OD KLEIKU DO KOTLETA…


    Po karmieniu mlekiem przyszedł czas na rozszerzenie diety maluchów. Pamiętacie to jeszcze?
Ja pamiętam sytuację gdy trzeba było wprowadzać gluten i nie bardzo wiedziałam jak to jest z tą ilością. Zadzwoniłam do sąsiadki, która ma pól roku starszego od Wampirów syna. Usłyszałam: „kobieto, wyluzuj, daj im bułkę do ręki.” Wyluzowałam.
   Czytałam wtedy wszystkie dostępne na rynku pisma dla mam, książki i artykuły w internecie.
Niewiele z tego pamiętam ale wiem, że dietę dziecka należy rozszerzać od 4 miesiąca życia. Przyznam szczerze, że rozszerzałam dietę intuicyjnie. 
   Na początku były tarte jabłka i tarta marchewka. Kupowałam Wampirom gotowe dania w słoiczkach. Po dwóch miesiącach doszłam do wniosku, że w tym systemie zbankrutuję. Zaczęłam gotować sama, robiłam przeciery owocowe i warzywne. Wampiry je uwielbiały. Jednak podstawą żywienia było nadal mleko. W tym okresie nie miałam tyle mleka by wyżywić dwójkę dzieci. Musiałam zatem podawać im mleko modyfikowane. W szpitalu dostawały Nestle i przy tym mleku zostałam do chwili gdy mleko moje było uzupełnieniem posiłków stałych. 
Próbowałam wprowadzić Bebiko ale Córka po Bebiku czy Bebilonie Pepti miała torsje. Zostaliśmy więc przy Nestle. Żeby zapewnić dobry i spokojny sen paśliśmy młode na noc mlekiem modyfikowanym z dodatkiem kleiku ryżowego tej samej firmy co mleko. O tyle, o ile Synu przesypiał na butli całą noc, to Córka jednak budziła się głodna… 
Tenże kleik później zaczęłam dodawać do zupek. Zmieniałam jednak rodzaje podając na zmianę kleik ryżowy z kleikiem kukurydzianym. W sumie Wampirom i tak było wszystko jedno bo smak żaden. Ale świetnie zagęszczał zupy. Pokusiłam się nawet do zagęszczania naszych zup kleikiem ale Wampirzemu Tacie nie bardzo smakowało. 

   Młode bardzo szybko zasmakowały normalnego jedzenia. Jadły praktycznie wszystko jednak musiało być doprawione. Nie osolone i bez ziół nie chciały jeść. Może dlatego stały się takimi żarłokami w tej chwili. Mało jest rzeczy, których nie chcą jeść. Wcinają każdą zupę – włącznie z czarniną. Mają oczywiście swoje preferencje smakowe. Synu najchętniej jadłby pomidorówkę i spaghetti, kotlety w panierce i mielone a do tego najlepiej gdyby ziemniaki polane były sosem. Do tego surówki, warzywa. Córka uwielbia kluski ziemniaczane z serem i okrasą, kotlety drobiowe, ryby. Chętnie je warzywa i owoce. Oboje kochają ryż (choć córka ma alergię na ryż), makarony (również pełnoziarniste) i kasze. 

Pewnie wiele osób potępi solenie potraw, doprawianie – bo przecież to nie jest zdrowe. Może i nie jest. Ale jeśli jest robione w domu, z produktów wiadomego pochodzenia, to sól jest mimo wszystko chyba mniejszym złem niż fosforany i inne paskudztwa.