A CO Z PRACĄ GDY DZIECIĘ ZACHORUJE?

zdjęcie pochodzi z edziecko.pl
   We wtorek Matka wstała jak zwykle o 5.10. Na śpiku wypiła kawę, pooglądała wschód słońca i poszła się myć. Doprowadziła się do wyglądu człowieczego i o 6.30 miała wychodzić z domu. Jak co dzień, Matka weszła do pokoju Wampirków dać im sennego buziaka. Tyle tylko, że tego dnia gdy dotknęła ustami czoła Syna, poczuła niepokojące ciepło.
Poprzedniego dnia, w trakcie wizyty u pani doktor, stwierdzono że kaszel alergiczny, gardło pryszczykowe bo spływa wydzielina z nosa. Inhalacje, steryd do nocha i lek przeciwalergiczny, powinny załatwić sprawę.
Jak widać głupota Matki i całkowite odstawienie leków antyalergicznych, obniżyło odporność Syna.
Matka zmierzyła temperaturę, usłyszała pikanie termometru i zobaczyła cyfrę, której nie znosi – 38.8.
Jak zwykle wpadła w panikę. Ale nie panikę związaną z chorobą Syna. To ma już za sobą – choć przy każdej infekcji Matka traci odrobinę odporności psychicznej. Matka wpadła w panikę „pracową”. No bo, co teraz?? Już Matka w płaszczu, w blokach startowych, już w zasadzie powinna być na moście, w drodze na dworzec – a tu ta cholerna gorączka. Przecież Matka musi jechać do pracy. Bo jak sobie inni poradzą. Co powie szef. Na pewno będzie zły. Poza tym Matka ma TYLE dziś do zrobienia. A Tata dziś też wolnego nie może wziąć. Jest 6.30 – sms do babci „Śpisz?”
I myśl: „przecież to kretynizm, nawet gdyby nie spała, to i tak nie dojedzie na tę wiochę w odpowiednim czasie”. Telefon do koleżanki z pracy: „słuchaj, przepraszam – nie mogę być dziś w pracy. Syn ma gorączkę. Nie mam go z kim zostawić.” Koleżanka na szczęście wyrozumiała, choć Matka wie, że też stresuje się gdy ma zostać sama tak nagle, bez wcześniejszych ustaleń.
Matka zestresowana tak, że boi się zadzwonić do szefa. Choć to łagodny człowiek i nigdy nie odczuła Matka, że ma pretensje o choroby Wampirów.
Znacie takie sytuacje?
Miała Matka takich wiele, choć wcześniej było o tyle prościej, że miała Matka babunię na wyciągnięcie ręki. A jeśli nie babunię, to opiekunkę, która przyjeżdżała zawsze gdy była potrzeba. Jednak życie się trochę pokitrało i teraz Matka musi albo iść na L4 albo prosić którąś babunię. Babunie są chętne ale Matka wie, że babunie nie zawsze dobrze się czują. Pozostaje L4.
Matka należy do tych mam, które dzieci do przedszkola z gorączką nie wysyłają. Dlatego czasami musi Matka zostać w domu. „Cierpi” Matka wtedy katusze, myśli o tym, co w pracy, czy szef nie jest zły, czy nie za wiele obowiązków spada na koleżankę.
To się chyba nazywa „wyrzut sumienia”. Matka „modli się” żeby dziecię szybko wyzdrowiało bo przecież praca…
Skąd w nas – w mamach te wyrzuty sumienia – mniemam, że nie Matka jedyna ma takie sytuacje? Dlaczego czujemy się winne temu, że nasze dziecko zachorowało? Przecież siedząc z chorym dzieckiem w domu, nie jesteśmy jednocześnie na wakacjach. Nie leniuchujemy. Nasz stan psychiczny zostaje nadszarpnięty bo martwimy się o nasze maluszki, jednocześnie myśląc, co dzieje się w pracy. Często powtarza Matka głośno, że wolałaby brać nadgodziny w pracy, niż siedzieć w domu zmuszona chorobą dziecia.
Zna Matka sytuacje, że mama zbija gorączkę dziecinie i posyła do przedszkola a sama leci na kilka godzin do pracy. Ma nadzieję, że dziecko nagle wyzdrowieje, że wychowawczyni nie zauważy, że zdąży urwać się z pracy by podać kolejną dawkę leku, zanim skoczy temperatura.
Jestem daleka od potępiania mam. W obecnych czasach mogę potępić tylko system, kodeks pracy i niektórych szefów – a raczej szefowe. Gdy Matka rozmawia z innymi mamami, wychodzi często na jaw, że to nie mężczyźni szefowie są „bezlitośni” wobec podwładnych mających małe dzieci. To my – kobiety jesteśmy w tych kwestiach „bezduszne”.
Dziwi Matkę to, że kobieta szef – a jednocześnie mama i żona, nie umie – lub nie chce – zrozumieć drugiej kobiety – matki. Z czego wynika taka złośliwość?
A Wy jak radzicie sobie gdy Wasze dziecię zachoruje? Też macie takie dziwne wyrzuty sumienia? Czy to tylko Matka jest taka szurnięta?

5 odpowiedzi do “A CO Z PRACĄ GDY DZIECIĘ ZACHORUJE?”

  1. a ja znam taką matkę, co to ma dziecko dwa razy w tygodniu chore – wtedy kiedy najwięcej roboty…w poniedziałki i w piątki….

    elfIca

  2. Agata!pociesze Cię! Ja też mam wyrzuty sumienia. Kiedys jak dzieci byly małe to sie kombinowalo jak to zrobic aby i dzieci mialy opieke i matka prace. To jasne. Cudowna instytucja babcia. A w pracy tysiące dreczacych myśli. Dzisiaj, kiedy mam czasami problem ze sobą to wolę pójść "na czterech" do pracy. A kiedy juz przyjdzie zabrac mi L4 to przechodzę ogromne katusze, wyrzuty….
    Joanna O.

    1. Czyli jednak nie jestem jedyna, która ma wyrzuty sumienia. To nie jest pocieszające. To smutne, że niektórzy rodzice nie mogą bez wyrzutów sumienia być z dzieckiem gdy ono tego potrzebuje.

  3. No i między innymi ja nadal nie wróciłam do pracy bo nie dość, że nie ma kto za mnie dzieci porozstawiać po szkołach i niedługo już przedszkolu, nie ma kto za mnie odebrać to w razie choroby nie ma nikogo kto przyjedzie i dziećmi się zajmie. Na męża, babcie, ciotki, sąsiadki nie ma co liczyć. Zawsze jestem z tym sama. Jak słyszę od mojej mamy 'wróć do pracy' to mam ochotę wyjść z siebie bo sama jest pracodawcą i wiem jak się wkurza jak jej pracownice idą na L4 (a wcale nie należy do tych bezdusznych pracodawców).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *