JAK WAMPIRZA MATKA ZACZĘŁA SIĘ ODCHUDZAĆ

   Wampirza Matka nie jest otyła. Wampirza Matka ma nadwagę i tego Wampirza Matka się trzyma. Patrzy w lustro i dochodzi do wniosku, że nago wygląda o wiele lepiej niż w ubraniu. No, ale nie będzie na golasa paradować po ulicy – zwłaszcza zimą. Zmarzłyby jej korzonki i dopiero by było. Ubrań na Matkę nie szyją. Przecież nikt nie wpadnie na pomysł uszycia czegoś na niską osobę z rubensowskimi kształtami. Jak szyją to ciuchy w rozmiarze 44-46, w które weszłabym ja i sąsiadka (chodzi o wzrost oczywiście) albo ciuchy w rozmiarze 36-38, w które wzrostem i owszem bym weszła ale tylko wzrostem. Kiedyś gdy Matki waga (długo przed Wampirami), osiągnęła stan mocnej sześćdziesiątki, Matka zabrała się za siebie ostro, przeszła na dietę i zaczęła ćwiczyć. Od września do kwietnia waga osiągnęła poziom 49 kg. Fajnie nie? No Wampirza Matka też tak uważała, ale Wampirzy Tata powiedział, że kości wystają a obcy ludzie pytali czy Matka aby zdrowa, bo oczy podkrążone i policzki zapadnięte. Matka zaczęła więc grubnąć – a nie było łatwo, bo nabrała nawyku zdrowego jedzenia i liczenia kalorii. Nawet czekolada nie pomagała. Na szczęście życie uratował Matce ortopeda, który zabronił jej ćwiczeń. Zaczęła więc grubnąć – powoli. Wampirzy Tata był zadowolony, bo w końcu miał miękką poduszkę. I znów Matka osiągnęła stan sześćdziesiątki. Generalnie, cyfra 60 na wadze Matkę bardzo niepokoi. Matka nie lubi cyfry 60, wobec czego Matka wykupiła dietę na  pewnej stronie internetowej i znów zobaczyła na wadze wartość 57. To był 2007 rok. Przeprowadzka do nowego domu i decyzja, że czas zapełnić tenże dom tupotem małych stóp, odwrócił perfidnie Matki uwagę. Wcześniejsze starania o choćby jednego Wampira nie przyniosły rezultatu, więc specjaliści orzekli, że trzeba nam pomóc. Matka dostała bombę hormonów i zamieniła się w słoniątko 68 kg. I dobrze, bo dzieci miały miękko przez 8 miesięcy. Nie przypuszczała wówczas, że macierzyństwo to – w Matki przypadku oczywiście – świetny środek odchudzający. Dłuuuugie spacery, zdrowe odżywianie (bo karmiła piersią, znaczy obiema), nieprzespane noce, choroby dzieci – wszystko to sprawiło, że Matka schudła 15 kg. I znów pokazało się magiczne 57 kg. W takiej wadze Matka czuje się dobrze, choć jej figura nie jest wtedy jeszcze idealna. To znaczy Matka jest idealna – dla Wampirzego Taty, bo chude to on lubi ale tylko obce. Swoją chce mieć „widoczną”. Matka jednak po półtora roku od narodzin Wampirów wróciła do pracy. Pracy idealnej dla tych, którzy chcą przytyć. Siedzenie za biurkiem, wafelek do kawki, na śniadanie buła wielkości patelni naleśnikowej – idealna dieta dla tych, którzy chcą przytyć. No i Matka przytyła. Pojechała na wczasy i zobaczyła się na zdjęciach. Wiecie, jak to jest zobaczyć wampira? No! To wiecie co Matka poczuła. Kolejne odchudzanie, kolejna walka o 5 zamiast 6. Zapału zabrakło. Trochę schudła, ale „dupy nie urwało” – jak mawiała nasza noblistka. Nastał rok 2012 i Matka miała iść na Sylwestra. Pojechała z Wampirzym Tatą na zakupy i z przerażeniem zobaczyła, że pani przynosi jej kiecki w rozmiarze 46. Matka wpadła w depresję i zawzięła się – w 4 miesiące zrzuciła 12 kg i latem weszła w rozmiar 38-40. Polubiła nawet kupowanie ciuchów – czego nie cierpi, bo wiadomo duże za duże – małe za małe. Lubiła się ważyć i patrzeć na swoje 57. I nagle, niespodziewanie nadeszła jesień. Jesień wiadomo – misie przygotowują się do snu zimowego i wielkich mrozów. Wampirza Matka zamieniła się w misia i przybrała 5 kg. Podobno 5kg to taka magiczna waga, którą najtrudniej zrzucić. Matka wie, co mówi. Próbował wszystkiego. Odstawiła wszystko, co tuczy – słodycze, drineczki, kolacyjki. Wyrzekła się swoich ukochanych lodów. Chlała hektolitry herbatek zielonych i czerwonych, brała Linea Detox i inne środki, które sprawiały, że Matka nie miała problemów z jelitami. I nic. Może gdyby Matka chciała sprzedać na Allegro… Nie próbowała, choć wie, że chętni by się znaleźli. Bo są niestety osoby, które mają taki sam problem – tyle, że odwrotnie. Nie do wiary, że ktoś ma problem z przytyciem nie? 
Pamiętając, że nieźle Matce szło ze wspomnianą wyżej stroną internetową, badając, że jednak nie jest drogo, Matka postanowiła wykupić u nich dietę. Zapłaciła i po trzech dniach dostała plan diety na tydzień. 1100 kcal. Umarła Matka czytając o tych wszystkich serach, koktajlach jogurtowych bleeeeee. Matka nie znosi nabiału. Kocha mięso i wędliny! Dobrze, że jest wybór w warzywach. Była tak zdeterminowana, że była gotowa jeść trawę – przez pierwsze trzy dni. Po czterech dniach poległa! Na drugie śniadanie burak zmiksowany z jogurtem. Matka uwielbia buraki – takie na maśle, z mąką do kaczuszki czy króliczka ale z jogurtem?| Masakra. Matka wypiła maślankę. Matka nie zdradzi szczegółów diety. Zdradzi natomiast, że przez tydzień zgubiła 1,3 kg, ma płaski brzusio – bez wzdęć. W nagrodę, na weekend, dostała jako przekąskę pół banana z jedną kostką gorzkiej czekolady z jogurtem. Matka nie omija czerwonego wina, które trzyma ją przy życiu. Dziś poszła na 3 kilometrowy spacer, zgubiła 500 cal, zrobiła kilka setek kroków i po obiedzie nie miała ochoty na kolację, którą jednak zjadła bo trzeba żeby była ciągłość. Kolejny plan diety – od poniedziałku – pokazał 1000 kcal. Podobno ma zlecieć kolejny kilogram. Do 16 maja Matka ma ważyć 57 kg. Ale laska będzie. 

5 odpowiedzi do “JAK WAMPIRZA MATKA ZACZĘŁA SIĘ ODCHUDZAĆ”

  1. Wampirza Matko…………… zezarlem dwie czekolady zanim to doczytalem, ale…………………… burakow z jogurtem poprobuje, chociazby po to zeby w koncu poczuc jak to jest, kiedy ,,dupe urywa,, ………… trzymam wszystkie przeszczepy za twoje Walkie……. ax

  2. AX jak już spróbujesz, to powiedz jak smakowały. Zapewniam Cię, że po takiej ilości czekolady zjedzonej na raz dupy Ci nie urwie ale zatwardzenie masz murowane ;-). Dziękuję Ci za dobre słowo… Bo chyba dobre, nie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *