JAK TO MATKA W PIĄTKOWY WIECZÓR ZASZALAŁA…

    Wampir postanowił piątkową noc spędzić poza domem w męskim – mam nadzieję – towarzystwie i czekał matkę samotny wieczór. A że wkurw matce nie do końca przeszedł, a doszła jeszcze troska o Wampirzą córkę, u której podejrzewany jest rumień zakaźny, to matka postanowiła się rozerwać. W domu. Nie sama. Matka ma trzy przyjaciółki. Z jedną z nich postanowiła się umówić. Viola przybyła i na tym skończyła się matki radość bo JEJ przyjaciółka wybrała nie JĄ ale zabawę z Wampirzątkami na podłodze. Matka zatem przystąpiła do gotowania kolacji – dobrego podkładu pod wieczorne trunki. Na trzeźwo ułożyła Wampirzątka spać i zdecydowała się na drinka. Po pierwszym drinku wyciągnęłyśmy listy – te pisane tak dawno, że najstarsze Wampiry nie pamiętają, gdy matka studiowała w innym mieście a Wampir był tak bardzo daleko od niej. Czytałyśmy te listy i śmiałyśmy się tak, że dziś mam zakwasy mięśni brzucha. Te listy nie były śmieszne, my poprostu wspominałyśmy tamte czasy, ludzi… Listy przypomniały mi, jak bardzo tęskniłam za facetem, który jest teraz moim mężem, i jak bardzo nie chciałam studiować. Zawsze z Violą wspominamy i mamy świetną zabawę.
Do tych wspomnień włączyłam mój ulubiony kanał muzyczny z muzyką z lat 80 i 90 więc było rewelacyjnie. Matka wypiła tych małych drinków kilka i postanowiła zademonstrować, że potrafi tańczyć nie gorzej niż Shakira czym wzbudziła histeryczny śmiech Violi. 
Za to rano, po czterech godzinach snu gdy Wampiry wpadły nam do wyra, nie było nam do śmiechu. Mój ból głowy był tak ogromny i łeb ciężki, że całą odpowiedzialność za Wampiry w sposób bezczelny i złośliwy postanowiłam zrzucić na ciocię. Sama sobie winna bo utkwiły mi w pamięci jej słowa, że ona może się przespać później – jej córka to nastolatka i w dodatku w pełni samoobsługowa.
Wstałam więc o 9.00 z mega kacem. Uwierzcie, nie pamiętam kiedy miałam kaca. Ale wódki od dawna nie tykam, to organizm nie jest przyzwyczajony. Podałam śniadanie, Viola pojechała a ja zostałam z Wampirami i bólem głowy. Na szczęście dziadkowie wybawili mnie z opresji i porwali młode. Mogłam zacząć leczyć kaca. Przygotowałam obiad, posprzątałam (wycieranie  kurzu, jazda dowolna na odkurzaczu, jazda obowiązkowa na szmacie, mycie sanitariatów czyli standard) i po kacu. Bo podobno na kaca najlepsza jest praca. 
Wampir wrócił w stanie hmmmm… no…. „Kochanie źle się czuję, mogę się położyć?” – ech, no niech tam. Każdy ma swoje sposoby na leczenie kaca.
I tak sobie pomyślałam, jaka ze mnie nieodpowiedzialna matka… Tylko, że ja cholera nie mam kompletnie wyrzutów sumienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *