BUDZIKOM ŚMIERĆ…

Jutro poniedziałek. 
Znów nastawię budzik na cały tydzień, na godzinę 5.10

Zastanawiam się czy tylko ja tak mam, że gdy budzik dzwoni – ja go w łeb i idę dalej spać. Też tak robicie?

A gdy wstajecie to jest pęd?
Nie cierpię tego. Latem daję radę wstać z budzikiem – bo o 5.10 jest już jasno. Ale od września – masakra. Sezon na „daj budzikowi w łeb i śpij dalej” uważam za otwarty.
Oczywiście gdy wstaję z 30 minutowym opóźnieniem, to doskonale się wyrabiam – ale kurde, ile mnie to kosztuje nerwów. Bo ja rano nie tylko wstaję, ubieram się i wychodzę.
Zastanawiałyście się ile rzeczy od rana robicie zanim wyjdziecie z domu? Zwracam się do pań bo kompletnie nie mam pojęcia, co robią faceci gdy wstają. Znaczy ja wiem, co robi mój mniej więcej w 20%. Wolę nie pytać o resztę bo jeszcze żal by mi się go zrobiło i zaczęłabym mu – na przykład – prasować znów koszule.
Ja, Matka zaczynam od czyszczenia kuwety kota, który jak słyszy budzik, to obowiązkowo idzie do kuwety żeby sobie miejsce w żołądku zrobić na żarełko.
Później na śpiku robię podwójne espresso. Przy trzecim łyku otwieram gały. 
Zaliczam toaletę, jednocześnie sprawdzam pocztę, wchodzę na fb, instagram, sprawdzam prognozę pogody i czas leci. Później mycie, kremik na twarz. Następnie zebranie czystego prania z suszarki (bo wieczorem już się Matce nie chciało) i wywieszenie prania, które zrobiło się w nocy.
Później śniadanko dla Wampirów do konsumpcji w domu, śniadanie do szkoły, owoce i lekarstwa. 
Matka kończy makijaż i się ubiera. I w tym momencie budzą się Wampirki. Uściski, całuski i mimo tego, że już powinnam być w drodze – ścielenie łóżek. Wylatam do garażu z pięciominutowym spóźnieniem i błagam w duchu żeby nie było korków, wypadków i policji albo żeby ten znienawidzony przeze mnie pociąg, miał opóźnienie. Oczywiście zawsze mam alternatywę jazdy autem do pracy. Ale nie lubię. Auto to ostateczność. Zawsze mam wizję „złapanej gumy”. Nigdy nie zmieniałam koła i przyznam, że chyba wolałabym iść do pracy pieszo 30 km, niż dopuścić się do zmiany brudnego koła. Zawsze gdy dojadę do pracy, oddycham z ulgą. No nie lubię – i już. 
Odnośnie spóźnień na dworzec -zdarzyło się mi się dzwonić do koleżanek żeby błagały konduktora o minutę spóźnienia – bo przecież ja już prawie jestem.
Schemat poranka opisany wyżej rozłożony jest na półtorej godziny. No – to teraz wyobraźcie sobie, jak to jest gdy wstaję o 6.00 ;-).
Od jutra, przez pięć kolejnych dni, obowiązuje dobroć przewoźnika kolejowego i pociąg odjeżdżać będzie 20 minut później. Spokojnie będę mogła dać w łeb budzikowi i zaspać. 

Jedna odpowiedź do “BUDZIKOM ŚMIERĆ…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *