O KRYTYCE I KRYTYKACH…

zdjęcie z sieci
   
Lubicie być krytykowani?
   Matka źle znosi krytykę. Być może wynika to z niskiej samooceny, z tego że w siebie nie do końca wierzy.
Gdy Matka zabrała się za pisanie bloga, nie miała żadnego wsparcia. Nie do końca miała pomysł. Napisała kilka postów, które czytało kilka znajomych osób. Później Matka doszła do wniosku, że jej pisanie jest do niczego, jest beznadziejna itp. i rzuciła pisanie.
   Za namową kilku fajnych kobitek, Matka wróciła do pisania ale podjęła decyzję, że to będzie tak na poważnie. Że przyłoży się i codziennie lub co drugi dzień, opublikuje choć krótki tekst. 
Kupiła Matka poradnik o pisaniu bloga, zrobiła zmiany w jego wyglądzie i obiecała sobie, że nie będzie przejmować się jeśli komuś to się nie będzie podobało. Miało to być kolejne „dziecko” Matki. A wiadomo, że matka wobec swojego dziecka jest raczej bezkrytyczna. Mało tego – matka za swoje dziecko da się pociąć. 
Oczywiście za bloga nie da się pochlastać – ale lubi tego stwora i będzie go broniła ile sił jej wystarczy.
   Matka zatem się rozkręciła. A jak się już rozkręciła, to zaczęła udostępniać swoje wpisy publicznie, w sieci. 
Wiadomo – jednemu się podoba, innemu nie. Jedna osoba wpadnie i przeczyta jeden wpis, nie spodoba się i opuści Matkę bez słowa. Inna zanim odejdzie kopnie w dupsko komentarzem.
Matka nie broni się przed krytyką. Jednak woli by ta krytyka była konstruktywna, by wniosła coś do wyglądu bloga, tematyki. Krytyka wprost, krytyka na forum publicznym, krytyka, która nic nie wnosi w to, co Matka robi czy pisze, jest zwykłym kopem w Matki dupsko – zwłaszcza, że krytycy zazwyczaj są anonimowi.
Czego boi się Anonimowy krytyk? Tego, że Matka, znając dane tej osoby, pójdzie na jego bloga i wysmaruje kilka niemiłych opinii? – Matka nie jest hejterem, nie jest typem człowieka, który wymądrza się u innych. Matka szanuje pracę innych i nie wytyka anonimowo i na forum błędów blogerom.
Więc jeśli Czytelniku masz jakieś uwagi dotyczące wyglądu bloga, treści, błędów które udało Ci się wychwycić czytając jeden tekst na ponad pięćdziesiąt opublikowanych, to napisz na maila podanego na blogu, podpisz się – bo tego wymaga kultura i wtedy chętnie Matka z Tobą podyskutuje, przyzna rację, naniesie poprawki.
Zanim Czytelniku więc zapragniesz kopnąć anonimowo Matkę w dupę, sprawdź czy jesteś „debeściak” i poczytaj o kulturze w internecie.
Oczywiście komentarze związane z tematem blogowych wpisów są mile widziane i publikowane.
Matka dziękuje za każde wejście, za czas jaki poświęcanie na czytanie Matki wypocin.

SZYBKI NUMEREK W KUCHNI

   Dziś Wampirzy Tata zabrał Młode Wampirki do aquaparku. Matka zmęczona migreną wymyśliła, że obiad będzie szybki. Zrobienie i przygotowanie miało zająć jakieś 40 minut. Tyle czasu Matka ma od chwili gdy Tata daje znać, że wracają.

Potrzebne Matce było:
1/ polędwiczka wieprzowa – a dla Wampirzej córki filet z kurczaka (Wampirza córka ma alergię na „pieprzowinę”),
2/ dwie cukinie,
3/ cebula, czosnek,
4/ przyprawy: sól, pieprz, rozmaryn (uwielbiam i dodaję do wszystkiego), słodka papryka, odrobinę sosu sojowego, 
5/ olej do smażenia.
Polędwiczkę Matka pokroiła w talarki, posypała solą, pieprzem i słodką papryką – odstawiła żeby się „przegryzło”.
Następnie Matka pokroiła cukinię w dużą kostkę i cebulę w ćwiartki. Wrzuciła to Matka do woka z odrobiną oleju i gdy cukinia puściła sok Matka doprawiła solą, rozmarynem, pieprzem i wkroiła czosnek (lubi Matka siekany a nie wyciskany przez praskę). Dodała Matka troszkę sosu sojowego i smażyła w woku do miękkości cukinii nie pozwalając się jej rozciapciać.
W tym czasie Wampirza rodzinka wróciła do domu z wyprawy do aquaparku więc Matka wrzuciła na lekko posmarowaną olejem patelnię grillową, cienkie filety z kuraka i polędwiczki. 
We frytownicy już rumieniły się ciężkie, niezdrowe ale uwielbiane przez Wampiry frytki. Przygotowanie zajęło Matce jakieś 30 minut.
Zniknęło z talerzy w 10 minut.

  Smacznego.

CISZA BOLI CZYLI MATKA WARIATKA

   Rzadko się ostatnio zdarza Matce bycie sam na sam ze sobą.
Dziś jest taka chwila. 
Migrena nadal daje o sobie znać, choć już ból mniejszy więc chęci do życia zwiększone.
Wampirzy Tata rzucił pomysł wypadu do aquaparku, co Wampirzątka szybko podchwyciły, Wampirzego Dziadka zabrano do towarzystwa bo Matka się z tej przyjemności wykręciła. 
Marzyłam o tej chwili ciszy od dawna. I co? I Matka w chwili gdy zostaje sama popada w panikę. Teksty do Taty: „tylko jedź ostrożnie, uważajcie na siebie” sprawiają, że Wampirzy Tata postrzega Matkę jako wariatkę i zabija ją wzrokiem. Matka zamyka zatem drzwi ze ściśniętym gardłem i próbuje znaleźć sobie zajęcie żeby czas szybko leciał. 
Posprzątała po śniadaniu, odkurzyła mieszkanie, zrobiła porządek w pralni. Usiadła z zieloną herbatką – cholera nikt o nic jej nie prosi, nikt nie przeszkadza w piciu herbaty…
Cisza, że aż boli…
Matka zerka na zegarek – „chyba już dojechali”.
„Może się wykąpię” – Matka mamrocze do siebie i leje wodę do wanny.
„Może dokończę wpis o pizzy” (przerwany z powodu koszmarnej migreny) – odpala Matka lapka. Robi wpis – nie o pizzy, ale o swoim zrytym berecie.
„A może poczytam – mam takie zaległości…”
Kurde, po cholerę mi ta cisza!

JAK MATKĘ MIGRENA DOPADŁA

                                      zdjęcie pochodzi z http://czarownicazla.blox.pl/
   Dopadła Matkę w piątek w południe. Najpierw pojawił się lekki ból z przodu głowy. Z godziny na godzinę zaczął się nasilać ale Matka postanowiła przetrwać to bez leków. Dzięki uprzejmości szefa, wyszła Matka z pracy godzinę wcześniej. W pociągu miała ochotę krzyczeć. Gdy odebrała Wampirki z przedszkola zdecydowała się na tabletkę przeciw migrenie. 
Uffff  odrobinę odpuściło.
Z Wampirkami Matka zrobiła zakupy z myślą o kolacji i sobotnim obiedzie. 
W domu, z Wampirzym Tatą i nasilającym się już bólem, Matka zrobiła kolację (pyszna pizza, której będzie poświęcony kolejny wpis – jak tylko Matka poczuje, że żyje).
Po kolacji Matka z dźwiękowstrętem próbowała zrobić wpis o pizzy. Niestety ból był tak ogromny, że Matka zaczęła raczej marzyć o cichym, ciemnym miejscu a nie o komputerze. Przyjęła Matka jeszcze jedną tabletkę i zasnęła, pozostawiając Wampiry w rękach Wampirzego Taty czyli w rękach najlepszych.
Noc była koszmarna. Od 1.00 żołądek dawał się we znaki. Ciągłe mdłości nie pozwoliły na spokojny sen. Rano nie było lepiej. Matka wygląda jak zombie. 
Matka mając nadzieję, że Wampiry okażą nieco empatii wytłumaczyła, że w zasadzie to jest nieżywa, serce jeszcze bije ale nie nadaje się do spełniania ich próśb. 
No i się zaczęło. 
Wampirzy syn najpierw rozsypał pół paczki płatków kukurydzianych a następnie rozlał miskę mleka, Wampirza córka robiła wszystko by Matkę wkurzyć udając, że nie umie założyć skarpetek – jęcząc przy tym niemiłosiernie. Jazda bez trzymanki przy zabawie – wieczne: mamooooo a on to, mamoooo a ona tamto. No i muzyka HEY na cały regulator.
Matka umarła. Nie wie kiedy z martwych się podniesie.