CZWARTKOWE, POCIĄGOWE MYŚLI…

   Jak cudownie przywitać dzień przy blasku księżyca, z juchą w nosie i mrozie -3. Tak pięknie rozpoczęty dzień nie zapowiada nic dobrego. Już czuję, że napięcie które we mnie narasta musi się rozładować – zapewne na kimś. 
Oczywiście mogłabym w ramach rozładowania napięcia przekopać od rana ogródek ale mróz nie pozwolił. Mogłabym napalić w piecu gdybym go miała. Mogłabym pobiegać, ale rano mam ograniczony czas.
   Zamierzam dziś wejść do Lidla. Wiadomo dziś rzucają „na sklep” ubrania dziecięce. Wejdę jednak dopiero po pracy – żeby nie było ofiar śmiertelnych spowodowanych wyrywaniem sobie rzeczy z rąk, włosów z.głowy, paznokci z palców. Swoją drogą to niesamowite zjawisko jest. Masowy atak na Lidle i Biedronki. W Szczytnie musiała ponoć interweniować policja. Głupie te ludzie chyba. Ja idę spokojnie do Lidla i towar leży – popołudniu. A że nie w rozmiarze moich dzieci – trudno. Przynajmniej budżet.domowy jest szczęśliwy, że nie ucierpiał w walce o rzeczy, które nie zawsze są trafimy zakupem. Na nieszczęście Lidla i budżetu dowiedziałam się ostatnio, że towar mogę do sklepu oddać. Więc….
Powinnam oddać nowe buty do reklamacji ale paragon zjadł pies, którego nie mam. Poczekam z reklamacją do weekendu. Bo po pierwsze primo – może minie napięcie,  a po drugie primo – może znajdę paragon i bez błagania o litość, kopię paragonu i bez rozlewu krwi reklamację załatwię pozytywnie.
   No to jestem w pracy. Szybko mi podróż kochanym, ogrzewanym PKP, minęła. Nawet konduktor obdarzył mnie uśmiechem…

2 odpowiedzi do “CZWARTKOWE, POCIĄGOWE MYŚLI…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *