CZASAMI LEPIEJ SIĘ NAPIĆ…

   Kiedy ciocia Wampirów zaproponowała, że w piątek zabierze je do siebie na nockę, wiedziałam że nie będę siedziała w domu. 
Tata miał służbowe spotkanie i zapowiedział, że pożytku do soboty wieczór z niego nie będzie – nie było sensu siedzieć w domu. Tym bardziej, że ostatnio – jakieś 2 lata – nigdzie sama nie wychodziłam. Nie to, że nie mogłam. Zwyczajnie nie lubię wychodzić z domu i zostawiać Tatę i Wampiry. Świetnie czujemy się w swoim towarzystwie i lubimy spędzać wspólnie czas, a gdy Wampiry idą do wyrek, we dwoje też świetnie się bawimy. Jestem domatorką z jednego powodu – mam daleko do miasta. Po drugie – ostatnie miesiące sprawiły, że nie bardzo mieliśmy ochotę na spotkania towarzyskie, zabawy i śmiechy.
   Zatem gdy tylko sprzedaż Wampirów na piątkową noc została potwierdzona, namówiłam przyjaciółkę na wyjście z domu na plotki i dobre jedzonko.
  Poszłyśmy do jednego z klubów, w którym można zjeść pyszne jedzenie. Tego dnia wieczorem miał się odbyć koncert miejscowego zespołu. Pojadłyśmy 

i postanowiłyśmy zostać na tym koncercie. Wszystko byłoby ok gdyby nie to, że nie mogłam tego dnia pić alkoholu bo byłam kierowcą. 
No i tu padną zapewne komentarze, że bez alkoholu też można się świetnie bawić. 
Oczywiście, że można. Ale nie polecam tego typu pomysłów realizować gdy jest się jedyną na sali osobą niepijącą.
Myślałam, że jestem agresywna gdy wypiję coś mocniejszego. Otóż, jak się okazuje, gorzej jest gdy jestem trzeźwa.
   Wkurw nr 1 pojawił się, gdy na scenę wyszedł zespół. Zespół obchodził drugą rocznicę powstania i zaprosił z tej okazji do klubu swoich znajomych. Znajomi, w liczbie około czterdziestu osób, pierwszą część koncertu przegadali, drugą – przekrzyczeli. Zapewne już działało morze piwa, które wyżłopali. Miałam ochotę zabrać mikrofon wokaliście i powiedzieć, w jego imieniu, że dziękuje on za brak szacunku do jego zdzieranego dla nich gardła. Chłopak ze świetnym zachrypniętym głosem musiał przekrzykiwać towarzystwo. Masakra.
   Wkurw nr 2 – gdy obok mnie stanęła laska (też pod wpływem) i koniecznie łokciem chciała mnie zrzucić z mojego stołka barowego. Gdy wyszłam do toalety, bez krempacji wlazła na stołek i nie bardzo chciała z niego zejść gdy wróciłam. 
Jeden z tekstów stojących obok kobiet: „powiedział, że mu to wisi, to mu odpowiedziałam żeby spierdalał”.
Na koniec nie było już wkurwu tylko śmiech. Po koncercie rozpoczęła się dyskoteka. Podobno to się teraz inaczej nazywa. Jak powiedział DJ – nieco starszy ode mnie – dyskoteki były w latach osiemdziesiątych.  
Nie pijąc miałam „oko” na salę. Średnia wieku w klubie to jakieś 40-45 lat. Więcej kobiet niż mężczyzn. Kobiety odstawione (w sensie czerwone usta, szpilki i mini), same i sprawiające wrażenie, że przyszły na łowy.
Tak, wiem – my we dwie też byłyśmy same. Ale my w dżinsach i w adidasach – bo przecież nie poszłyśmy na tańce, tylko na pogaduchy. A że się trochę przedłużyło – no tak bywa.
Ale wróćmy na salę.
Panie – już pod mocnym wpływem – zaczęły wyginać swe ciała. Pod ścianą garstka nieco młodszych panów (jakieś 25-30 lat). Panie, widząc panów zaczęły się nieco mocniej wyginać, panowie przystąpili do łowów. Panie, wyglądające na swój wiek i kokietujące trzydziestolatków wyglądały komicznie. Jak dowiedziałyśmy się z dedykacji, panie były urzędniczkami jednego z włocławskich urzędów.
Kolejna scenka, która zwróciła moją uwagę tylko dlatego, że Viola stwierdziła, że podobno – cytuję: „jak facet fajnie tańczy, to jest tak samo fajny w łóżku”. O matuchno! 
Facet wyglądający jak jabłuszko, spodnie opadające mu na pół pośladków przy każdym zejściu w dół (w tańcu oczywiście), mimo że fajnie tańczył – nie był tym, z którym chciałabym spróbować tańca w łóżku. Ten ukazujący się mym oczom widok nagich pośladków obcego chłopa, utwierdził mnie w przekonaniu, że mam w domu zajebistego faceta a sama myśl o seksie z jakimkolwiek obcym facetem, sprawia że mam mdłości.
   Wyszłyśmy o 23.00. Dojechałam do domu, nalałam sobie cytrynówki produkcji Taty i dostałam napadu śmiechu. Pomyślałam, że chyba jednak się starzeję. I następnym razem nie będę obserwować ludzi i podsłuchiwać ich rozmów. Albo zwyczajnie machnę kamikadze żeby być na poziomie pozostałych. Oby tylko wtedy nie trafiła się trzeźwa jednostka, która napisze podobny tekst o mnie. 
Po przeczytaniu tekstu, doszliście do wniosku, że mam napaprane w głowie, starzeję się, jestem marudna, pmsa mam albo jeszcze coś innego? To znaczy, że nigdy nie byliście na imprezie jedyną niepijącą jednostką.
Następnym razem jadę taksówką. 

4 odpowiedzi do “CZASAMI LEPIEJ SIĘ NAPIĆ…”

  1. A tam napaprane! Samo życie. Myślę,że po wypiciu drinka jeszcze bardziej wyostrzyłoby się Pani postrzeganie tamtego klimatu i napad śmiechu byłby już tam. Tekst niesamowity,nie musiałam specjalnie się wysilać,żeby to sobie wyobrazić.Pozdrawiam Ewa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *