KRÓTKA HISTORIA JEDNEJ NOCY…

Dziś była najdłuższa noc w moim życiu.
Myślałam, że kiedy opadną emocje, pozałatwiam sprawy, które ostatnio bardzo mnie męczyły – gdy zamknę pewien rozdział by otworzyć nowy – wreszcie będę spokojnie spała. 
Pierwsza noc od jakiegoś czasu, gdy nie wzięłam nic na spokojny sen. I co? I jajco. Nie mogłam spać. Co godzinę patrzyłam na zegarek i czekałam na dzwonek budzika. Dziś miał zadzwonić później. Nie przeszkadzało mi, że Syn kilkukrotnie wołał mnie żebym go przykryła. Nie przeszkadzało mi chrapanie kota spod łóżka. Leżałam z zamkniętymi oczami i czekałam na mocniejszy sen. Nie nadszedł. 
Spokojnie wstałam o 5.50, napiłam się kawy, zrobiłam śniadanie rodzinie. Weszłam do łazienki a na twarzy miałam efekt nieprzespanej nocy. 
Nawet Max Factor nie był w stanie zrobić ze mnie człowieka. Ja, Zombie siedzę teraz za biurkiem niewyspana i zagilona. Bo nadeszło jesienne obniżenie odporności.
Taka historia jednej nocy… 

2 odpowiedzi do “KRÓTKA HISTORIA JEDNEJ NOCY…”

  1. Ja takie noce miewam co tydzień.. z niedzieli na poniedziałek, to jakaś masakra kiedy próbujesz zasnąć i nic.. u mnie to chyba syndrom "poniedziałku".. pozdrawiam Agatko, ML

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *