LĘKI i TRAUMY…

   

  Odkąd pamiętam bałam się wiatru. Taka trauma z dzieciństwa. Mieszkałam z rodzicami na ostatnim piętrze bloku – blok pod lasem, nieosłonięty. Gdy wiało, szyby aż uginały się pod jego siłą. A gdy drewniane okna wypaczyły się i zrobiły się szpary, miało się wrażenie, że okna za chwilę wypadną na chodnik albo wpadną do środka. Z czasem kit trzymający szyby ukruszył się i za każdym razem, gdy pojawiał się wiatr bałam się, że szyby polecą razem z wiatrem.

   Okno w naszym nowym mieszkaniu były w lepszym stanie. Tylko okno w kuchni trzeba było „zabić” gwoździami. Jednak w naszym mieszkaniu wiatr nie był tak tragiczny – do czasu. Pewnego lata założono nam daszek nad balkonem. Mieszkaliśmy na ostatnim piętrze i sąsiadce podobno lało się po ścianach. Więc administracja, w celu „zaspokojenia” sąsiadki, postanowiła nam zrobić dobrze. Daszek składał się ze stelaża metalowego i plastikowego pokrycia. Pokrycie było miękkie i giętkie i gdy wiał wiatr, to wpadał między stelaż a plastik i hałasował niemiłosiernie, doprowadzając mnie do choroby psychicznej, a raczej dobijając mnie, bo w chorobę psychiczną wpędziła mnie sąsiadka mieszkająca pod nami.
   Była to pani bardzo upierdliwa, żyjąca naszym życiem, wymyślająca wiecznie coś, co uprzykrzyłoby nam życie. Swoją pomysłowością i wyobraźnią wprawiała w osłupienie kierownictwo administracji. 
Podobno kradliśmy wodę bo pani słyszała, jak kapie u nas woda do metalowego kubła, kochaliśmy się za głośno, zakłócaliśmy ciszę nocną już po 21.00 rozsuwając sofę do spania – według niej, schorowanej kobiety –  zbyt głośno. Mojej sąsiadce przeszkadzało pranie suszące się na balkonie – bo podobno chemią zatruwałam jej kwiatki, a woda kapiąca z mojego balkonu wpadała do jej skrzynek i ziemia chlapała na jej suszące się pranie. Podobno nawet nasi goście oddawali mocz przez balkon. Można wymieniać bez końca. W pewnym momencie złapałam się na tym, że we własnym mieszkaniu mówię szeptem, sofę rozkładam o 18.00 i przestałam zapraszać gości. Ten daszek był zapewne jednym z jej pomysłów, mających na celu doprowadzenie mnie do szału.
   Po tych przeżyciach z sąsiadką powiedziałam sobie i Wampirowi, że nigdy więcej nie chcę mieszkać w bloku z płyty. Może być stara rozwalająca się chałupa, byle nie było sąsiadów nade mną, pode mną i obok mnie. Byłam gotowa mieszkać w szałasie – tylko nie wśród ludzi.
No to Wampir spełnił marzenie swej żonki i kupiliśmy działkę na wsi, zaprojektowaliśmy mały – ekonomiczny domek i rozpoczęliśmy budowę. Był styczeń – ciepły styczeń 2007 roku. Korzystaliśmy z tej aury i fachowcy kładli dach. Ciepły styczeń = porywisty wiatr. Nie było jeszcze okien, tylko folie zakrywały otwory. Nadeszła taka wichura, że ja w naszym mieszkanku chowałam się pod gumolit ze strachu, a ten cholerny daszek sprawiał wrażenie, że za chwilkę odleci. Wpadłam w histerię i Wampir zlitował się nade mną tak bardzo, że zatykał szpary między daszkiem a stelażem własnymi skarpetkami zwiniętymi w „piąstkę”. Jednak cały czas po głowie chodziła nam jedna myśl – co z naszym dachem na domu. Rano prędko ruszyliśmy na budowę. Na szczęście przesunęło się tylko kilka dachówek a fachowiec zapewnił, że tego dachu nic nie ruszy.
Dostałam zapewnienie, że w tym domu wiatr nie zrobi mi krzywdy. Jednak mój strach pozostał. Nadal, gdy widzę jak wichura ugina drzewa w ogrodzie, jak fruwają zabawki Wampirów, gdy słyszę jak wiatr hula na poddaszu, mam dreszcze.
Każdy ma jakieś swoje lęki i traumy, które prześladują go przez całe życie. Ja mam dwa – sąsiedzi i wiatr. 

*zdjęcie pochodzi z internetu www.tvr24.pl

3 odpowiedzi do “LĘKI i TRAUMY…”

  1. Fakt … każdy ma swoje lęki i traumy i sąsiadów … ja również dziwnie się czuję gdy wiatr szaleje, ale chyba gorzej znoszę swojego sąsiada … mimo iż mój "nieznośny sąsiad" mieszka przez ulicę to potrafi popsuć nam nerwy. I masz rację Agatko, tacy ludzie maja ogromnie bujną wyobraźnię i tylko jeden cel … dopiec, zniszczyć, doprowadzić do szału. Pozdrawiam i niech wiatr jak najszybciej odejdzie w siną dal 🙂

    1. Na szczęście teraz mam rewelacyjnych sąsiadów. Śmiem twierdzić nawet, że są przyjaciółmi. Dzieci w tym samym wieku od wiosny do jesieni bawią się razem. Taka komuna :-). My wspólne biesiadowanie… Dobrze mieć fajnych, normalnych sąsiadów. Współczuje Ci – wiem, jak mogą tacy ludzie zatruć życie.

  2. Traume to ma moja sąsiadka,bo remont u nas trwal ponad rok,czasem nawet grubo po 22😃ale panicznie boje sie szczurów..panicznie!!!brrr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *