„PIEPRZOWINKA” NA CHLEBEK

Wczoraj Wampirza Matka przystąpiła do dalszego testowania praski Tradismak.
Dlaczego PIEPRZOWINKA? Wampirza Córka tak nazywa wszystko, co zrobione ze świnki.
Wymyśliła sobie Matka coś a’la rolada. Kupiła zatem boczek surowy ze skórą i łopatkę na mielone. Ugotowała też dwa jaja.  
Boczek przecięła wzdłuż by zrobić z niego cienki plaster i włożyła do praski skórką do dołu. Na wierzchu posoliła, posypała kminkiem, majerankiem, czerwoną papryką i młotkowanym pieprzem z kolendrą. 
Przyprawić można według własnych preferencji smakowych oczywiście.
Mięso mielone doprawiła Matka solą, pieprzem ziołowym i świeżą kolendrą (ostatnio Matka zakręciła się na punkcie tej zieleniny).
Na boczku Matka ułożyła odrobinę mielonego mięsa i dwa ugotowane na twardo jajka.
To wszystko przykryła mielonym mięsem i cienkim kawałkiem boczku, który przyprawiła tak samo, jak ten kawałek na spodzie.
Przyzna Matka, że ten kawałek boczku na wierzchu nie jest potrzebny. Matce przez mielone przebijały jaja i Matka nie chciała gmerać w prasce więc wpadła na pomysł przykrycia boczkiem.

Następnie Matka włożyła praskę do wrzątku i gotowała 120 minut.
Wczorajsze doświadczenie pokazało jednak, że wieprzka trzeba gotować dłużej – od 2,5 h do 3 h. Boczek bowiem wyszedł nieco twardy. Ale jak wiadomo, Wampiry zęby ostre mają więc bez problemu „roladka” zniknie z lodówki.

MATKA TERRORYSTKA CZYLI PRÓBY WYCHOWYWANIA PIĘCIOLATKA

                                  zdjęcie pochodzi ze strony http://blizejprzedszkola.pl/

Gdy Matka była dorastającą pannicą marzyła by mieć bliźnięta.       Chyba nie do końca Matka zdawała sobie sprawę, że marzenia się spełniają. 

Bycie matką Syna to wyzwanie. A bycie matką Syna, który ma siostrę bliźniaczkę, to wyzwanie ogromne. Powód? Od urodzenia Syn miał lepiej niż córka. Jadł więcej, spał dłużej, rósł jak na drożdżach, nie miał wysypek alergicznych – generalnie chłop jak trzeba. 

Gdy Wampirzątka dorastały, to Córka była tą rozwijającą się szybciej (podobno u dziewczyn to norma). Gdy Ona raczkowała – Synu próbował pełzać. Gdy Ona chodziła – On raczkował. Wreszcie gdy Ona zaczęła gadać – głośno i wyraźnie – On udawał, że nic nie kuma. Gadał po swojemu, slangiem znanym tylko Jemu i Córce. Córka stała się tłumaczem Syna. I wtedy Matka zauważyła pierwsze symptomy „cwaniactwa”. 
Synu gadał coś do Córki – a Ona szybciutko przynosiła mu zabawki. Synu pokazał coś palcem – Babcia w mig spełniała jego polecenie. 
No tak – wspomnieć należy, że Babcia nieźle orientowała się w synowym slangu. Matka nieco mniej. To znaczy Matka taktycznie próbowała zmusić Syna do gadania po naszemu udając, że nie kuma.
Synu dorastał, Matka mądrzała, Córka też – ale inne kobiety nie bardzo. Synu jest blondaskiem z niebieskimi maślanymi oczami. I Synu próbuje swój uśmiech i wygląd wykorzystywać w życiu. Synu próbował wykorzystywać także sytuacje „zamyślenia” Matki (nieobecna duchem, choć ciałem na ziemi – częsty widok) wołając: mamooooo gilllllun, mamooooo wytrzesz pupę? mamooooo pić. Matka, w ferworze walki, czasami zachowując się jak automat, wypełniała polecenia Syna. Jednak gdy Synu skończył 5 lat, Matka doznała olśnienia. Synu ma dwie ręce – jak Matka, umie otworzyć lodówkę – jak Matka, dosięga do papieru toaletowego, do umywalki, umie zakładać buty, zapinać kurtkę, umie chodzić i co ważne – rozumie po polsku.  
Znaczy Syn staje się rezolutnym chłopcem, który może robić pewne rzeczy sam. 

Marzeniem Matki jest, by w przyszłości, synowa nie rzuciła Matce w twarz, że wychowała nygusa i aroganta. No i Matka zastanawia się jak wykonać trudne zadanie wychowania faceta, który jednocześnie byłby romantyczny – umiał podsycić ogień w związku nawet po 20 latach małżeństwa, byłby pracowity i kreatywny, nie zostawiał skarpetek przy nodze stołu lub brudnych majtochów przy łóżku. 
Szkolenie odbywa się w weekendy i popołudniami. Żeby nie było awantur o dyskryminację, szkolenie obejmuje Syna i Córkę. 

Musztra – weekendowa, zaczyna się od prób ścielenia wyrka. Synu marudzi, jęczy i kwenka ale ścieli, jak umie. No dobra – próbuje – Córka mu pomaga. Nie ważne jak zrobi, ważne że jeszcze nie skoczył z łóżka żeby popełnić samobója.

Później śniadanie – sztućce, talerze, dodatki na stół. Jeśli Synu nakrywa do śniadania, Córka musi posprzątać po śniadaniu – taki system. I tu ukłon w stronę Syna, bo zawsze wynosi swoje nakrycie sam. Odciąża Córkę? Eeeee – raczej już wyrobił nawyk. 

Obiad – wczoraj Matka, na prośbę o sztućce, usłyszała jakieś mamrotanie o służącym…. tu trzeba będzie popracować. Nie jest dobrze gdy Syn wykorzystuje hasła Matki przeciwko niej samej. 

Nauczył się Synu, że buty mają swoje miejsce. Czapka i szalik jeszcze miejsca nie odnalazły – ale i nad tym Matka pracuje. Jak będzie trzeba umieści Matka naklejki ze wskazówkami – baaaa całą mapę Matka wyrysuje.

Brudna bielizna – ma swoje miejsce oczywiście. Ale żeby uprzykrzyć Synowi życie, Matka nakazuje zdejmować majtasy osobno, skarpetki osobno i spodnie osobno – tak, wiem, Matka to tyran i sadystka. Przewijanie ubrań na właściwą stronę Wampiry opanowały migusiem.

Dodatkowe, proste hasła rzucane w Matki stronę typu: „mamo pić”, „mamo jabłuszko”, „mamo daj” – Matka od razu odpiera, informując wolno, co trzeba zrobić by spełnić swoją zachciankę. 
I tak na hasło „mamo pić”, Matka wyjaśnia gdzie stoją szklanki, gdzie stoi napój, że trzeba odkręcić korek w butelce i nalać tak, by się do szklanki nalało. Bo jeśli wyleje się na podłogę, to Synu szmatką podłogę wytrze.
Podobnie jest w pozostałych przypadkach. 
Mina Syna przy tej robocie bezcenna.
Swoją drogą – ciekawe, że Córka – obok „mamo pić”, pyta od razu „mamo, a gdzie jest napój” i ogarnia temat nieco szybciej.

Matka przyznaje, że to musztrowanie, to bardzo ciężka praca. Nie można wziąć wolnego dnia. Trzeba być konsekwentnym – jak w wojsku. Czasami Matka niekonsekwentnie robi wszystko za Wampirzątka. Ale one sprytnie to wykorzystują. Nie kończy się to dobrze. Matka popada w obłęd i wrzeszczy. Nie ma ochoty wracać do domu bo wie, że w domu rano przeszedł tajfun, który ona posprząta wieczorem – ale tajfun rano znów powróci.
Jeśli Matka nie wyrobi nawyków w Wampirzątkach, będzie ich służącą do końca świata. A na to się Matka nie godzi.  

Na szczęście Matka nie tylko musztruje. Matka też przytula, śpiewa kołysanki, czyta bajki, opatruje zbite kolana i dba o to, by Wampirzy Syn – chodzący przewód pokarmowy, miał na czas posiłek. Dba o to, by Wampirki zaznały dużo miłości – mimo codziennej musztry. Matka zwyczajnie chce wychować samodzielne jednostki, które wody w czajniku nie przypalą a może i nawet jajecznicę sobie usmażą. A przy okazji będą zdolne do okazywania uczuć, empatii, niesienia bezwarunkowej pomocy. 

MAŁE CO NIECO NA KANAPKĘ…

Wampiry uwielbiają domowe wyroby. Sami wędzą mięso i ryby, robią kiełbasy. Ale nie tylko wędliny z wędzarni goszczą na Wampirzym stole. Matka uwielbia wędliny robione „na szybko”. Do tego używa szynkowaru. Ale ostatnio zapałała chęcią posiadania tzw. praski. Widziała w internecie pięknie wyglądające wędliny, które robi się z kawałków mięsa a nie – jak w szynkowarze – z całej szynki, schabu czy karczku. 
W szynkowarze wygodniej jest robić wędliny z całego kawałka mięsa.
 Praska pozwala na układanie „piętrowo” różnego rodzaju mięsa – nawet w kawałkach – co pozwala na tworzenie rolad.
Jak Matka wspomniała – zapragnęła posiadać praskę i ją zakupiła. Wczoraj postanowiła ten wynalazek wypróbować i zrobiła wędlinę z kuraka.
Potrzebne Matce było:
1/ podudzia z kuraka – bez kości – do nabycia w sklepach Lidl jeśli nie chce się samemu babrać w mięsie (szkoda czasu) – 1,3 kg (praska DUET więcej w siebie nie przyjmie),
2/ przyprawy: sól, pieprz ziołowy, majeranek – można dodać każdą przyprawę, którą lubicie i pasuje Wam do kuraka,
3/ żelatynę – łączy mięso i robi pyszną galaretkę (Wampirza Córka wyjada galaretkę paluchami).
Mięso przyprawiła Matka w misce solą, pieprzem ziołowym (przywiezionym z Podlasia, z Puszczy Białowieskiej – cudowny aromat). Układała Matka kawałki przyprawionego mięsa i posypywała żelatyną. Następnie zamknęła praskę i wstawiła do wielkiego gara z gotującą wodą.

No właśnie. To jak wyjdzie wędlina zależy również od odpowiedniego „gotowania”.
W odpowiedniej wielkości garnek nalewamy wodę tak aby woda nie zakryła praski czy szynkowara ale sięgała równo z poziomem mięsa w prasce i szynkowarze. Gotujemy wodę do mementu wrzenia i wkładamy praskę. Woda nie może się gotować. Pilnujemy by nie bulgotało przez 120 minut.
Po tym czasie, wyjmujemy praskę z gorącej wody i studzimy w zimnej. Gdy wystygnie wkładamy na noc do lodówki. A rano…

Smacznego – uwierzcie, że warto wydać kilka złotych na to cudo. 
Cuda można nabyć tu: praska duet

FAJNIE BYĆ MATKĄ CÓRKI…

   Podobno między mamą a córką, od chwili narodzin, tworzy się jedyna w swoim rodzaju więź. 
   Matka bardzo chciała mieć córkę. To pragnienie było tak wielkie, że gdy po badaniu USG doktor powiedział, że będzie dwóch chłopców, to się Matka załamała. Jednak jeden z synów się zlitował i stał się córką. Gdy Matka dowiedziała się o zmianie płci dziecka, snuła marzenia jaka to Córka będzie. Oczami wyobraźni Matka czesała Córkę, stroiła. Chyba wtedy bardziej Matka widziała Córkę jako laleczkę… 
Wampirza Córka od urodzenia była „specyficznym” dzieckiem. Mało spała, mało jadła, była bardzo żywotna – jak to mówią NADPOBUDLIWA. Czasami brakowało Matce siły i snu. Córka zasypiała tylko na Matki rękach, mocno przytulona do piersi. Spała z Matką w łóżku żeby Matka mogła się wyspać i iść do pracy o własnych siłach. Gdy Córka zaczęła raczkować a zaraz potem chodzić, już było widać, że to dziewczyna z charakterem. Owinęła sobie Brata Bliźniaka wokół palca. Zdaniem neurologa – wszystko było tak, jak powinno. 
Teraz Wampirza Córka ma prawie 6 lat. Matka patrzy na nią i widzi fajną dziewczynkę. Matka jest dumna z Córki – bo to mądre, choć krnąbrne dziecko.
Matka bardzo lubi babskie chwile z Córką – tylko Matka i Córka.
Gdy w przedszkolu spotka się równocześnie Wampirzy Tata i Wampirza Matka, to oczywiste jest, że Córka jedzie do domu z Matką a Syn z Tatą.
Córka opowiada wtedy Matce o swoich problemach sercowych – bo trzeba wiedzieć, że przedszkolaki przeżywają już swoje „miłości”, mają swoje sympatie i antypatie. I Córka o tym wszystkim opowiada. Widzi Matka wtedy,  że łatwo nie będzie w przyszłości. Córka lubi być w centrum uwagi. Lubi gdy dzieci bawią się w to, co Córka wymyśli. A jeśli nie chcą, to Córka jest załamana i twierdzi, że nikt jej nie lubi. Wiele trzeba wtedy Córce wytłumaczyć. A to dopiero początek jej kontaktów z rówieśnikami.
Matka i Córka lubią spędzać wspólnie czas na zakupach. Preferencje ubraniowe i obuwnicze Córki są sprecyzowane – ma być różowo. Matka nie umie na tych zakupach być asertywna. Najgorzej jeśli Matce i Córce spodobają się te same rzeczy. Wracają baby do domu z pełnymi siatami.
Ale najbardziej Matka i Córka lubią takie chwile, jak ta – wczoraj wieczorem.
Córka przyszła do sypialni pod pretekstem oglądania programu o kucharzach (według Wampirków, programy kulinarne są lepsze niż bajki dla dzieci). Wtuliła się w Matkę a Matka gładziła włosy Córki, całowała ją po rączkach, smyrała po plecach. 
Córka przytuliła się mocno i pyta pokazując na brzuch Matki:
„Mamo – a która strona jest moja?” 
Matka odpowiada, że prawa (bo Córka leżała po tej stronie brzucha), choć Córka doskonale o tym wie. Zawsze przy przytulankach pada to pytanie ze strony Syna czy Córki. Wampirki wiedzą, która strona brzucha do kogo należy.
Córka położyła rączkę na brzuchu Matki.
Matka: Żabko, wiesz że Cię kocham?
Córka: Wiem mamo, ja Ciebie też bardzo kocham. Ale Wicię też kochasz, prawda?
Matka: Bardzo go kocham. Jesteście moimi dwoma słoneczkami. Niebo ma jedno słońce a ja mam dwa.
Córka: Mamo, chyba trzy?! Bo przecież Tata też jest naszym słońcem…
Tak – bycie matką córki, to coś wyjątkowego.
O byciu matką Syna poświęci Matka osobny wpis.