Nasza rodzina oczami Maszy…

Hejka, ostatnio czytaliście jak „strasznie” żyje się ze mną pod jednym dachem. Szkoda, że pańcia nie wspomniała, jak czasami trudno z nią wytrzymać. Ona nie wspomniała ale ja Wam chętnie opowiem jak wygląda psiejskie życie w Wampirzowie.

Trafiłam do Wampirzej rodziny gdy byłam małą, ośmiotygodniową kulką. Każdy chciał się ze mną bawić, dzieci nosiły mnie na rękach a ja bezkarnie podgryzałam nogawki i gryzłam ręce ludzi a oni krzyczeli – dziś wiem, że z bólu. Pańcia mnie tuliła i mówiła do mnie pieszczotliwie – to był czas gdy wybaczała mi niemal wszystko choć były chwile, że przeze mnie płakała (mówiła że z bezsilności bo tego czorta – czyli mnie, nie da się wychować).

Pańciu od początku pokazał, że jest najważniejszy i jego słuchałam bo głos miał srogi – jak coś kazał, to nie było zmiłuj. Nawet moje brązowe oczęta nie robiły na nim wrażenia. Nie pozwalał wchodzić na kanapę i łóżko – ale spał ze mną na podłodze gdy płakałam w nocy za ciepłym futrem mamy. I to on pokazał mi pierwszy, że lodówka jest najfajniejszym meblem w domu. Stamtąd pańciu czasami daje mi smakołyki. Pańcia wtedy krzyczy na niego bo podobno nie wszystko jest dla mnie zdrowe. Ciekawe, że sami to jedzą a psu może zaszkodzić.

Gdy trafiłam do mojego domu, od razu pańcia zapisała mnie do szkoły. Jak tylko „złapałam” odporność, zaprowadziła mnie na smyczy na takie duże pole. Były tam też inne psie dzieci. Było fajnie – skakałam, przechodziłam przez tunel, biegałam i dostawałam za to nagrody w postaci pysznych smaczków. Zdałam do następnej klasy – ale tu już nie było tak kolorowo. Nie wolno było już zaczepiać innych piesów. Musiałam chodzić na smyczy przy nodze, przychodzić na zawołanie. Pańcia najbardziej cieszyła się gdy patrzyłam jej w oczy i nie rzucałam się na smaczki, które trzymała w ręku.

Zaskakujące jest to, jak bardzo człowiek się cieszy gdy robi z nas wariata. Siad, leż, biegaj – komendy, które my wykonujemy by ludzi zadowolić. O ile „biegaj” bardzo mi się podoba, o tyle „do mnie” i „nie wolno” oraz „podłoga” – czasami nie docierają do mnie (głuchnę normalnie). Nie oszukujmy się – to zakazy i nakazy, a który nastolatek to lubi??!!

Zimą pańcia doszła do wniosku, że mam za dużo energii i nie daje sobie ze mną rady. Poszłyśmy na kolejne szkolenie. Wymyśliła sobie, że będę nosem szukać herbaty w pojemnikach. Znów cieszyła się jak głupi do sera gdy udało mi się znaleźć właściwy pojemnik. Ludzie są jednak dziwni…

Ja jednak przyznam szczerze, że wolę pływać. Takie nurkowanie albo przynoszenie zabawek, które pańcia rzuca do jeziora. Ech – woda to jest moje życie. Chyba w poprzednim wcieleniu byłam łabędziem – albo karpiem jakimś.

Mam nawet przyjaciela wodnego. Mieszka w oczku przy domu. To Wiking – taka łaciata ryba. Zawsze gdy piję wodę, podpłynie, ja łapką poklepię tę wodę a on wystawia głowę. Pogadamy chwilkę i on znów chowa się pod liście. Czasami gdy wracam ze spaceru, daję nura do oczka – chcę poczuć się jak Wiking. Pańcia nie lubi gdy po spacerze zaliczam taką kąpiel bo musi później mnie osuszać, czyścić i czesać. Generalnie gdy zaliczę niekontrolowaną kąpiel w błocie, to pańcia się gniewa. Czasami nawet krzyczy. Jesuuuuu ile ona dziabie: że nie słucham, że łajza jestem, że brudas. Co ja poradzę, że jak widzę wodę (nawet brudną), to muszę się w niej zanurzyć.

Pańcia to dziabara i krzykacz. Jakaś taka znerwicowana wiecznie. Wciąż jej się coś nie podoba. A to, że klapki z wiatrołapu kradnę, a to że robię dziury w kompletach pościelowych, a to że skarpetę świsnę. Do niedawna kopałam dołki w ogrodzie ale za to pańciu na mnie też krzyczał to przestałam.

Wiecie jak fajnie jest uciekać z kradzionym klapkiem do ogrodu? Pańcia biegnie za mną, coś krzyczy, ja się chowam w krzakach. Ileż ona już razy czołgała się za mną pod krzakami żeby swoje buty odzyskać. Cyrk – mówię Wam.

Lubię chodzić na długie spacery. Robimy z pańcią 5 km wędrując przez pola. Ganiam sarenki i zające. Spotykamy różnych fajnych ludzi, którzy czasami chcą mnie dotknąć a czasami boją się mnie mimo, że pańcia mówi, że ja tylko tak groźnie wyglądam. Chodzimy kąpać się w rzece albo w jeziorze.

Mam też dwoje mniejszych pańciów. Uwielbiam moje dzieci. Gramy razem w piłkę albo w chowanego. Czasami w berka – najczęściej wtedy gdy uda mi się świsnąć im jakąś zabawkę. Lubimy leżeć na podłodze albo na dużym łóżku w sypialni pańciów i tulić się do siebie. Ja daję im moje ciepełko a oni miziają mnie po brzuszku i pod brodą. Czasami podzielą się ze mną chrupkami, paluszkami albo kabanosami. Lubię gdy Maja mnie szkoli. Zawsze ma w ręku pyszne nagrody. Do Wampirzątek przychodzą koledzy i koleżanki. Bawię się z nimi lalkami albo klockami lego. Nie wiem dlaczego piszczą i krzyczą bo śmiechu jest przy tym co niemiara.

A gdy dzieci idą spać, pańciu siada na kanapie, ja obok niego i oglądamy tv. Lubię być blisko niego bo zawsze wtedy znajduje czas żeby mnie trochę potarmosić, powygłupiać się i pobawić w zapasy. Pańciu ma dużo siły więc pozwala mi na taką zabawę. Nie wolno mi bawić się tak z pańcią i dziećmi. Podobno jestem za duża i za silna.

Wieczorem gdy bardzo się zmęczę, idę do sypialni pańciostwa i kładę się koło łóżka. Gdy mam złe sny i piszczę, pańcia głaska mnie przez sen po głowie i zasypiam. Już nie budzę się o 5.00 rano. Teraz lubię pospać dłużej, za co pańcia jest mi wdzięczna – zwłaszcza w weekendy.

Nie opowiedziałam Wam jeszcze o wakacjach, na które zabrali mnie moi kochani ludzie. Ale to osobny temat. Na pewno opowiem o tym, jak moja rodzina ogarnęła ten temat.

Czy na pewno chcesz mieć berneńczyka??

To jest Masza – Masza Jak z Obrazka. Po śmierci Umy Czar Wiosny (tu o niej), Masza jest spełnieniem marzeń moich i Córki o kolejnym berneńczyku.

Wiem, że czytają mnie miłośnicy bernów ale są też osoby, które o rasie Berneński Pies Pasterski (BPP) wiedzą niewiele. Charakter – według hodowców i osób zakochanych w bernach, BPP ma najlepszy na świecie. Łagodny, kochający dzieci, przywiązany do swojej rodziny ale również uwielbiający obcych (pod warunkiem, że pańciostwo tych obcych wpuszcza do domu). Oczywiście jako osoba bernolnięta, zgadzam się z tym zdaniem w 100% . Jednak – i tu narażę się pewnie bernolniętym bez poczucia humoru – BPP to nie tylko cukiereczek. Jeśli przyjdzie Ci kiedyś do głowy kupić bernusia, musisz wiedzieć o kilku sprawach.

Zapomnij o czystej podłodze. Zwłaszcza jeśli masz ogród, oczko wodne, drogę glinianą, ze szlaki albo innego nie-asfaltu, chodzisz na spacery w miejsca, w których występują kałuże, cieki wodne lub cokolwiek w czym bern może się wykąpać, wytarzać albo zwyczajnie położyć. Potrzebny Ci będzie dobry odkurzacz (najlepiej dwa żeby jeden był zawsze w zasięgu ręki), porządny mop i trzy zmienne nakładki na mopa. Ściany pomaluj zmywalną farbą (najlepiej olejną) bo po jednym spacerze w deszczu, kąpieli w glinie, ogon będzie jak pędzel. Jednym machnięciem będziesz mieć nowy wystrój – preferowane kolory ziemi. Kup kilka chłonnych ręczników i zrób na nie szafkę blisko wejścia do domu. Leżące na podłodze nie wyglądają dobrze – przypadkowi goście mogą pomyśleć, że weszli do meliny lub domu bałaganiarzy.

Kup neutralizator zapachów. Nawet jeśli raz na dwa miesiące odwiedzisz psiego fryzjera wiedz, że po kilku spacerach wiosną, latem i jesienią, pies będzie śmierdział jak bezdomny na dworcu. Bern ma długi i gęsty włos i zostaje w nim zaschnięta glina, końskie łajno, którym właśnie sąsiad nawiózł pole, rzęsa wodna itp.

Jeśli kupisz BPP wiedz, że od tej pory nigdy nie załatwisz się, nie wykąpiesz, nie umyjesz zębów w samotności. W zasadzie nigdy już nie będziesz sam. Masz dzieci? Więc wiesz, co mówię. Od tej pory nie tylko dziecko będzie przeszkadzało Ci w podtarciu tyłka. Myślisz – przecież można zamknąć drzwi. Taaaa spróbuj. Podkop w kafelkach, wydrapana dziura w drzwiach, piszczenie, szczek tego upierda tak głośny, że słyszą sąsiedzi na końcu ulicy…. Ja nie ryzykuję. Obudzenie dzieci godzinę przed budzikiem to byłby sadyzm.

Mężczyzno – nigdy nie zostawisz już skarpet przy nodze stołu. Kobieto – będziesz pilnować swojej bielizny. Jeśli zaryzykujesz, będziesz ganiać psa, skarpetę czy inną bieliznę a latem gdy otwarty taras, będziesz uprawiać czołganie w tujach po ziemi.

Pies potrzebuje od 12 do 15 godzin snu… Może w środku tygodnia bo w weekend i w dni gdy pańciostwo jest w domu nie zasypia nawet na chwilę. Pilnuje lodówki, przejścia w kuchni, pańci i pańcia gdy gotuje. Pilnuje smyczy bo wie, że jak pańcia w domu to będzie długi spacer nad rzekę albo nad jezioro, będzie wariactwo. Kiedyś założę Maszy krokomierz. Wiedz, że BPP będzie z Tobą sprzątać, rozwieszać pranie, kosić trawę, prasować i pleć chwasty.

Jeśli już jesteśmy w Twoim ogrodzie… Miałeś ogród marzeń? No to będziesz miał ogród wrażeń. Jeśli musisz pleć (pielić 😉 ), to masz dwa wyjścia. Albo będziesz to robić przy psie albo zamkniesz psa w domu. Jeśli wybierzesz obecność psa wiedz, że będziesz mieć cudownego pomocnika. Będzie wykopywał cebulki, które właśnie zakopałeś. Będzie wykopywał marchewki, które powinny być jeszcze w ziemi. Będzie rozplanowywał Twój ogród warzywny. W tym roku Masza postanowiła uzupełnić warzywnik o rzodkiewkę. Porwała nasiona w opakowaniu ze stołu, rozerwała opakowanie i wysiała. Gdy już wyrosły, sama je wykopała i zjadła. Wysiana marchewka wyrosła w miejscu pietruszki a pietruszka nie wyrosła. Jeśli masz drzewa owocowe to wiedz, że owoce na dolnych gałęziach zostaną pożarte. Trawa? Jaka trawa?? Jeśli wybierzesz suczkę, która pod Twoją nieobecność przebywa w ogrodzie – będziesz miał tajemnicze kręgi – UFO będzie lądowało regularnie w Twoim ogrodzie. Chcesz mieć psa? No cóż – pożegnaj się z drzewami blisko ziemi. Susza jak cholera spowoduje, że ostaną się jeno wierzchołki.

Wakacje… Pokochasz BPP jak własne dziecko. Czy własne dziecko oddajesz do dzieciowego hotelu gdy jedziesz na wakacje? Berna też nie zostawisz. Nagle hotel w ciepłych krajach zamienisz na namiot, kamper czy domek na mazurach. Sprawdzisz w necie miejsca przyjazne dla psów a w momencie gdy Twoja rodzina opalać się będzie i taplać w morzu w 30 stopniowym upale, Ty będziesz szukać cienia, niestrzeżonej plaży i innego miejsca gdzie dobrze będziesz czuć się Ty i Twój pies. Czasami będziesz mieć dość ale świadomość, że to jest członek Twojej rodziny wywoła w Tobie takie poczucie winy, że gotów będziesz przekonać resztę rodziny, że spanie w namiocie w 8 stopniach jest zajebiste.

Seks… No cóż – tak jeszcze to robię. Wrócę do posiadania dzieci. Ci, którzy je mają robią TO gdy dzieci mocno śpią (ja też już wtedy śpię) lub gdy ktoś się zlituje i te dzieci zabierze (nawet na 2-3 godziny w dzień). Uwierzcie, że w przypadku posiadania BPP jest tak samo. Jeśli uda się sprzedać dzieci w ciągu dnia i jednocześnie wywalić psa z domu do ogrodu –  gratuluję. Ale jeśli lubicie być lizani po…. pozwólcie zostać psu w domu ;-). Wyrzucanie Maszy w porze późnonocnej grozi wydrapaniem dziury w szybie okna tarasowego lub zbudzeniem wszystkich sąsiadów wyciem pt. „błagam , pomóżcie – oni tam beze mnie zginą!!!!” Nasi sąsiedzi już wiedzą kiedy u nas jest TO. Kupcie berna – Wasi też będą Wam zazdrościć, że macie TO ;-).

Lubisz pisać smsy, czytać maile, przeglądać FB – przy BPP będzie to trudne. Będziesz mieć zajęte ręce głaskaniem, zabawą itp. Chyba, że znajdziesz patent… Ja próbuję głaskać Maszę stopą… jeszcze działa.

Nie opiszę tajemniczego znikania wędlin ze stołu, przygotowanych na niedzielne śniadanie kotletów, które zostały na stole po obiedzie i wylizywania naczyń… Jest też piach w łóżku, ślina na podłodze i inne pierdoły…

Nadal chcesz mieć berna? Super. Pamiętaj tylko żeby pochodził z hodowli zarejestrowanej w Związku Kynologicznym i sprawdź tę hodowlę milion razy. Pamiętaj, że to rasa, która lubi obecność domowników, lubi się uczyć i szybko się uczy, to rasa która lubi pomagać. Buda i kojec jest dla berna tylko ozdobą ogrodu a nie miejscem jego przebywania. Bern będzie spał przy drzwiach domu, w dołku który sam sobie wykopie a gdy jesteś w domu – będzie spał w miejscu gdzie ma całą rodzinę na oku. Dla berna liczy się człowiek. Bern oczekuje, że jest dla Ciebie równie ważny.

P.s. wiem, co myślisz człowieku, który uważa, że pies to tylko pies. Zgadnij, co ja o tym myślę :-).