GDY „GAŚNIE” ŻYCIE…

   Stało się. „Zgasło” życie. 
I choć wszyscy wiedzieli, że to może się stać każdego dnia, to tak na prawdę nikt nie był gotowy. Bo kto gotowy jest na śmierć bliskiej osoby? Nawet wtedy gdy widzisz chorobę, która wyniszcza, na którą nie ma lekarstwa – to łudzisz się, że może jeszcze nie teraz, że kolejne kroplówki dadzą siłę, że jeszcze jest szansa na przedłużenie życia o kolejnych kilka tygodni, miesięcy. Nie oswajasz się z myślą, że osoba którą kochasz nagle zaśnie. Patrzysz na chorą i widzisz cierpienie. Z jednej strony myślisz – jak zgaśnie jej życie, nie będzie czuć bólu. Ale z drugiej – chcesz walczyć o każdą chwilę życia by być jak najdłużej przy niej, móc dotknąć, powiedzieć jak bardzo kochasz. 
Dorosłemu trudno przez to przejść, myśleć że kiedyś śmierć nadejdzie. A co gdy na chorobę i cierpienie patrzą dzieci?
   Czytałam wiele tekstów o tym jakie to teściowe są wredne. Czytałam komentarze pod takimi tekstami – pełne jadu, nienawiści synowych, prześladowanych i tłamszonych przez teściowe.
Myślałam sobie wtedy, że ja chyba miałam wyjątkowe szczęście. Bo moja teściowa (brrr nie znoszę tego słowa) to ktoś, na kogo zawsze mogłam liczyć. Dobra dusza, dobry człowiek. Bardzo pomogła mi przy wychowywaniu Wampirów. Była przy nich od pierwszych chwil. Zrywała się nad ranem by móc być ze mną i pomagać mi przy dzieciach. Wracała do domu późnym popołudniem – by znów rano przyjechać. Nie musiała. Ale bardzo chciała. Później gdy wróciłam do pracy zajęła się nimi tak, jak nie zajmuje się czasami własna matka. 
Poświęcała czas Wampirom czytając, ucząc samodzielności, pokazując jak trzymać kredkę, jak malować farbami. Siedziała na podłodze układając klocki, puzzle.
Gdy zachorowała, Wampiry miały 2 lata i 8 miesięcy. Były odpieluchowane i odsmokowane. Same jadły łyżką i widelcem. Były pierwsze próby krojenia miękkich potraw. 
Poszły do przedszkola. I wtedy zrozumiałam jak wiele pracy i serca mama włożyła w wychowanie Wampirów. Panie były zdumione ich aktywnością, znajomością czytanych bajek, umiejętnością zapamiętywania i zdolnościami manualnymi. Byłam mamie wdzięczna. I tak bardzo wtedy się o nią martwiłam. 
   Gdy po operacjach i chemiach doszła do siebie, zawsze miała czas dla swoich kochanych wnucząt. Spędzała z nimi każdą możliwą chwilę. Wampiry lubiły u niej nocować. Wygłupom nie było końca. W marcu dowiedziała się, że znów choroba wróciła – zapragnęła spędzić z wnukami wakacje nad morzem. Lekarz ustawił jej chemie tak by mogła pojechać… 
Dzieci były takie szczęśliwe.
Później było coraz gorzej.
Wiecie jakie pytania zadaje sobie matka dzieci, których ukochana babcia jest coraz słabsza?
JAK ROZMAWIAĆ O TYM Z DZIEĆMI?
   O chorobie babuni Wampiry wiedziały. Wiedziały o każdym pobycie babci w szpitalu. Tylko, że babcia po chemiach zawsze „zdrowiała”, wracały jej siły, uśmiechała się.
Ale nie tym razem. Tym razem była słaba. Musiały się zmierzyć z widokiem babci zmienionej chorobą. 
Tuliły się do niej, wyznawały miłość a ja… a ja myślałam, co im powiem gdy ona odejdzie.
   Każdego dnia była słabsza a ja każdego dnia wprowadzałam w nasze rozmowy temat śmierci i choroby. Choć miałam zaciśnięte gardło i chciałam wyć, to musiałam zebrać w sobie tyle siły by uświadamiać ich, że babcia jest tak chora, że już chemia jej nie pomoże. Pamiętam każdą z tych trudnych rozmów. Pamiętam pytanie Syna: mamusiu, czy to znaczy, że babcia może umrzeć? I moją odpowiedź z oczami pełnymi łez – TAK. 
Chciałam być twarda. Ale nie umiałam. 
W sobotę, gdy czuwałam przy jej łóżku, patrzyłam jak odchodzi i czułam, że widzę ją ostatni raz…
Gdy usłyszałam rano wiadomość wzięłam Wampirki do pokoju i powiedziałam, że babcia umarła. Poleciały do Taty i mocno go tuliły. Płakaliśmy wszyscy. 
Córka wyszła z domu i chodziła w ogrodzie układając sobie to wszystko w głowie. Syn zamknął się w sobie i poszedł się bawić. 
Różne są reakcje dzieci. 
Następnego dnia poruszyłam temat pogrzebu. Naczytałam się tyle o tym czy dziecko powinno uczestniczyć w uroczystościach czy nie, że miałam straszny bałagan w głowie.
Zapytałam. Córka chciała. Syn – nie. Córka po reakcji Syna zmieniła zdanie. 
Pani psycholog powiedziała, że muszą podjąć decyzję same. Podjęły. Nie poszły.
Córka: Mamo, wiesz czego mi będzie najbardziej brakowało?
Ja: czego żabko?
Córka: przytulenia babci…
Syn: a mi tych sosików, co babcia robiła…
Córka: Mamo, ja nie chcę iść na ten pogrzeb gdzie ludzie płaczą. Ja chce iść na ten grób, jak już wszyscy pójdą. Zabierzesz nas ze szkoły, kupimy babci kwiatka i świeczkę i wtedy nas tam zawieziesz…
Ja (zryczana): dobrze, tak będzie.
I tak było…   
Nie bójcie się rozmawiać z dziećmi o chorobie, śmierci i ostatnim pożegnaniu. Dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje. Słuchajcie własnego serca, nie słuchajcie podpowiedzi „ja to bym…”. Sami znacie własne dzieci, dajcie im wybór… Pokazujcie im świat takim, jaki jest. Pozwólcie im zrozumieć śmierć. Pozwólcie oswajać się z tym co nieuniknione.
  

11 odpowiedzi do “GDY „GAŚNIE” ŻYCIE…”

  1. A ja jestem tu po raz pierwszy. Zajrzałam za sprawą Magdy Kordel. Rozpłakałam się, wyobrażając sobie taką babcię… Współczuję. Piękny tekst.

  2. Wspolczuje. Piękny tekst, uplakalam się. Podpisuje się pod twoimi słowami obiema rękoma i nogami, dajmy dzieciom wybór i rozmawiajmy z nimi nawet o rzeczach trudnych.

  3. Wiele śmierci widziałam, wiele rożnych reakcji ludzi ale nie umialabym tego tak w słowa ująć. Pięknie sobie poradziłaś z Wapirami. A u mnie wycisnęłaś łzy.
    Joanna Onasch

  4. Przeżyłam śmierc dziadka….Tyle, że nie miałam czasu na to by się przygotować do rozmowy z córką…..zmarł dosłownie nagle…nie chorował! Zmarł praktycznie na oczach swoich wtedy trzyletnich prawnuków! Miałam brutalne zderzenie z jeszcze bardziej brutalną rzeczywistością i bez owijania w bawełnę musiałam z niespełna trzylatką rozmawiać o smierci! Twoja "mama" musiałą być naprawdę wyjątkowa….. moja teściowa nie zajmuje się wnuczką nawet w zdrowiu, mieszka z nią i dupa blada z tego! Współczuję ci i tak jak ci pisalam na FB – czas leczy rany, choć ja po trzech latach od śmierci dziadka nadal mam łzę w oku……

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *