KARKÓWKA W SOSIE CHRZANOWYM Z MLEKA

Tata gotuje czerninę i robi kaczkę na obiad, a ja wrzucę przepis na pyszną karkówkę w mleku. Przepis wypróbowałam na gościach a znalazłam go na blogu Małgosi. Podobno jest to przepis inspirowany przepisem Magdy Gessler. U Małgosi przepis pojawił się w 2013 roku a ja go z przyjemnością Wam udostępnię.
Do zrobienia karkówki potrzebna będzie:
1/ karkówka – 1 kg,
2/ cebula
3/ przyprawy: sól, pieprz, czerwona papryka, kolenra (rozbiłam część ziaren w moździerzu),
4/ mleko.
Do zrobienia sosu musimy przygotować:
1/ mleko – 0,5 l,
2/ bulion (z kurczaka albo warzywny) – 250 ml,
3/ klarowane masło – 2-3 łyżki,
4/ mąka – 4 łyżki,
5/ cebula – 1 główka,
6/ chrzan – według smaku. Jeśli lubicie ostre sosy i wyraźny smak chrzanu, to wiadomo że im więcej, tym lepiej.
7/ przyprawy: sól i pieprz biały.
Przygotowanie mięsa:
Karczek kroimy w plastry. Każdy plaster solimy, nacieramy papryką i posypujemy kolendrą. Układamy w misce i posypujemy pokrojoną w półpiórka cebulą. Postępujemy tak z każdą warstwą mięsa. Następnie zalewamy mlekiem, przykrywamy i wkładamy do lodówki. Małgosia radzi żeby trzymać karczek 24 godziny w lodówce ale ja wstawiłam na noc i efekt był pewnie podobny. Mięso było aromatyczne i kruche.
Następnie mięso rzucamy na rozgrzaną patelnię grillową lub na grilla jeśli posiadacie. Smażymy i przekładamy do garnka z przygotowanym wcześniej sosem.
Robimy sos.
W garnku rozgrzewamy masło, wrzucamy pokrojoną w kostkę cebulkę i prażymy do chwili gdy się zeszkli (wg przepisu). Ja smażyłam do chwili gdy z cebuli zrobiła się „paćka”. Następnie dodajemy mąkę – ciągle mieszając żeby nie zrobiły się grudki i dolewamy bulion wymieszany z mlekiem ciągle używając trzepaczki. Gdy sos będzie miał właściwą konsystencję, dodajemy przyprawy i chrzan. Dodajemy mięso i dusimy około 30 minut uważając by nie przypalić mięsa i sosu. 
Mięso wychodzi kruche i delikatne.     

HISTORIA SMUTNA I NIESTETY PRAWDZIWA.

Wchodzę przed chwilą na fb. U koleżanki widzę udostępnienie
Kochani potrzebuje Waszej Pomocy… nigdy nie prosiłam o pomoc zawsze wszystko sama…tym razem nie dam rady sama…nadeszła chwila pogrzebu i nigdy się nie spodziewałam,że to taki duży koszt ok £10 tyś…. £5 tyś. miejsce na cmentarzu i ok £5 tyś proces pogrzebu…mam mało czasu bo w poniedziałek trzeba załatwić wszystkie formalności…nie mogę spać ,siedzę u Klaudi w pokoju i rozmyślam co tu zrobić jak zorganizować takie duże pieniądze w tak krótkim czasie….jeśli ktoś chciałby pomóc to BARDZO PROSZĘ jest nas dużo może się uda…. z całego serca dziękuję 😚
dane konta: sort code 77-07-05 nr. konta 23440968 Bank TSB paypal: grazyna-domagala@o2.pl
Serce bije mocniej – przeczucie, że chodzi o śmierć dziecka. Klikam na profil Grazi i czytam wpis po wpisie. Czytam historię choroby jej córki i mam ciarki. Chemie, pobyty w szpitalach i twarz Klaudii. Nie znam kobiety ale jej życie przelatuje przed moimi oczami. Jej wpisy czasami radosne – wycieczka z Klaudią i jej babcią do Worner Bros, jedzonko w KFC a czasami smutne – zwątpienie, prośba o siłę by móc dalej walczyć. Bo to walka o życie dziecka… Obraz pozornie silnej babki – pięknej blondynki, słowa wsparcia jej rodziny w Polce i znajomych rozsianych po całym świecie. Ona walcząca o życie własnego dziecka jednocześnie zaangażowana w akcje charytatywne. Zbiórka zabawek dla dzieci z Oddziału Onkologii w Gdańsku, akcja dawców szpiku kostnego. Jej córka Klaudia, dzięki dawstwu mogła mieć przeszczep – niestety nieudany. 
Łzy w oczach. Wchodzę na profil Klaudii. Widzę ładną buzię dziewczynki, nastolatki która miała przed sobą całe życie. Pojawia się myśl, że to niesprawiedliwe, że dzieci dopada ta okrutna choroba. Że jeszcze nikt nie odkrył lekarstwa na to bydle, które nie pozostawia nadziei.  
Dlaczego ta historia we mnie trafia? Przecież takich jest ogrom w internecie? Nie wiem. Ale może ktoś może pomóc kobiecie, która po raz pierwszy prosi o tę pomoc. 

PLAN, KTÓRY MATKA MUSI ZREALIZOWAĆ

   Jest piątek, od rana działam jakbym sobie w tyłek duracele włożyła. 
Znacie to uczucie, gdy od rana chcecie przenosić góry, zbawiać świat a najlepiej uratować szkołę przed atakiem terrorystów?
   Jestem osobą, której gdy zapali się dupce, to musi szybko zrealizować swoje plany. Inaczej plany przepadają a ja chodzę w złym nastroju. Od jakiegoś czasu marzy mi się nowa wampirza strona internetowa, nowe logo. Mam w głowie kilka pomysłów, które chcę realizować ale ma to nastąpić na nowej domenie.
Marzę by nowy rok zacząć realizacją planów. 
Tak, ja – Matka, potrzebuję zmian. I nie wystarczy mi nowa kiecka czy nowe buty. Ja chcę nowego na blogu.
Nie chcę stracić tego, co już powstało ale jednak chcę zrobić krok do przodu. 
W związku z tym chcę podjąć działania już dziś, teraz a najlepiej jeszcze wczoraj.
Muszę Tatę przeszkolić w zakresie robienia zdjęć. Odkurzyć aparat fotograficzny i nauczyć się jego obsługi. Sama muszę stworzyć warsztat w domu, wokół siebie. Muszę zorganizować siebie, czas i Wampirzą rodzinę.
Chciałabym jeszcze pojechać na warsztaty blogowe i tego typu spotkania… 
Takie plany. 
Trzymajcie kciuki.

PRZYGÓD SYNA CIĄG DALSZY

   Ponieważ na fan page Wampirzej i na mojej prywatnej ścianie rozgorzała dyskusja o tym, co wydarzyło się u Syna w szkole, muszę dokończyć temat i opisać, co też było dalej.
Poniosła mnie fala i za Waszą namową skontaktowałam się z wychowawczynią. Pani E. jest cudowną, spokojną osobą i pedagogiem z wieloletnim doświadczeniem i pewna byłam, że rozwiąże „problem”.
Po pierwsze – po rozmowie z chłopcami nie dowiedziała się nic więcej niż ja po rozmowie z Synem. Syn bronił chłopca, chłopak zaprzeczał jakoby miał w ręku karty Syna.
Po drugie – pani postanowiła porozmawiać z dziećmi na temat czyjejś własności, rzeczy znalezionych na terenie szkoły – rzeczy znalezione zostają na swoim miejscu lub trafiają do rąk pani woźnej, pani sekretarki lub nauczyciela.
W trakcie tych pogadanek z dziećmi, chłopak przyznał się, że wziął karty Wiktora, z których dwie trafiły do jego kolekcji a resztę zaniósł na świetlicę i zostawił na biurku. Pani wysłała chłopców do świetlicy po karty. Jednak diabeł ogonem nakrył i nikt nie może w świetlicy tych kart znaleźć.
Jak widać śledztwo zostało przeprowadzone profesjonalnie i wyjaśniono sytuację.
Przyznaję, że nie byłam do końca obiektywna bo bohaterem zajścia był mój Syn. Nie oskarżyłam chłopca. On się przyznał wczoraj Synowi, co dziś potwierdził wychowawczyni. 
Nie chodziło o to by zlinczować dziecko – przecież to sześciolatek! Chodziło o to, by wyjaśnić sprawę i uczulić dzieci (i rodziców) na to, że cudzego się nie tyka. Rozmawiajcie z dziećmi w domu. Zwłaszcza z takimi maluszkami. One nie wiedzą, że źle zrobiły. Ale jeśli rodzic i nauczyciel uświadomi, to dziecko nie ruszy. 
Dla mnie to było nowe doświadczenie. Wyciągnęłam wnioski. Syn i inne dzieci też. Mam nadzieję, że sytuacja się nie powtórzy.

SYN I CIEMNA STRONA ŻYCIA W SZKOLNEJ SPOŁECZNOŚCI…

   
   Wczoraj Syn przeszedł chrzest bojowy – pierwszy raz został okradziony. Niby pierdoła – bo to tylko karty piłkarskie ale liczy się fakt. 
Syn z żalem opowiedział mi całe zdarzenie: poszedł do toalety, nie było papieru więc zostawił karty w toalecie na murku i poszedł do pani woźnej. Gdy wrócił, kart już nie było. Powiedział, że wie kto to zrobił ale nie chciał „gościa” wydać. 
I co dalej z tym fantem? 
Żal w jego oczach, to żal w moim serduchu. 
Syn wydał tożsamość winnego dziś rano i uwierzcie, chętnie bym chłopakowi nagadała – ale w sumie to nie moja sprawa. Nie zginęła kurtka czy buty żeby robić aferę na pół szkoły. 
A Syn musi się uczyć, że o swoje walczyć trzeba.
Mówię więc do Syna: idź, pogadaj z nim, niech Ci odda chociaż część (bo przecież żaden nie pamięta, które były czyje – prócz jednej charakterystycznej, której nie miał nikt w szkole prócz Syna).
Syn mi na to, że nie będzie z nim gadał. Poza tym już rozmawiał i on powiedział, że nie odda. 
Mówię: idź do Pani, niech rozwiąże problem, weźmie was obu na rozmowę, tym bardziej że tamten się przyznał.
Syn: Nie, bo Pani nie lubi gdy bawimy się kartami.
Ja: Synu, to idź do dyrektorki – wymknęło się Matce (byłam przed kawą, co mnie usprawiedliwia).
Syn: Mamo! to tylko kilka kart. Kupisz mi nowe, prawda?
No prawda. Tylko żal, że tak wcześnie dzieci poznają te przykre strony życia.    

___________________

A oto, co było dalej. 

Interweniowałam. Rozmawiałam z Panią wychowawczynią. Pani rozmawiała z chłopakami ale wygląda na to, że moja poranna gadanina dała skutek i chłopaki się dogadali. Mimo to, wychowawczyni będzie rozmawiała z dziećmi na temat tego, że znalezione przedmioty mają zostać na swoim miejscu lub trafić do rąk pani woźnej, pani sekretarki lub jakiegokolwiek nauczyciela.