#STOPMARUDZENIU – TYDZIEŃ TRZECI

   Ostatni tydzień wyzwania Matki Polki Fanaberie. Bawiłam się świetnie przywołując pozytywne słowa i myśli. Dziś czas na pozytywne uczucie.

1/ Dzień ślubu – ja patrzę w jego oczy, on w moje i chwila szczęścia trwa. Uczucie miłości i myśl – zawsze będziemy szczęśliwi. W mojej głowie milion obietnic i nadzieja. 16 lat – nie zawsze usłanych różami. Ale nadal jest uczucie szczęścia.

2/ Po 10 latach walki o dziecko, po kłuciach, bombach hormonów, badaniach i bólu – dwie kreski na teście, wysokie hcg i dwa serduszka na usg. A później po 8 miesiącach lęku – dwa krzyczące Wampiry po tej stronie brzucha.

3/ Pierwsze słowa, pierwsze kroki, pierwsze rysunki, wierszyki i piosenki na przedszkolnych uroczystościach.

4/ Piszę ten tekst na sali gimnastycznej. Patrzę jak mój Syn kopie piłkę w koszulce z napisem LEWANDOWSKI i nr 9. Rozczulające. Tak samo jak gamy wygrywane przez niego na lekcjach muzyki.

5/ Córka – uparciuszek z plastycznym talentem. Mam całą kolekcję jej rysunków i prac wykonanych różną techniką, stworzonych tylko dla mnie.

6/ Kiedy zaglądam na bloga i widzę, że jednak ktoś mnie czyta jestem w siódmym niebie. A gdy ktoś komentuje wpisy na blogu lub fb, to unoszę się jeszcze wyżej.

7/ Uczucie gdy spotykam znajomych, których nie widziałam wieki i słyszę z ich ust niekłamane: „świetnie wyglądasz” (nawet jeśli w myślach dodają: jak na swój wiek 😉 ).

8/ Leniwe weekendy gdy nic nie muszę. Kawa do łóżka, śniadanie na stole, obiad już „się robi” – mąż skarb.

9/ Przywołuję w pamięci romantyczny wyjazd z Tatą na kilka dni do Rzymu. Cudowne chwile w miejscu, do którego chcę wracać – zawsze z Tatą.

10/ Uczucie gdy śpię 10 godzin… Kiedy to było? Dawno. Ale uczucie wyspania się – bezcenne.

Można mnożyć ale zawsze to uczucie to miłość, radość i zadowolenie.

   

KARKÓWKA W SOSIE CHRZANOWYM Z MLEKA

Tata gotuje czerninę i robi kaczkę na obiad, a ja wrzucę przepis na pyszną karkówkę w mleku. Przepis wypróbowałam na gościach a znalazłam go na blogu Małgosi. Podobno jest to przepis inspirowany przepisem Magdy Gessler. U Małgosi przepis pojawił się w 2013 roku a ja go z przyjemnością Wam udostępnię.
Do zrobienia karkówki potrzebna będzie:
1/ karkówka – 1 kg,
2/ cebula
3/ przyprawy: sól, pieprz, czerwona papryka, kolenra (rozbiłam część ziaren w moździerzu),
4/ mleko.
Do zrobienia sosu musimy przygotować:
1/ mleko – 0,5 l,
2/ bulion (z kurczaka albo warzywny) – 250 ml,
3/ klarowane masło – 2-3 łyżki,
4/ mąka – 4 łyżki,
5/ cebula – 1 główka,
6/ chrzan – według smaku. Jeśli lubicie ostre sosy i wyraźny smak chrzanu, to wiadomo że im więcej, tym lepiej.
7/ przyprawy: sól i pieprz biały.
Przygotowanie mięsa:
Karczek kroimy w plastry. Każdy plaster solimy, nacieramy papryką i posypujemy kolendrą. Układamy w misce i posypujemy pokrojoną w półpiórka cebulą. Postępujemy tak z każdą warstwą mięsa. Następnie zalewamy mlekiem, przykrywamy i wkładamy do lodówki. Małgosia radzi żeby trzymać karczek 24 godziny w lodówce ale ja wstawiłam na noc i efekt był pewnie podobny. Mięso było aromatyczne i kruche.
Następnie mięso rzucamy na rozgrzaną patelnię grillową lub na grilla jeśli posiadacie. Smażymy i przekładamy do garnka z przygotowanym wcześniej sosem.
Robimy sos.
W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulkę i prażymy do chwili gdy się zeszkli (wg przepisu). Ja smażyłam do chwili gdy z cebuli zrobiła się „paćka”. Następnie dodajemy mąkę – ciągle mieszając żeby nie zrobiły się grudki i dolewamy bulion wymieszany z mlekiem ciągle używając trzepaczki. Gdy sos będzie miał właściwą konsystencję, dodajemy przyprawy i chrzan. Dodajemy mięso i dusimy około 30 minut uważając by nie przypalić mięsa i sosu. 
Mięso wychodzi kruche i delikatne.     

HISTORIA SMUTNA I NIESTETY PRAWDZIWA.

Wchodzę przed chwilą na fb. U koleżanki widzę udostępnienie
Kochani potrzebuje Waszej Pomocy… nigdy nie prosiłam o pomoc zawsze wszystko sama…tym razem nie dam rady sama…nadeszła chwila pogrzebu i nigdy się nie spodziewałam,że to taki duży koszt ok £10 tyś…. £5 tyś. miejsce na cmentarzu i ok £5 tyś proces pogrzebu…mam mało czasu bo w poniedziałek trzeba załatwić wszystkie formalności…nie mogę spać ,siedzę u Klaudi w pokoju i rozmyślam co tu zrobić jak zorganizować takie duże pieniądze w tak krótkim czasie….jeśli ktoś chciałby pomóc to BARDZO PROSZĘ jest nas dużo może się uda…. z całego serca dziękuję 😚
dane konta: sort code 77-07-05 nr. konta 23440968 Bank TSB paypal: grazyna-domagala@o2.pl
Serce bije mocniej – przeczucie, że chodzi o śmierć dziecka. Klikam na profil Grazi i czytam wpis po wpisie. Czytam historię choroby jej córki i mam ciarki. Chemie, pobyty w szpitalach i twarz Klaudii. Nie znam kobiety ale jej życie przelatuje przed moimi oczami. Jej wpisy czasami radosne – wycieczka z Klaudią i jej babcią do Worner Bros, jedzonko w KFC a czasami smutne – zwątpienie, prośba o siłę by móc dalej walczyć. Bo to walka o życie dziecka… Obraz pozornie silnej babki – pięknej blondynki, słowa wsparcia jej rodziny w Polce i znajomych rozsianych po całym świecie. Ona walcząca o życie własnego dziecka jednocześnie zaangażowana w akcje charytatywne. Zbiórka zabawek dla dzieci z Oddziału Onkologii w Gdańsku, akcja dawców szpiku kostnego. Jej córka Klaudia, dzięki dawstwu mogła mieć przeszczep – niestety nieudany. 
Łzy w oczach. Wchodzę na profil Klaudii. Widzę ładną buzię dziewczynki, nastolatki która miała przed sobą całe życie. Pojawia się myśl, że to niesprawiedliwe, że dzieci dopada ta okrutna choroba. Że jeszcze nikt nie odkrył lekarstwa na to bydle, które nie pozostawia nadziei.  
Dlaczego ta historia we mnie trafia? Przecież takich jest ogrom w internecie? Nie wiem. Ale może ktoś może pomóc kobiecie, która po raz pierwszy prosi o tę pomoc. 

PLAN, KTÓRY MATKA MUSI ZREALIZOWAĆ

   Jest piątek, od rana działam jakbym sobie w tyłek duracele włożyła. 
Znacie to uczucie, gdy od rana chcecie przenosić góry, zbawiać świat a najlepiej uratować szkołę przed atakiem terrorystów?
   Jestem osobą, której gdy zapali się dupce, to musi szybko zrealizować swoje plany. Inaczej plany przepadają a ja chodzę w złym nastroju. Od jakiegoś czasu marzy mi się nowa wampirza strona internetowa, nowe logo. Mam w głowie kilka pomysłów, które chcę realizować ale ma to nastąpić na nowej domenie.
Marzę by nowy rok zacząć realizacją planów. 
Tak, ja – Matka, potrzebuję zmian. I nie wystarczy mi nowa kiecka czy nowe buty. Ja chcę nowego na blogu.
Nie chcę stracić tego, co już powstało ale jednak chcę zrobić krok do przodu. 
W związku z tym chcę podjąć działania już dziś, teraz a najlepiej jeszcze wczoraj.
Muszę Tatę przeszkolić w zakresie robienia zdjęć. Odkurzyć aparat fotograficzny i nauczyć się jego obsługi. Sama muszę stworzyć warsztat w domu, wokół siebie. Muszę zorganizować siebie, czas i Wampirzą rodzinę.
Chciałabym jeszcze pojechać na warsztaty blogowe i tego typu spotkania… 
Takie plany. 
Trzymajcie kciuki.

PRZYGÓD SYNA CIĄG DALSZY

   Ponieważ na fan page Wampirzej i na mojej prywatnej ścianie rozgorzała dyskusja o tym, co wydarzyło się u Syna w szkole, muszę dokończyć temat i opisać, co też było dalej.
Poniosła mnie fala i za Waszą namową skontaktowałam się z wychowawczynią. Pani E. jest cudowną, spokojną osobą i pedagogiem z wieloletnim doświadczeniem i pewna byłam, że rozwiąże „problem”.
Po pierwsze – po rozmowie z chłopcami nie dowiedziała się nic więcej niż ja po rozmowie z Synem. Syn bronił chłopca, chłopak zaprzeczał jakoby miał w ręku karty Syna.
Po drugie – pani postanowiła porozmawiać z dziećmi na temat czyjejś własności, rzeczy znalezionych na terenie szkoły – rzeczy znalezione zostają na swoim miejscu lub trafiają do rąk pani woźnej, pani sekretarki lub nauczyciela.
W trakcie tych pogadanek z dziećmi, chłopak przyznał się, że wziął karty Wiktora, z których dwie trafiły do jego kolekcji a resztę zaniósł na świetlicę i zostawił na biurku. Pani wysłała chłopców do świetlicy po karty. Jednak diabeł ogonem nakrył i nikt nie może w świetlicy tych kart znaleźć.
Jak widać śledztwo zostało przeprowadzone profesjonalnie i wyjaśniono sytuację.
Przyznaję, że nie byłam do końca obiektywna bo bohaterem zajścia był mój Syn. Nie oskarżyłam chłopca. On się przyznał wczoraj Synowi, co dziś potwierdził wychowawczyni. 
Nie chodziło o to by zlinczować dziecko – przecież to sześciolatek! Chodziło o to, by wyjaśnić sprawę i uczulić dzieci (i rodziców) na to, że cudzego się nie tyka. Rozmawiajcie z dziećmi w domu. Zwłaszcza z takimi maluszkami. One nie wiedzą, że źle zrobiły. Ale jeśli rodzic i nauczyciel uświadomi, to dziecko nie ruszy. 
Dla mnie to było nowe doświadczenie. Wyciągnęłam wnioski. Syn i inne dzieci też. Mam nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy.