DLA MARZENKI…

   Gdy robiłam ostatni wpis na blogu, zaczytana byłam w innych blogach. Chciałam być tak, jak inne matki i żony piszące. Zazdrościłam im stylu, ilości czytelników, dyskusji pod tekstami. Widząc, co dzieje się na moim blogu – a raczej, że nic się nie dzieje, wmówiłam sobie, że nie mam czasu i pisać nie będę – przecież i tak nikt tego nie czyta.
Przestałam nawet wchodzić na strony mojego bloga. Nie wiedziałam ile mam wejść, nie kontrolowałam statystyk. Czasami tylko ktoś ze znajomych pytał dlaczego u mnie cisza. Zbywałam wtedy tekstem, że nie mam kiedy pisać. Prawda jest taka, że nie miałam pomysłów. Wyszłam z wprawy. Nie miałam pomysłu na własnego bloga. Gdy zaczynałam coś pisać, pomysł i myśli przelane na kartkę, wydawały się albo zbyt osobiste, albo tak beznadziejne, że trafiały do kosza. Może dlatego, że jestem osobą, która chce być akceptowana przez wszystkich, chce żeby to, co robi podobało się wszystkim. A jak wiadomo, wszystkich zadowolić się nie da. Ważne by akceptować siebie samą – a reszta… no cóż, to już reszty sprawa ;-).
Poza tym mój zapał jest słomiany. Szybko się zapalam i szybko gasnę. Od pomysłu do realizacji u mnie czasami długa droga. Myśli przychodzą równie szybko, jak odchodzą. Jeśli nie zapiszę ich – ulatują i koniec. A najfajniejsze myśli mam gdy zasypiam. Komputer wtedy jest wyłączony i stoi daleko od łóżka.
A przecież zdarzyło się tak wiele w moim życiu.
Nauczyłam się jeździć na nartach – co wydawało się niemożliwe.
Miałam cudowne wakacje.
Dzieci skończyły pięć lat.
Pojawił się nowy członek rodziny, którego w krótkim czasie musieliśmy pożegnać, i za którym bardzo tęsknimy. Radość z tego, że Uma do nas trafiła, walka o jej życie, uczucie bólu i żalu po jej stracie – to wszystko mogłam tu opisać, traktując bloga jako pamiętnik moich myśli i upływającego czasu. 
Nie zrobiłam tego jednak, uznając że nikt tego nie przeczyta.
   Niedawno spotkaliśmy się w gronie znajomych, i tam usłyszałam od jednej z dziewczyn, że muszę wrócić do pisania bloga. Że jednak ktoś czyta to, co pisze. Że fajnie pije się kawę przy moich wpisach.
Obiecałam, że wrócę do pisania. Marzenko, Tobie obiecałam. Postaram się Ciebie nie zawieść.  

8 odpowiedzi do “DLA MARZENKI…”

  1. Też tu zaglądam… wyjątkowo szczery wpis… fajnie, taki prosto z serca płynący, nie da się dogodzić wszystkim, to wiadomo nie od dziś. Żyj w zgodzie ze sobą, nawet jeśli to oznacza, że nie wszyscy będą Cię lubić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *