CZY DZIECI SCALAJĄ ZWIĄZEK CZYLI INTYMNIE….

Trafiłam wczoraj na tekst na blogu http://ratunkublizniaki.pl/ pt. Nie tak miało być (tu). Autorka pyta czy dzieci scalają związek… Tekst sprawił, że siedząc w myjni i czekając na swoje autko, zaczęłam się zastanawiać.
Pierwsza i jedyna myśl – TAK.
Gdyby nie dzieci albo by już nie było NAS, albo żylibyśmy ze sobą ale obok siebie. Gdybyśmy mieli wspólne pasje i zainteresowania, to pewnie by nas to łączyło. Ale jeśli nie…
Dzieci powodują, że każdego dnia mamy o czym rozmawiać, często kłócimy się właśnie o dzieci, o kwestie wychowania, kar i nagród.
Nasz tydzień wypełniony jest obowiązkami związanymi z dziećmi. 
Autorka wpisu, zarzuca mężowi, że nie ma czasu na smsa, na telefon w ciągu dnia. A ja sobie tak myślę, że ta kobieta ma za dużo czasu na myślenie. 
Gdy nie ma Taty, wszystko jest na mojej głowie. Pracuję zawodowo, wstaję gdy jest jeszcze ciemno. W pracy mam wiele obowiązków. Nie mam czasu myśleć o tym czy Tata napisze, że mnie kocha. Gdy jedzie na kilka dni, gdy nie wraca na noc do domu, często jedyny kontakt jest po południu – krótki telefon „wszystko ok? dojechałem, idę na kolację z klientami, będę w pokoju późno, nie będę już dzwonił. Kocham Cię, kocham Was, tęsknię.” Ja odpowiadam, że u nas ok, krótko opowiadam o dzieciach – rzadziej o sobie, „Kocham Cię. Dobranoc. Do usłyszenia jutro”. 
Gdy Taty nie ma, wieczory wykorzystuję dla siebie. Kąpiel, książka, wcześniejszy sen. Cieszę się ciszą. Nie patrzę na telefon, nie czekam. Wiem, że Tata jest w pracy, ma spotkania do późna. Wiem, że gdy kładzie się spać a ja już dawno śpię, On myśli o mnie, o nas. Jest jednak zbyt późno by dzwonić. Lubię rano czytać smsy wysłane nocą „Śpij spokojnie”, „kocham Cię”. Ale nie czekam na nie. Jeśli nie napisze – nie będę rano zła. 
Zazdrość – czy jestem zazdrosna o inne kobiety? Przecież Tata pracuje z kobietami, spotyka się na tych służbowych wyjazdach z kobietami. Powinnam chodzić po ścianach z zazdrości. Tak, jestem zazdrosna o Tatę. Ale nie chorobliwie. Ufam. Nie płonę z zazdrości gdy ogląda się za fajną kobietą. Jest facetem – martwiłabym się gdyby się nie oglądał.
Wampirki pojawiły się w naszym życiu w dziesiątą rocznicę ślubu. Zdążyliśmy poznać tą słodką i tą gorzką stronę małżeństwa. Czas romantycznych uniesień, kupowania kwiatów, noszenie na rękach i wzdychanie do siebie mamy za sobą.
Co nie znaczy, że Tata nie potrafi mnie zaskoczyć (a ja jego). Romantyczne kolacje, perfumy, jakieś drobiazgi dawane bez okazji. Przytulańce i namiętne pocałunki nawet gdy Wampiry patrzą (niech się uczą miłości). Nasz codzienny rytuał gdy Wampiry idą spać – kanapa, jego głowa na moich kolanach albo na ramieniu, rozmowy o sprawach codziennych, oglądanie filmu albo zwyczajne milczenie.
Dbamy by nasze zbliżenia były wyjątkowe, choć nie są tak częste jak w czasie gdy dzieci nie było.
Czy to znaczy, że się od siebie oddaliliśmy?
Jestem zdania, że związek przechodzi pewne etapy. Jest etap euforii, wariujących hormonów, seksu na drągu, w pociągu, w przeciągu. Jest etap stabilizacji, układania planów, podejmowania ważnych decyzji, radości bycia tylko ze sobą. Gdy rodzą się dzieci wchodzimy w kolejny etap. I trzeba pogodzić się z tym, że natłok obowiązków, nieprzespane noce, troska o to by zapewnić rodzinie poczucie bezpieczeństwa (spoczywająca głównie na mężczyźnie) sprawiają, że nie ma czasu na myślenie o romantycznych gestach z okresu gdy dzieci nie było.
Czy czuję się źle z powodu, że jest inaczej? 
Było ciężko. Zazwyczaj gdy wchodzimy w kolejne etapy związku towarzyszy nam burza. To są te chwile zwane „kryzysem małżeńskim”. Trzeba to przetrwać. Zacisnąć zęby i iść dalej z nastawieniem, że będzie nadal dobrze. 
Tata – oaza spokoju. Ja – wiecznie aktywny wulkan. Może to, że jesteśmy tak różni powoduje, że pokonaliśmy najgorsze burze?
A może to jednak miłość…  

WAMPIRZE DIALOGI (2)

Tata: Kochanie, zabrałaś ze szkoły tornister Syna?
Matka: Ja? Przecież Ty go odbierałeś.
Tata: No tak ale spieszyłem się, myślałem że skoro odbierasz Córkę i zabierasz jej tornister, to i Syna tornister też weźmiesz.
Matka (z irytacją w głosie): No ale Ty zabierałeś Syna, to tornister też powinieneś.
Takim to sposobem upiekło się odrabianie lekcji synowi wczoraj wieczorem. Musiał jedynie w nowym zeszycie poćwiczyć literki.
Matka wredna nie odpuściła.
Matkę wczoraj trzepło i zrobiła Tacie śniadanie pierwsze i śniadanie do pracy.
Tata: słuchaj, a co Tobie się stało, że mi śniadanie zrobiłaś? Ostatni raz zdarzyło Ci się z 15 lat temu. Ty chyba kogoś masz…
Matka: Taaaaa, w pociągu. 
Tata: No tak – bo przecież nic ostatnio nie zrobiłem takiego żebyś była miła.
Matka (podniesionym tonem): Miałam więcej czasu rano, to zrobiłam! Cholera! Żona robi mężowi śniadanie i zamiast wdzięczności, staje się podejrzaną. Faktycznie, to Ty powinieneś mi robić śniadanie w tym tygodniu, żebym puściła Cię na męski weekend. Poza tym nie pomyślałeś, że skoro Ty jesteś miły dla mnie, to ja czasami mogę być miła dla Ciebie?
Tata (ze spokojem w głosie): Nieee, to jest podejrzane.
I weź tu chłopu zrób dobrze.
P.s. dziś też dostał śniadanie.

DOM WARIATÓW W WAMPIRZOWIE

Środa – dzień wariata.
Dzień bez obowiązków pozaszkolnych. Szybkie lekcje i głupawka. Córka powinna ćwiczyć czytanie ale od 17.00 Wampiry bawią się tak rewelacyjnie, że odpuszczam. Trochę luzu nie zaszkodzi.
A i ja oddycham. Ani razu nie było: Mamo, możemy włączyć bajkę, Mamo mogę pograć na komputerze… 
Jest tylko Meksyk w salonie. Wampiry zapragnęły na kolację makaron spaghetti bez sosu tylko z przyprawami i oliwą. Zrobiłam chętnie bo sama dziś miałam makaron na obiad. No i okazało się, że makaron może pełnić funkcję zabawki. Syn jest psem a Córka rzuca mu makaron na podłogę. Także tego… 
Kot chowa się gdzie może bo Wampiry mają parcie na zwierza. Ganiają go po domu a on już zdziera podłogę by się pod nią schować.
„Mamo nalejesz nam wodę do wanny – chcemy się kąpać”. 
Nalałam. Właśnie zamknęły się w łazience. 
Syn: I zrobimy sobie bazę w łazience.
Córka: a wanna będzie naszym statkiem kosmicznym.
Chyba muszę zostać kapitanem na tym statku bo czuję, że za chwilę pójdziemy na dno.

IPV CZY OPV – CZYLI CO Z TYM POLIO?

(zdjęcie pochodzi z http://www.money.pl/)
   Nie jestem antyszczepionkowa. 
Jestem za szczepieniami podstawowymi, zgodnymi z kalendarzem szczepień. 
Mam tylko jeden warunek – dziecko musi być zdrowe. 
Dla mnie dziecko jest chore nawet wtedy, gdy ma katar – również przy braku gorączki. Niestety wówczas również spada odporność dziecka, rozpoczyna się infekcja. U Wampirów, które dodatkowo są alergikami na grzyby, roztocza i pleśnie, ta odporność przy byle katarze spada momentalnie. 
Jednak zgodnie z teorią niektórych lekarzy i pań z SANEPIDu, katar czy kaszel, to nie jest choroba, która może spowodować powikłania poszczepienne. Może jestem przewrażliwiona – ale wolę dmuchać na zimne.
   Wampiry w roku, w którym miały być szczepione przeciw błonicy, ksztuścowi, tężcowi i polio, zachorowały na mononukleozę. Z automatu dostały odroczenie, z czego się ucieszyłam, ponieważ pod względem zachorowań poprzedni rok był dla nas fatalny. 
We wrześniu Wampirki poszły do szkoły w dobrej kondycji – bez katarów, kaszlu i temperatur. Postanowiłam więc je zaszczepić. Jakie było moje zdziwienie gdy usłyszałam, że brak jest szczepionek na błonicę, ksztuciec i tężec. Że mogę zaszczepić jedynie przeciw polio szczepionką doustną i czekać.
Pogrzebałam w internetach i dowiedziałam się, że są dwa rodzaje szczepionek przeciw Polio.

„Szczepionka IPV wg Salka w zastrzyku

Szczepionka IPV, zabita, niemowlęta dostają w zastrzyku. Jest ona całkowicie bezpieczna. Zgodnie z obowiązkowym kalendarzem szczepień, malec dostaje ją dwukrotnie w pierwszym roku życia: na przełomie 3. i 4. miesiąca życia (wraz z drugim szczepieniem, które odbywa się w przychodni) oraz w 5. miesiącu. Trzecią dawkę uzupełniającą szczepienie dziecko powinno otrzymać w 16.–18. miesiącu życia.
Szczepionka OPV wg Sabina doustna
Szczepionka żywa, OPV, jest podawana doustnie dzieciom w 6. roku życia (jest w płynie). Wirusy z żywej szczepionki OPV namnażają się w jelitach dziecka, i w ten sposób pobudzają jego organizm do wytwarzania przeciwciał odpornościowych. Przez to wirus jest w kupce starszaka nawet przez kilka tygodni. Jeśli w domu jest noworodek lub małe niemowlę nieszczepione przeciwko polio, to takie wirusy mogą być dla niego groźne (może rozwinąć się porażenna postać poliomyelitis). Dlatego lepiej unikać szczepienia przedszkolaka szczepionką OPV, gdy w jego otoczeniu jest niemowlę nieuodpornione przeciwko polio lub osoba nieszczepiona albo z poważnymi zaburzeniami odporności, np. w trakcie chemioterapii. Zaletą szczepionki OPV jest pełniejsza odporność. W planach jest wycofanie tej jedynej dawki szczepionki żywej OPV w 6. roku życia i zamiana jej na szczepionkę IPV, w zastrzyku, zabitą.” 
(żródło: http://www.poradnikzdrowie.pl/). 
Posiadając taką wiedzę, zadzwoniłam do przychodni i wypytałam o szczegóły. Pielęgniarka poinformowała mnie, że oczywiście jest możliwość zastąpienia szczepionki OPV szczepionką IPV ale muszę za to zapłacić. Niestety nikt nie pytał ani jej, ani doktora o możliwość zamiany szczepionki, więc ona nie wie ile to kosztuje. Internety mówią, że między 60 złotych a 80 złotych.
Kiedy powiedziałam pani, że tak na prawdę to dla mnie zdrowie dziecka nie ma ceny i mogę taką szczepionkę kupić, pani odpowiedziała, że jeśli tak, to może kupię skojarzoną 4 w 1 czyli polio, ksztusiec, błonica i tężec. Nooo ja na to, jak na lato. Boostrix polio kosztowała 109 złotych. Jedno wkłucie, jeden ból, jeden strach.
W gabinecie ucięłam sobie pogawędkę z panem doktorem, który powiedział, że OPV podawana jest tylko w Polsce i Albanii. Że były jakieś plany zmian ale gdzieś to utknęło. Najwidoczniej Ministerstwo Zdrowia ma pełne magazyny OPV i muszą je wykorzystać. 
Oczywiście zdania, co do skuteczności szczepionki IPV są podzielone. Jednak trzeba wiedzieć, że szczepionką OPV nie wolno szczepić dzieci, w których otoczeniu są noworodki, niemowlęta i osoby z obniżoną odpornością na przykład po lub w trakcie chemioterapii. Wirus żywy wydalany jest z kałem przez kilka tygodni i może być groźny.
Pediatrzy też są za wprowadzeniem szczepień IPV do przychodni. Kto zatem zarabia na szczepionkach OPV, którymi zawalone są przychodnie i Sanepid? Dlaczego nie informuje się nas o możliwości wyboru? Dlaczego musimy sami szukać rozwiązań?  
Przyznam, że jestem rozczarowana podejściem Ministerstwa do szczepień dzieci. 
I przestaję się dziwić tym, którzy krzyczą żeby nie szczepić wcale. Nie jestem specjalistą, nie czytam o składach szczepionek – jak chyba większość rodziców. Oczekujemy, że to pediatra, lekarz pierwszego kontaktu, będzie tą osobą, która uświadomi nam, co jest lepsze dla naszego dziecka.
A Ministerstwo Zdrowia i NFZ? Czy te instytucje nie powinny pozwolić rodzicom wybrać rodzaju szczepienia i choćby w części refundować zakup szczepionek płatnych? 
Brakuje w magazynie szczepionek przeciw ksztuścowi, tężcowi i błonicy – czy nie powinno być możliwości zakupu szczepionek ze zniżką w aptece? Lepiej jest czekać by dzieci, które muszą być szczepione, zachorowały na którąś z tych chorób…
No cóż – mogę jedynie powkurzać się cicho i mieć nadzieję, że ktoś przeczyta ten wpis i będzie bardziej uświadomiony niż ja do wczoraj.   

WYZWANIE – NIE MARUDZĘ!

Podejmuję wyzwanie autorki bloga Matki Polki Fanaberie #stopmarudzeniu [klik] i przystępuję do jego realizacji.
Pierwszy tydzień wyzwania to 10 pozytywnych myśli.
1/ Zmiana czasu na zimowy (po cholerę ta zmiana – nie wiem) ma jedną zaletę (przy wielu wadach) – dzień jest dłuższy.
2/ Pociąg poranny miał opóźnienie – ale dzięki temu miałam więcej czasu na gadu – gadu ze znajomymi na dworcu.
3/ Korek na moście nie jest taki straszny ( w du…ie, że przez niego nie zdążę na pociąg) – dzięki niemu mam więcej czasu na słuchanie muzyki w aucie.
4/ Zajęcia z tańca towarzyskiego Wampirzej Córki są fajne (mimo późnej godziny – dziecię padnięte, odrabianie lekcji to koszmar) – w czasie tychże zajęć mogę napić się herbaty z mamami – równie fajnymi jak ja i utwierdzić się w przekonaniu, że nie tylko ja mam lekko pod górkę.
5/ To, że w poniedziałek wracamy do domu późno, ma tę zaletę, że nie mam siły sprzątać lub wersja druga – jest tak ciemno, że nic nie widzę i mam bałagan w d….ie.
6/ I co z tego, że zimno? Ale za to jak kolorowo 😉
7/ Jutro już wtorek a to oznacza, że najcięższy dzień tygodnia już za nami.
8/ Tata nigdzie nie wyjechał – mam się do kogo przytulić i napić się wieczorkiem wina.
9/ Ból głowy? Cieszę się, że to nie migrena.
10/ Znalazłam czas na kolejny wpis na bloga (choć padam na pysk i podpieram się rzęsami) i zrobiłam to z dużą przyjemnością.