorzystywać w życiu. Synu próbował wykorzystywać także sytuacje „zamyślenia” Matki (nieobecna duchem, choć ciałem na ziemi – częsty widok) wołając: mamooooo gilllllun, mamooooo wytrzesz pupę? mamooooo pić. Matka, w ferworze walki, czasami zachowując się jak automat, wypełniała polecenia Syna. Jednak gdy Synu skończył 5 lat, Matka doznała olśnienia. Synu ma dwie ręce – jak Matka, umie otworzyć lodówkę – jak Matka, dosięga do papieru toaletowego, do umywalki, umie zakładać buty, zapinać kurtkę, umie chodzić i co ważne – rozumie po polsku.  
Znaczy Syn staje się rezolutnym chłopcem, który może robić pewne rzeczy sam. 

Marzeniem Matki jest, by w przyszłości, synowa nie rzuciła Matce w twarz, że wychowała nygusa i aroganta. No i Matka zastanawia się jak wykonać trudne zadanie wychowania faceta, który jednocześnie byłby romantyczny – umiał podsycić ogień w związku nawet po 20 latach małżeństwa, byłby pracowity i kreatywny, nie zostawiał skarpetek przy nodze stołu lub brudnych majtochów przy łóżku. 
Szkolenie odbywa się w weekendy i popołudniami. Żeby nie było awantur o dyskryminację, szkolenie obejmuje Syna i Córkę. 

Musztra – weekendowa, zaczyna się od prób ścielenia wyrka. Synu marudzi, jęczy i kwenka ale ścieli, jak umie. No dobra – próbuje – Córka mu pomaga. Nie ważne jak zrobi, ważne że jeszcze nie skoczył z łóżka żeby popełnić samobója.

Później śniadanie – sztućce, talerze, dodatki na stół. Jeśli Synu nakrywa do śniadania, Córka musi posprzątać po śniadaniu – taki system. I tu ukłon w stronę Syna, bo zawsze wynosi swoje nakrycie sam. Odciąża Córkę? Eeeee – raczej już wyrobił nawyk. 

Obiad – wczoraj Matka, na prośbę o sztućce, usłyszała jakieś mamrotanie o służącym…. tu trzeba będzie popracować. Nie jest dobrze gdy Syn wykorzystuje hasła Matki przeciwko niej samej. 

Nauczył się Synu, że buty mają swoje miejsce. Czapka i szalik jeszcze miejsca nie odnalazły – ale i nad tym Matka pracuje. Jak będzie trzeba umieści Matka naklejki ze wskazówkami – baaaa całą mapę Matka wyrysuje.

Brudna bielizna – ma swoje miejsce oczywiście. Ale żeby uprzykrzyć Synowi życie, Matka nakazuje zdejmować majtasy osobno, skarpetki osobno i spodnie osobno – tak, wiem, Matka to tyran i sadystka. Przewijanie ubrań na właściwą stronę Wampiry opanowały migusiem.

Dodatkowe, proste hasła rzucane w Matki stronę typu: „mamo pić”, „mamo jabłuszko”, „mamo daj” – Matka od razu odpiera, informując wolno, co trzeba zrobić by spełnić swoją zachciankę. 
I tak na hasło „mamo pić”, Matka wyjaśnia gdzie stoją szklanki, gdzie stoi napój, że trzeba odkręcić korek w butelce i nalać tak, by się do szklanki nalało. Bo jeśli wyleje się na podłogę, to Synu szmatką podłogę wytrze.
Podobnie jest w pozostałych przypadkach. 
Mina Syna przy tej robocie bezcenna.
Swoją drogą – ciekawe, że Córka – obok „mamo pić”, pyta od razu „mamo, a gdzie jest napój” i ogarnia temat nieco szybciej.

Matka przyznaje, że to musztrowanie, to bardzo ciężka praca. Nie można wziąć wolnego dnia. Trzeba być konsekwentnym – jak w wojsku. Czasami Matka niekonsekwentnie robi wszystko za Wampirzątka. Ale one sprytnie to wykorzystują. Nie kończy się to dobrze. Matka popada w obłęd i wrzeszczy. Nie ma ochoty wracać do domu bo wie, że w domu rano przeszedł tajfun, który ona posprząta wieczorem – ale tajfun rano znów powróci.
Jeśli Matka nie wyrobi nawyków w Wampirzątkach, będzie ich służącą do końca świata. A na to się Matka nie godzi.  

Na szczęście Matka nie tylko musztruje. Matka też przytula, śpiewa kołysanki, czyta bajki, opatruje zbite kolana i dba o to, by Wampirzy Syn – chodzący przewód pokarmowy, miał na czas posiłek. Dba o to, by Wampirki zaznały dużo miłości – mimo codziennej musztry. Matka zwyczajnie chce wychować samodzielne jednostki, które wody w czajniku nie przypalą a może i nawet jajecznicę sobie usmażą. A przy okazji będą zdolne do okazywania uczuć, empatii, niesienia bezwarunkowej pomocy. 

12 odpowiedzi do “MATKA TERRORYSTKA CZYLI PRÓBY WYCHOWYWANIA PIĘCIOLATKA”

    1. wiesz, nie jest ważne ile dzieci się ma i jakiej płci – ważne by dzieci nie zrobiły z nas "przynieś, zanieś, pozamiataj" bo nie wystarczy nam czasu na życie. Dzieci pójdą w świat i będą musiały radzić sobie same. A czym skorupka za młodu nasiąknie… – może to frazes, ale chyba warto być terrorystką w tym przypadku.
      Pozdrawiam Was dziewczyny.

  1. Matkooo! Dobrze, ze jestes, ktoz by tak dobrze opisac mogl to, co na co dzien dzieje sie w normalnej rodzinie z dziecmi, bez glupiego, moim zdaniem bezstresowego wychowania i innych pierdół. Wszystko, co dzis opialas, jak zywcem przeniesione z naszego domu. Niestety mojej tesciowej moglabym rzucic w twarz pare tekstow, ktorych zadna z nas nie chcialaby uslyszec.

    1. Daję Babciom pewną swobodę w rozpieszczaniu dzieci. Ale gdy widzę, że nie idzie to w dobrym kierunku to mówię o tym głośno. A gdy Babcie przejmują dzieci w opiekę, to niech robią co chcą. W końcu kto ma rozpieszczać dzieci jeśli nie dziadkowie.

  2. Ja też musztrowalam! Młody gotuje swietnie,zmywa naczynia(bo nie ma zmywarki),sprząta swietnie,robi zakupy,ale z porządkiem w szafie nadal ma problemy!!! Na szczęście moja Synowa nie jest z tego powodu na mnie zła!!!
    I czekam być babcią,żeby rozpieszczać! 😀 dochtorka Margherita

  3. Ja nie mam nic przeciwko rozpieszczaniu przez Babcie, czasem trzeba. Mialam na mysli raczej jej syna, bo moj raz lepiej, raz gorzej radzi sobie z codziennymi obowiazkami. Nawet mnie czasem zadziwia szorujac pietnastoma chustkami toalete po uzyciu lub probujac ukladac posciel, bo Tata stłamsił.

    1. święte słowa Matko , tylko trochę ciężko z realizacją – chociaż mozolnie, bo mozolnie podążam do celu mój 10 latek zaczyna przeobrażać się w samodzielną jednostkę domową.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *