MAMO, MAMO A DLACZEGO?

Pamięta Matka, że gdy była dzieckiem, dostępna była książeczka, w której rodzice mogli znaleźć odpowiedzi na najbardziej dziwne pytania. Książeczka miała tytuł Dlaczego sól jest słona czyli odpowiedzi na głupie pytania autorstwa Jana Rurańskiego i bardzo ją lubiłam.
Dlatego, gdy Matka zobaczyła na półce w księgarni książeczki z serii Ciekawe dlaczego, pomyślała że w przyszłości mogą przydać się Matce gdy Wampirki będą zadawać pytania z cyklu: Mamo a czemu. To była dobra decyzja. 
Do tej pory w serii ukazały się 32 książeczki. 
Każda książeczka, to około 30 stron pełnych fantastycznych ilustracji, ciekawych odpowiedzi na pytania dotyczące np. starożytnego Egiptu: kto rządził w Egipcie, co to są mumie, dlaczego budowano piramidy. 
Na początku każdej książeczki znajduje się Spis treści a na końcu alfabetyczny indeks wszystkich haseł z odnośnikami do stron, w których są szczegółowo opisane.
Jednak najbardziej interesujące są te z owadami i zwierzętami.
Niedawno Wampirki w przedszkolu mówiły o kosmosie, o Ziemi, o planetach, gwiazdach, o zorzy polarnej. Bardzo przydały się książeczki – Wampirki na ilustracjach tłumaczyły Wampirzym Rodzicom te wszystkie zawiłe kwestie.
Książeczki nie są drogie. W księgarni Matka kupowała je po 10 złotych za sztukę ale ostatnio miała szczęście trafić serię w dyskoncie Biedronka po 5 złotych za sztukę. Jeszcze trochę do kolekcji brakuje. Matka ma listę czego na półce brak i zamierza skompletować całą serię.
A teraz szczegóły wydawnicze.
Niestety pomysłodawcą nie jest polskie wydawnictwo. Na szczęście ilustracje są oryginalne. Przetłumaczeniem i rozpowszechnianiem zajęło się Wydawnictwo Olesiejuk. 
To nota wydawnicza na stronie jednej z książeczek.
  

TAKI SOBIE PONIEDZIAŁEK CZYLI NIE MA NUDY…

Matka nie miała dziś dobrego nastroju i to nie tylko przez wynik sondaży wyborczych. Ukrywać nie będzie – z PiSem jej nie po drodze. Z nacjonalistą Kukizem, który przypomina jej Hitlera (bo trochę historii zna – w końcu maturę z niej zdawała) nie sympatyzuje.

Nastał poniedziałek. Dzień, jak każdy inny ale nie wtedy gdy w domu zostaje troje chorych i kot z dziurą w głowie.
Każdemu z chorych dolega coś innego. 
Tata ma katar do pasa. Kicha głośno, że mury się trzęsą. Syn ma kaszel. Suchy – alergiczny – bo Matka od miesiąca nie dawała leków przeciwalergicznych. Nie było objawów – po co więc truć żołądek. Córka ma zaropiałe oczy, czerwone – też pewnie alergia plus brudne rączki – zapalenie spojówek na tle alergicznym na bank. No bo chyba nie nawrót mononukleozy. Aaaaa i do tego rośnie Córce prawa, dolna szóstka – daliśmy radę z wyrzynającymi się mleczakami – razy dwa, damy radę z szóstkami. 
A do tego wszystkiego kocur, który wyszedł wczoraj w południe przewietrzyć ogon do ogrodu, a wrócił z dziurą w łuku brwiowym. Dostał pazurem – na szczęście nie w samo oczko. Matka oczyściła ranę, zdezynfekowała i obserwuje czy coś się nie paprze, ropa nie zbiera.  
Matka, jak co rano pojechała na dworzec. A tam co? Pociąg ma opóźnienie, powody techniczne. Myśli Matka – nie ryzykuję, jadę autem bo sama dziś z szefem w pracy jestem, jak się spóźnię to masakra. Na szczęście na drodze nic się nie zdarzyło. Matka sobie osiemdziesiątką popylała a tam gdzie ograniczenia – zwalniała wyjąc „słodkiego, miłego życia”.
Po południu wizyta u najbardziej kochanej, dzieciowej „doktórki”, która na wieść, że Matka nie podawała leków przeciwalergicznych Wampirom, wzrokiem Matkę zabiła. Co tu dużo gadać. Burę Matka dostała jak młoda – bo smarkata Matka jest a „doktórka” doświadczona – jeszcze Matkę – będącą dziecięciem – leczyła. Matka ogon skuliła, rację przyznała, reklamówkę medykamentów wykupiła i pojechała do domu.
W domu Tata czekał z obiadem. Tak, Matka ma zajebistego męża. Młoda kapusta z domową kiełbaską i żurek do popicia. Oooo tak. To Matka lubi. Już się Matce humor poprawił. 

Matka dostała od Taty buteleczkę cydru i rozpłynęła się na tarasie myśląc o tym, jakie to ona ma fajne życie. A i z sąsiadem „bez płot” o tujach i sośnie pogadała. Na fajsiku posiedziała. Normalnie bosko, nie?
I nagle Tata przybiegł gdzieś z za domu i prosi o koci transporter. Matka o nic nie pyta. Jedno, co Matce do łba przyszło, to to, że jakieś kociaki Tata z krzaczorów przytarga.
Niewiele się Matka pomyliła. Tata przytargał kulkę strachu. Kulka strachu sąsiadowi spod kosiary uciekła. Trzeba było ratować bo byłby pasztet.

Kulka strachu dostała imię Marcel lub Marcelina. Została wygłaskana przez Córkę. Matka za głowę się złapała bo w życiu zająca nie miała. Rad zaciągnęła i Marcela w transporterze zostawiła. Póki nie urośnie, póki sam drapieżników nie będzie gotowy zagryzać. Koniczyny u nas dostatek, marchewki też. Damy radę Marcel. 

Wampirzątka śpią, Tata na śpiku ogląda tv a Matka tu z Wami siedzi i myśli, że nuda w tym domu na wsi jej nie grozi…

CYCKI WAMPIRZEGO TATY ;-)

Tradycyjnie w niedzielę szybki wpis o szybkim obiedzie.
Dziś w kuchni rządził Tata. Nabałaganił strasznie – ale dobrzy kucharze chyba tak już mają. Gdy Tata w kuchni szaleje, Matka jest podkuchennym, który pilnuje by kucharz Tata miał wszystko pod ręką. 
Wampirzy Tata zrobił coś z niczego. 
A potrzebował do tego:
1/ piersi kuraka,
2/ pomidory suszone w zalewie,
3/ świeżą kolendrę, świeży rozmaryn, sól, pieprz,
4/ ser – użył camembert ale może być (i powinien) ser pleśniowy zielony lub niebieski,
Do sosu:
1/ przecier pomidorowy,
2/ czosnek, świeża bazylia,
4/ sól, pieprz i odrobina cukru.
Wszystkie te produkty zawsze są w Wampirzym domu. 
Piersi z kuraka Tata przyprawił solą i pieprzem i usmażył na patelni grillowej dodając świeży rozmaryn. Tak przygotowane piersiochy ułożył na blaszce a Matka ułożyła ser, suszone pomidory i posypała kolendrą. W tym czasie Tata robił sos na bazie przecieru pomidorowego czyli na patelnię wlał gęsty przecier, dodał czosnek i bazylię, doprawił do smaku przyprawami. Matka załadowała blaszkę z piersiami (kurzymi nie własnymi) do piekarnika i wyjęła gdy ser się rozpuścił.
Tata nałożył sos na talerz, na sosie ułożył mięso, podał z ryżem delikatnie pokropionym sosem i posypanym szczypiorkiem.
Szybko, prosto i smacznie.

 

Jeszcze taka mała podpowiedź – gdy jest pod ręką ser pleśniowy niebieski, który świetnie się kroi na kawałki – można łatwo zrobić salsę do mięsa. Do salsy potrzebne są suszone pomidory, ser pleśniowy niebieski (lub zielony – zależy, kto jaką intensywność smaku lubi), świeża kolendra i prażone pestki słonecznika. Mieszamy wszystkie składniki i nakładamy na grillowaną pierś kuraka. Zapiekamy. Też pyszne.

BO JA WŁAŚCIWIE, TO NIE LUBIĘ DZIECI…

Matka wie, że nie jest idealną mamą. Wie też, że jej dzieci nie są idealne. Czasami jednak, pewne zdarzenia w życiu – najczęściej z udziałem innych dzieci, sprawiają, że Matka przez chwilę wierzy, że ma pod dachem dzieci idealne. Idealne nie znaczy, że spokojne i ciche, wykonujące każde polecenie. Idealne, to dla Matki znaczy:  samodzielne, grzeczne i umiejące zachować się w pewnych sytuacjach w taki sposób, że Matka nie musi się wstydzić i potrafi wybrnąć z sytuacji natychmiast.

Skąd te wnioski? O tym dalej. 
Matka nigdy nie lubiła dzieci. Oczywiście nie wszystkich. Nie miała nigdy zapędów morderczych w stosunku do dzieci. Co to, to nie. Chodzi raczej o to, że Matka pozostawiona sam na sam z dzieckiem powyżej 1 roku życia, wpadała w popłoch gdy widziała na twarzy dziecięcia uśmiech i wielkie wpatrzone gały, które coś od Matki (wówczas  jeszcze nie matki), chciały. Oczekiwały zabawy, zajęcia się nim w określony sposób. Matka nigdy nie umiała bawić się z dziećmi (obcymi genetycznie). I pewnie stąd to uczucie nie lubienia. I druga grupa dzieci, których Matka nie lubiła, to te niegrzeczne. Matki tekst gdy była młoda i nieopierzona (dukany z zaciśniętymi ustami): „oj gdybyś był mój, to ja bym Cię wychowała”.
Mimo, że Matka ma już swoje dzieci i lubi dzieci innych, znajomych mam – to niektórych dzieci Matka nie trawi (nie w sensie gastrycznym oczywiście). Otóż są dzieci (i myślę, że się z Matką zgodzicie), których lubić się nie da. Zwyczajnie chemia nie działa – czy coś. Przecież to samo jest wśród dorosłych. Podajesz komuś rękę i już wiesz, że osoba, z którą się witasz ma w sobie coś odpychającego (nie mówimy o zapachu 😉 ). I choćby nie wiadomo, jak się starać, to nawet morze wypitej wódki nie sprawi, że osobę tę pokochasz.
No i tak jest też w przypadku dzieci. Żeby była jasność – Matka z dziećmi wódki nie pije.

Matka asekuracyjne doda jeszcze, że nie chce nikomu powiedzieć, że źle wychowuje dzieci, że to ona jest Matką najlepszą. Nie – Matka dziś chce tylko powiedzieć, co czuje gdy widzi zachowania niektórych dzieci i ich matek. A jak wychowujesz swoje dzieci, to tylko Twoja sprawa. Daleka Matka jest od wychowywania cudzych dzieci i liczenia cudzych pieniędzy – chociaż podobno to ludziom wychodzi najlepiej. 
Matka nie zna Twoich dzieci, więc nie mówi właśnie o nich. Matka wskazuje sytuacje, które Matki zdaniem nie są normalne. 

Gdy Wampirza rodzina spędzała czas zimowy na nartach, w ośrodku było kilkoro dzieci. Dzieci, jak to dzieci – biegają, krzyczą ale są sytuacje, w których poznaje się prawdziwe oblicza małego bachorka. Był tam jeden taki gagatek, który doprowadzał Matkę do ściskoszczęku. Otóż chłopiec lat 7  – bardzo cwany, dodam – owinął sobie mamusię wokół jednego małego paluszka. Każdego dnia był problem z jedzeniem na stołówce. Dziecko robiło fochy, rzucało się na podłogę, rzucało jedzeniem w mamę. Na śniadanie tylko płatki z mlekiem (Wampiry po takim śniadaniu po godzinie umarłyby z głodu), obiadu nigdy nie chciał jeść – mama karmiła go, po wielkiej awanturze, własnymi rękoma – jakby miała przed sobą roczniaka. Kolacje omijał albo zjadał (po awanturze z mamą) płatki z mlekiem, które mama przynosiła. Sytuacja z posiłkami zmieniła się nieco, gdy mamę zastąpiła babcia. Babcia stosowała metodę NIE CHCESZ JEŚĆ – NIE JEDZ. ZGŁODNIEJESZ TO ZJESZ WSZYSTKO – moja ulubiona i sprawdzona metoda na brak „głoda”. I nie kupowała wnusiowi batoników na stoku.
No ale to jest jedynie problem mamy, że dała się tak omotać. 
Inna sprawa jak się chłopiec zachowywał wobec innych dzieci. 
Agresja słowna, agresja fizyczna, podjeżdżanie pod narty, szarpanie i przepychanki przed wjazdem na stok. Miał chłopiec pecha bo jednego dnia Matka stanęła za nim i obserwowała, co dzieciak wyczynia. Akcja trwała krótko, z uśmiechem Matka wycedziła przez zaciśnięte zęby, że jeszcze raz zobaczy coś podobnego, to sobie inaczej z dzieckiem pogada. Chyba Matka miała w oczach pioruny, bo dzieciak zmiękł.
Ale cóż skłoniło Matkę do napisania tego tekstu?
Otóż sytuacja, która ma miejsce co tydzień, na zajęciach basenowych, na które chodzą Wampiry.
To, że dzieci 6-7 letnie są rozbierane przez mamy, że nawet skarpetek nie zdejmą same i mamy zakładają dziecku wszystko łącznie z klapkami basenowymi – to pikuś. Wygląda to dość komicznie – jakby kobieta ubierała lalkę. Dlaczego? Bo dziecko stoi jak kukła i nawet nie próbuje mamie pomóc przy tych przebierankach. O zgrozo, gdyby Matka miała tak obsługiwać Wampirki, to trwałoby to pół godziny i pot po plecach by Matce płynął. No, ale jak chcą mamusie wychować kaleki, to już ich sprawa. Co ciekawe, te mamy mówią, że ich dzieci nie są gotowe aby rozpocząć naukę w szkole. Matki zdaniem, to mamy nie są gotowe by wypuścić dzieci na głębszą wodę – bo kto dziecku buciki założy. 
Żeby nie było, że Matka nie pomaga Wampirkom. Pomaga, ale tylko jeśli Wampirzątko nie daje rady. Najpierw próbuje samo. Matka i Tata od jakiegoś roku nie wiedzą, co to znaczy ubrać, rozebrać dziecko, nakładać pastę do zębów itp. No ale Wampirki od kiedy pamiętam zawsze chciały „siame”. Zwłaszcza Córka.  
Ale jak wspomniałam – to jest pikuś. Przychodzi bowiem na ten basen mamusia z córeczką. I to, co ta córeczka wyprawia z mamusią doprowadza Matkę do szału. Matka musiała wczoraj opuścić szatnię żeby nie palnąć jakiegoś głupiego tekstu. 
Córeczka przebrana w strój kąpielowy, robi mamusi zadymę, że na basen nie wejdzie, jeśli mama nie stanie w drzwiach, nie będzie patrzyła. Ok, dziecko nie chce stracić kontaktu wzrokowego z mamusią – rozumiem to. Ale wykrzyczany do mamy, z zaciśniętymi pięściami, tekst: „masz stać w drzwiach i na mnie patrzeć i nie wolno Ci z nikim rozmawiać bo sobie inaczej pogadamy” rozwalił Matkę na łopatki. A mamusia zero reakcji. Spełniła życzenie córki oczywiście. 
Wampirza Córka ma charakterek. Lubi na Matkę pokrzykiwać ale nigdy nie pozwala Matka by Córka przekroczyła granicę. Uczymy się wzajemnego szacunku i nigdy z ust Wampirzątek nie padły podobne teksty a jeśli już miało miejsce coś podobnego, to była pogadanka. Wykrzyczeć można złość, zmęczenie, bezradność. Krzyczeć dziecku wolno jeśli ma taką potrzebę. Ale nie wolno dziecku przejąć roli dorosłego.

Pisząc ten tekst, zauważyła Matka, że właściwie, to Matka nie lubi tych mamusiek, które dzieci nie wychowują tylko chowają bezstresowo. Co te dzieci winne…

Wyszło, że Matka jest czepialska, aspołeczna, katuje (czytaj: wychowuje) Wampirzątka stawiając im granice, określając zasady.
Ale wcale nie czuję się z tym źle. Choć łatwo nie jest. To ciężka praca.

„FIGA TĘSKNI ZA DOMEM” CZYLI CO WAMPIRZĄTKA „CZYTAJĄ”

   Matka czyta od chwili gdy nauczyła się czytać. Matka książki pochłaniała w ilościach takich, że teraz trudno Matce teraz wymienić wszystko, co przeczytała. Pamięta Matka pierwszą książkę, przez którą nie przespała nocy. To była chyba 5 klasa podstawówki. Przeczytała jednym tchem „W pustyni i w puszczy”. Później poszło. Matka czytała dużo i wszędzie. Gdy była w ciąży, 8 miesięcy spędziła na czytaniu. Raz w tygodniu jechała Matka do biblioteki gdzie Panie bibliotekarki miały dla Matki stos książek. Żeby się nie denerwować Matka czytała pozycje, przy których można było się odprężyć. Zaliczyła zatem Matka, między innymi, wszystkie książki Joanny Chmielewskiej. 
Teraz Matka nie ma tyle czasu na czytanie. Zdarza się, że kupuje książki zamiast bucików i te książeczki leżą i czekają na lepszy, wolny czas. Wieczorami gdy kładzie się Matka do wyrka, książkę bierze do ręki i zanim zacznie czytać – zasypia.
Musi Matka jeszcze wspomnieć, że w ciąży czytała często na głos (gdzieś wyczytała, że trzeba bo dziecko się lepiej w brzuchalu rozwija). Zresztą Wampirzy Tata też „przeczytał” kilka książek bo Wampirza Matka czytała na głos. „Mistrz i Małgorzata” czy „Miłość w czasach zarazy” pochłonęły Wampiry wspólnie na pomostach mazurskich jezior.
Naturalne zatem był to, że Wampirzątka będą „czytały” od urodzenia. Książeczek z kartonu Wampirzątka mają całe pudło. Nie oddaje Matka tych książeczek bo przy nauce czytania przydadzą się na pewno. Gdy Wampirki szły do przedszkola (miały 2 lata i 8 miesięcy), na pamięciochę znały „Lokomotywę”, „Stefka Burczymuchę”, później Brzechwę przyswajały bez problemu i klepały „Kaczkę dziwaczkę”.
Ale przyszedł czas na opowieści dłuższe, z fabułą. 
Ulubioną książką Wampirków, do której często wracają jest książka Holly Webb pt. „Figa tęskni za domem” Wydawnictwa Zielona Sowa.
  Pozycja jest jedną z serii książek napisanych przez Holly Webb, których bohaterami są kotki lub pieski. Wampirzątka z mlekiem Matki wyssały bezwarunkową miłość do zwierząt. Stąd zapewne zamiłowanie do literatury o tej tematyce.
Figa to czteromięsięczna labradorka, której pańcia (w wieku szkolnym) przeprowadza się wraz z rodzicami do nowego domu. Na ten czas Figa zostaje odwieziona do babci i nie bardzo wiedząc, co się dzieje i tęskniąc za pańcią – Magdą, ucieka babci i wyrusza na poszukiwanie młodej pani.
Przyznam, że książka jest dobrze przetłumaczona, język jest przystępny (choć nie brak błędów literowych). Wciągnęło nawet Matkę, łza się polała (pewnie dlatego, że nie tak dawno Wampirza Rodzina straciła ukochaną sunię). 
Ilustracje są ubogie, robione ołówkiem. Do tego Matka może się przyczepić bo gdy Wampirki biorą książkę do ręki, odbiór wzrokowy jest marny.
Jednak spokojnie Matka może polecić książki tej serii dla dzieci w wieku 5-6 lat. Rozwija wyobraźnię ale najbardziej rozwija wrażliwość i miłość do zwierząt.
Dzieci, które umieją już czytać też mogą sięgnąć po książki tej serii. Litery są duże, co sprawia, że uczniak, który przyswaja sobie litery i próbuje sam czytać, łatwo poskłada słowa.
A to szczegóły wydawnicze
    Matka zgłosiła się do projektu Przygody z książką. Od dziś będą zatem na blogu umieszczane recenzje książek dla dzieci. Wampirza Matka polecała będzie książki dla dzieci od 5 roku życia. 
W tym celu utworzy nową zakładkę na blogu i zaprasza wszystkie mamy do zaglądania, czytania, komentowania. Polecajcie ulubione książki Waszych dzieci. Chętnie Matka sięgnie po te pozycje i „przetestuje” na Wampirzątkach.