IPV CZY OPV – CZYLI CO Z TYM POLIO?

(zdjęcie pochodzi z http://www.money.pl/)
   Nie jestem antyszczepionkowa. 
Jestem za szczepieniami podstawowymi, zgodnymi z kalendarzem szczepień. 
Mam tylko jeden warunek – dziecko musi być zdrowe. 
Dla mnie dziecko jest chore nawet wtedy, gdy ma katar – również przy braku gorączki. Niestety wówczas również spada odporność dziecka, rozpoczyna się infekcja. U Wampirów, które dodatkowo są alergikami na grzyby, roztocza i pleśnie, ta odporność przy byle katarze spada momentalnie. 
Jednak zgodnie z teorią niektórych lekarzy i pań z SANEPIDu, katar czy kaszel, to nie jest choroba, która może spowodować powikłania poszczepienne. Może jestem przewrażliwiona – ale wolę dmuchać na zimne.
   Wampiry w roku, w którym miały być szczepione przeciw błonicy, ksztuścowi, tężcowi i polio, zachorowały na mononukleozę. Z automatu dostały odroczenie, z czego się ucieszyłam, ponieważ pod względem zachorowań poprzedni rok był dla nas fatalny. 
We wrześniu Wampirki poszły do szkoły w dobrej kondycji – bez katarów, kaszlu i temperatur. Postanowiłam więc je zaszczepić. Jakie było moje zdziwienie gdy usłyszałam, że brak jest szczepionek na błonicę, ksztuciec i tężec. Że mogę zaszczepić jedynie przeciw polio szczepionką doustną i czekać.
Pogrzebałam w internetach i dowiedziałam się, że są dwa rodzaje szczepionek przeciw Polio.

„Szczepionka IPV wg Salka w zastrzyku

Szczepionka IPV, zabita, niemowlęta dostają w zastrzyku. Jest ona całkowicie bezpieczna. Zgodnie z obowiązkowym kalendarzem szczepień, malec dostaje ją dwukrotnie w pierwszym roku życia: na przełomie 3. i 4. miesiąca życia (wraz z drugim szczepieniem, które odbywa się w przychodni) oraz w 5. miesiącu. Trzecią dawkę uzupełniającą szczepienie dziecko powinno otrzymać w 16.–18. miesiącu życia.
Szczepionka OPV wg Sabina doustna
Szczepionka żywa, OPV, jest podawana doustnie dzieciom w 6. roku życia (jest w płynie). Wirusy z żywej szczepionki OPV namnażają się w jelitach dziecka, i w ten sposób pobudzają jego organizm do wytwarzania przeciwciał odpornościowych. Przez to wirus jest w kupce starszaka nawet przez kilka tygodni. Jeśli w domu jest noworodek lub małe niemowlę nieszczepione przeciwko polio, to takie wirusy mogą być dla niego groźne (może rozwinąć się porażenna postać poliomyelitis). Dlatego lepiej unikać szczepienia przedszkolaka szczepionką OPV, gdy w jego otoczeniu jest niemowlę nieuodpornione przeciwko polio lub osoba nieszczepiona albo z poważnymi zaburzeniami odporności, np. w trakcie chemioterapii. Zaletą szczepionki OPV jest pełniejsza odporność. W planach jest wycofanie tej jedynej dawki szczepionki żywej OPV w 6. roku życia i zamiana jej na szczepionkę IPV, w zastrzyku, zabitą.” 
(żródło: http://www.poradnikzdrowie.pl/). 
Posiadając taką wiedzę, zadzwoniłam do przychodni i wypytałam o szczegóły. Pielęgniarka poinformowała mnie, że oczywiście jest możliwość zastąpienia szczepionki OPV szczepionką IPV ale muszę za to zapłacić. Niestety nikt nie pytał ani jej, ani doktora o możliwość zamiany szczepionki, więc ona nie wie ile to kosztuje. Internety mówią, że między 60 złotych a 80 złotych.
Kiedy powiedziałam pani, że tak na prawdę to dla mnie zdrowie dziecka nie ma ceny i mogę taką szczepionkę kupić, pani odpowiedziała, że jeśli tak, to może kupię skojarzoną 4 w 1 czyli polio, ksztusiec, błonica i tężec. Nooo ja na to, jak na lato. Boostrix polio kosztowała 109 złotych. Jedno wkłucie, jeden ból, jeden strach.
W gabinecie ucięłam sobie pogawędkę z panem doktorem, który powiedział, że OPV podawana jest tylko w Polsce i Albanii. Że były jakieś plany zmian ale gdzieś to utknęło. Najwidoczniej Ministerstwo Zdrowia ma pełne magazyny OPV i muszą je wykorzystać. 
Oczywiście zdania, co do skuteczności szczepionki IPV są podzielone. Jednak trzeba wiedzieć, że szczepionką OPV nie wolno szczepić dzieci, w których otoczeniu są noworodki, niemowlęta i osoby z obniżoną odpornością na przykład po lub w trakcie chemioterapii. Wirus żywy wydalany jest z kałem przez kilka tygodni i może być groźny.
Pediatrzy też są za wprowadzeniem szczepień IPV do przychodni. Kto zatem zarabia na szczepionkach OPV, którymi zawalone są przychodnie i Sanepid? Dlaczego nie informuje się nas o możliwości wyboru? Dlaczego musimy sami szukać rozwiązań?  
Przyznam, że jestem rozczarowana podejściem Ministerstwa do szczepień dzieci. 
I przestaję się dziwić tym, którzy krzyczą żeby nie szczepić wcale. Nie jestem specjalistą, nie czytam o składach szczepionek – jak chyba większość rodziców. Oczekujemy, że to pediatra, lekarz pierwszego kontaktu, będzie tą osobą, która uświadomi nam, co jest lepsze dla naszego dziecka.
A Ministerstwo Zdrowia i NFZ? Czy te instytucje nie powinny pozwolić rodzicom wybrać rodzaju szczepienia i choćby w części refundować zakup szczepionek płatnych? 
Brakuje w magazynie szczepionek przeciw ksztuścowi, tężcowi i błonicy – czy nie powinno być możliwości zakupu szczepionek ze zniżką w aptece? Lepiej jest czekać by dzieci, które muszą być szczepione, zachorowały na którąś z tych chorób…
No cóż – mogę jedynie powkurzać się cicho i mieć nadzieję, że ktoś przeczyta ten wpis i będzie bardziej uświadomiony niż ja do wczoraj.   

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *