CZY PHILIPIAK MATKĘ ZACHWYCI?

   Zadzwonił telefon. Numer mi nieznany ale niestacjonarny więc odebrałam. Pani łamaną polszczyzną (Ukrainka) zaproponowała mi spotkanie na pokazie kulinarnym garnków firmy Philipiak. Ponieważ kilka lat temu przyjęłam zaproszenie ale nie poszłam bo dzieci się rozchorowały, postanowiłam tym razem iść i wyrobić sobie opinię o naczyniach Philipiak. Pani wspomniała o prezentach dla mnie i dla osób mi towarzyszących, ale dla mnie nie ma to znaczenia. Chcę zobaczyć to cudo i wyrobić sobie opinię o garnkach Philipiak. Sama kiedyś sprzedawałam garnki, w których byłam zakochana. Bo który kucharz domowy nie lubi gotować w dobrej jakości naczyniach. 
Żeby dowiedzieć się czegoś więcej o firmie, weszłam na ich stronę internetową Philipiak, z której dowiedziałam się dlaczego te garnki są inne niż wszystkie ogólnodostępne na rynku. Ponieważ jestem na wiecznej diecie i od kilku miesięcy unikam potraw smażonych, zwróciłam uwagę na to, że potrawy w tych garnach można gotować bez soli i tłuszczów, a potrawy nie tracą wartości odżywczych i są niskokaloryczne. Oczywiście ostateczną opinię o produktach Philipiak wyrobię sobie po spotkaniu we Włocławku.
Jednak to, co jeszcze zwróciło moją uwagę gdy przeglądałam stronę internetową, to fakt, że firma promuje zdrowy tryb życia i zdrowe żywienie na tak zwanych obiadach czwartkowych. Na obiady te zapraszane są – obok fachowców z dzieciny żywienia i lekarzy, także osoby znane. Pieniądze pozyskane w trakcie obiadów czwartkowych, przekazywane są na Fundację Akogo?.
Czytałam różne opinie o firmie, o produktach, o cenie… Jednak jak człowiek na własne oczy nie zobaczy, to nie uwierzy. Dlatego, mimo że nie stać mojej rodziny na produkty firmy Philipiak (wnioskuję po opiniach), z przyjemnością udam się na spotkanie z przedstawicielami firmy, a efekty tego spotkania z pewnością opiszę na blogu.   
                                                                          *tekst sponsorowany

DZIEŃ BEZ TELEFONU – KRÓTKIE PRZEMYŚLENIA

   Wczoraj miałam dzień bez telefonu. Zostawiłam w domu, na szafce. 
Znacie uczucie lęku gdy nie macie telefonu? 
A co będzie jak będą dzwonić ze szkoły? Co będzie jak pociąg się spóźni a ja nie będę mogła poinformować o tym Taty, który czeka żebym zabrała Córkę spod szkoły?
Do tego dochodzi jeszcze świadomość, że wszystkie numery telefonów, terminarz i inne dane są właśnie w aparacie a nie w głowie czy notesie. Myślenie: co bym zrobiła gdyby zepsuł się samochód, mi coś by się stało… Kiedyś stały budki telefoniczne – teraz ich nie widać.
Nie tęskniłam za telefonem. Ale jednak świadomość, że go nie mam powodowała lęk.

I tak wczoraj zaczęłam się zastanawiać jak prawie 20 lat temu człowiek żył bez tego urządzenia. 
Gdy byliśmy z Tatą parą, żeby zmienić plan naszego spotkania, musiałam dzwonić do sąsiadki żeby powtórzyła mu wiadomość, bo teściowie nie mieli telefonu. Umawialiśmy się w niedzielę na cały tydzień. 
Gdy wyjechałam do Łodzi na studia, wysyłałam codziennie do Taty pocztówki albo listy – poczta była przy uczelni. Nie było smsów i e-maili. A mimo wszystko udawało się spotkać i porozumieć. 
Chciało się poplotkować z sąsiadką, to schodziło się dwa piętra niżej. Teraz wystarczy zadzwonić bo przecież darmowe minuty… 
Kiedyś człowiek nie musiał się tłumaczyć z każdego kroku. Teraz dzwoni z każdą pierdołą i informuje: byłem tu, idę tam.
Totalne zniewolenie… Ale czy chcielibyśmy wrócić do czasów gdy tego ustrojstwa nie było?
 

  

STOP MARUDZENIU – TYDZIEŃ II

Kontynuuję akcję Matki Polki Fanaberie i dziś publikuję 10 pozytywnych słów.
Dodam tylko Matko, że nie fair był pomysł, żeby zabronić słów „Kocham Cię” w zestawieniu. Właśnie te słowa byłyby na pierwszym miejscu. 
Kolejność pozytywnych słów jest przypadkowa więc nie prawdą jest, że kawę i wino stawiam ponad dzieci i męża (tekst dopisany po tym, jak powstał wpis – znaczy dygresja).
1. Kochanie kawa – ulubione słowa wypowiadane przez Tatę w leniwy niedzielny poranek. Jeszcze milej jest gdy aromatyczna, pobudzająca zmysły kawa podawana jest do łóżka.
2. Kochanie nalać Ci wino? – lubię w sobotnie wieczory, najlepiej do romantycznej kolacji zrobionej przez Tatę.
3. Mami, mamo, mamusiu – ale nie powtarzane za często bo gdy staje się refrenem piosenki pt. „Mamo daj, mamo przynieś, mamo zrób, mamo podaj”, już przestaje być fajne.
4. Będzie podwyżka – i nie o podwyżkę cen chodzi. Fakt, że już dawno nie słyszałam tych słów. Tak bardzo mi ich brakuje. Tak samo zresztą, jak słowa premia.
5. Mam dla Ciebie niespodziankę – drżę gdy to słyszę. Czasami z niepokoju, że może to nie być przyjemna niespodzianka 😉
6. Jedziemy na zakupy – cudowne pod warunkiem, że nie będziemy kupować mleka, wody, chleba i cebuli. 

7. Kochanie, jestem w Polsce – lubię, zwłaszcza gdy rozłąka była długa. Liczę minuty do spotkania, do tulenia…
8. Może wpadniecie na obiad w niedzielę – oznacza, że możemy się wyspać, poleniuchować, pograć w gry planszowe, ponudzić się we czwórkę bo pyszny obiad gotuje babcia. A wiadomo, że jak babcia gotuje, to jest to „najlepsiejszy” obiad na ziemi.
9. Mamo, zaśpiewasz? – to takie chwile, gdy mogę poprzytulać się do każdego z Wampirków, one mocno wtulają się we mnie i mogę tak z nimi leżeć i leżeć.
10. Mamo, mam złe sny – wredna jestem ale oznacza to, że mam w łóżku moje szkraby. I nawet jeśli rano jestem zombie, to świadomość tego, że za chwilę się to skończy sprawia, że jestem w stanie to jeszcze chwilkę znosić. Najlepiej gdy te złe sny przychodzą podczas nieobecności Taty. Wtedy się jeszcze jakoś mieścimy w wyrze.
Tych punktów mogłoby być więcej ale właśnie usłyszałam „chodź matka się poprzytulamy”. Nie mam wyjścia. Muszę iść.